PiS zrealizowało jedną z kluczowych obietnic wyborczych. Polki będą przechodzić na emeryturę w wieku 60 lat (najwcześniej w Europie), a Polacy po ukończeniu 65 lat. System albo będzie wspierany z budżetu - co już kosztuje fortunę - albo Polacy dostaną 40, a Polki zaledwie 30 proc. ostatniego wynagrodzenia. To oznacza starość w nędzy

Padają propozycje, których nie ukrywam – nie akceptuję. Powiedzieliśmy 60/65 i musi być 60/65. Trzeba dotrzymywać słowa.

Jarosław Kaczyński, Prawo i Sprawiedliwość Facebook - 07/05/2016

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Obietnica zrealizowana. Pytanie, jak ją sfinansować.


Przyjęta w maju 2012 roku ustawa podnosiła do 67 lat i zrównywała wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Mechanizm stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego (o miesiąc co cztery miesiące) powodował, że mężczyźni mieli docelowy wiek emerytalny osiągnąć w 2020 roku (czyli urodzeni w 1953 roku młodsi), a kobiety dopiero od 2040 (urodzone w 1973 roku i młodsze).

Donald Tusk argumentował, że wydłużanie się średniej długości życia Polaków i brak nowych osób na rynku pracy powodują, że już w 2040 roku na jednego emeryta będzie przypadało zaledwie dwóch pracujących – dwa razy mniej niż w 2012 roku. Wydłużenie wieku emerytalnego miało odsunąć dojście do tej proporcji o około 15 lat oraz zapewnić, że w 2040 roku pracować będzie o 2,4 mln osób więcej, niż gdyby zmian nie wprowadzono.

Zrównanie wieku emerytalnego miało też oznaczać wyższe świadczenia – rząd przekonywał, że wydłużenie pracy mężczyzn o dwa lata da emeryturę o blisko 20 proc. wyższą. Rewolucja miała czekać kobiety: wydłużenie pracy o siedem lat oznaczało podniesienie świadczenia o 70 proc.

To wszystko i tak było mało. Obecnie mężczyzna przechodzący na emeryturę może liczyć na 75 proc. ostatniego otrzymywanego wynagrodzenia, a wchodzący na rynek pracy, jeżeli przejdzie na emeryturę w wieku 65 lat – na niespełna 40 proc.

W przypadku kobiet powrót do niskiego wieku emerytalnego oznacza starość w nędzy. Kobieta dziś przechodząca na emeryturę może liczyć na 60 proc. ostatniego wynagrodzenia, a wchodząca dziś na rynek pracy w 2057 roku dostanie ok. 30 proc. ostatniej pensji.



Dłuższa emerytura, mniej pracujących

Do podniesienia wieku emerytalnego nawoływali też eksperci, który wskazywali na wiele czynników powodujących gwałtowny wzrost kosztów systemu emerytalnego.

W ciągu ćwierć wieku – między 1990 a 2015 rokiem – długość życia mężczyzn w Polsce wzrosła o 7,4 roku (z 66,2 do 73,6 lat), a kobiet o 6,4 roku (z 75,2 do 81,6 lat).

Z drugiej strony ubywa osób młodych. Na rynek pracy weszły już wszystkie roczniki tzw. wyżu stanu wojennego (1975-85), a od początku lat ’90 Polska nie miała żadnego wyżu demograficznego. „Niska liczba urodzeń nie gwarantuje – już od prawie 25 lat – prostej zastępowalności pokoleń; od 1989 r. utrzymuje się okres depresji urodzeniowej” alarmował, jak co roku, GUS w raporcie z 2015 roku.

Po trzecie, Polska ma ujemne saldo migracji. To reguła przez cały okres powojenny, jednak zjawisko gwałtownie nasiliło się z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Tylko w 2006 roku wyjechało ponad 36 tys. Polek i Polaków, od 2007 roku rocznie wyjeżdża 15-20 tysięcy.

Polki pracują najkrócej w Europie

Wiek emerytalny na poziomie 60 lat dla kobiet jest luksusem, na który nie pozwala sobie obecnie żaden kraj w Europie, nie licząc Rosji (55) i Białorusi (58 lat). Wiek 65 lat dla mężczyzn to też mniej niż gdzie indziej.

W Europie normą jest dziś wiek emerytalny na poziomie 67 lat oraz przeprowadzane stopniowo zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn.

Docelowy wiek emerytalny w Europie

Polska
 
Słowacja
 
Bułgaria
 
Austria, Cypr, Estonia, Węgry, Łotwa, Litwa, Malta, Rumunia, Słowenia, Luksemburg
 
Belgia, Chorwacja, Czechy, Niemcy, Dania, Francja, Grecja, Włochy, Norwegia, Hiszpania
 
Anglia, Irlandia


Polki i Polacy nie chcą pracować dłużej

Mimo tych wszystkich argumentów reforma PO-PSL wywołała burzę, a Polki i Polacy nie poparli podniesienia wieku emerytalnego. Rząd Tuska, oskarżany często za prowadzenie polityki „ciepłej wody w kranie”, zdecydował się na reformę, która mogła przynajmniej opóźnić konsekwencje kryzysu demograficznego. Postąpił wbrew sondażom – w badaniu CBOS z 2012 roku 79 proc. dorosłych Polaków było przeciw podniesieniu wieku emerytalnego mężczyzn, a aż 86 proc. – podniesieniu wieku emerytalnego kobiet do 67 lat.

Przez kolejne cztery lata nic się nie zmieniło. W badaniu CBOS z października 2016 roku za obniżeniem wieku emerytalnego do 60 i 65 lat było aż 84 proc. respondentów.

Prawo i Sprawiedliwość poszło za sondażami, a nie za rozsądkiem. W kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda i Beata Szydło wspólnie z popierającym ich związkiem zawodowym „Solidarność” zgodnie zapowiadali obniżenie wieku emerytalnego do poprzedniej wartości – 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Zrealizowali obietnicę.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym