Dubler Mariusz Muszyński – to nie sędzia, a wyroki Trybunału z jego udziałem, to nie wyroki – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Ale jednocześnie uznał, że na tej podstawie nie można podważyć orzeczenia Trybunału. To wyraz bezradności sędziów, i w ogóle świata prawniczego, wobec faktów dokonanych, tworzonych przez PiS - pisze Ewa Siedlecka

„Prawo kapituluje przed przemocą. PiS jest jak terrorysta, który wziął zakładników i liczy na to, że przeciwnik jest na tyle przyzwoity, że zrobi co mu każą, by tych zakładników oszczędzić. Każdy z nas jest dziś takim zakładnikiem. Łącznie z sędziami” – Ewa Siedlecka, publicystka „Polityki”, pisze o bezradności sędziów wobec destrukcji polskiego systemu sądownictwa.

„Jeśli sądy robiłyby to, co mówi prawo, czyli kwestionowały prawomocność orzeczeń sędziów mianowanych »z wadą«, to sparaliżowałyby prędzej czy później państwo. Więc nie kwestionują”.


Piątkowa „Rzeczpospolita” (24 sierpnia 2018) opisała wyrok, jaki w czerwcu 2018 wydał Wojewódzki Sąd Administracyjny  w Warszawie (II FSK 1021/16 ).

WSA zajmował się skargą pewnej spółki o wznowienie postępowania przed WSA zakończonego półtora roku temu, 9 lutego 2017, prawomocnym orzeczeniem – opisując to w pewnym uproszczeniu – że prezes ZUS miał prawo odmówić rozpatrzenia skargi spółki na działania ZUS.

Ale kilka miesięcy później, w grudniu 2017, zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego w innej sprawie, który zmienił sytuację. TK rozpatrywał skargę konstytucyjną pewnego przedsiębiorcy. Skarżył się on na przewlekłość kontroli podatkowej i na to, że jego skarga na decyzję urzędu podatkowego została przez sąd administracyjny odrzucona.

Do postępowania przyłączył się RPO, który wskazywał, że odmowa drogi sądowej od decyzji administracyjnej narusza prawa przedsiębiorcy. Jednocześnie RPO zwrócił się do TK o wyłączenie ze składu orzekającego w tej sprawie Mariusza Muszyńskiego, jako osoby nieuprawnionej do orzekania w Trybunale. Postanowieniem z dnia 19 grudnia 2017 Trybunał odmówił uwzględnienia wniosku Rzecznika.

TK rozstrzygnął ostatecznie, że decyzja odmawiająca przedsiębiorcy prawa do kwestionowania decyzji administracyjnych na drodze sądowej narusza art. 45 pkt. 1 Konstytucji (prawo do sprawiedliwego sądu) i art. 75 pkt. 2  (ustawa nie może zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw). W składzie orzekającym był także Mariusz Muszyński.

Powołując się na ten wyrok spółka zwróciła się do WSA o wznowienie poprzedniego postępowania.

Sędziowie WSA: Beata Blankiewicz-Wóltańska, Izabella Janson i Arkadiusz Tomczak, badając tę sprawę zauważyli, że w składzie Trybunału zasiadał Mariusz Muszyński, czyli dubler sędziego.

To, że dubler, a nie sędzia, wynikało – jak zaznaczają w uzasadnieniu – z wyroków Trybunału z 3 i 9 grudnia 2015 r., w których Trybunał orzekł, że trzech dublerów – w tym Muszyński, zostało wybranych na zajęte już miejsca w Trybunale, więc ich wybór był nieskuteczny.

Dalej WSA stwierdził, że skoro w składzie sądzącym był dubler zamiast sędziego, to znaczy, że sąd był nienależycie obsadzony. Zatem sam wyrok jest dotknięty nieważnością, ewentualnie w ogóle nie jest wyrokiem.

W tym momencie można by uznać, że wyrok WSA otwierają drogę do nieuznawania orzeczeń Trybunału wydanych z udziałem dublerów.

Tyle, że jednocześnie WSA uznał, że żaden sąd – w tym administracyjny – nie może stwierdzić nieważności wyroku TK. Łącznie z samym Trybunałem, bo konstytucja mówi, że wyroki TK są „ostateczne”. A więc uznał wyrok za ważny i dał przedsiębiorcy prawo do odwołania się na podstawie tego wyroku Trybunału.

Można polemizować z logiką tego wywodu, bo skoro orzeczenie z udziałem dublera nie jest wyrokiem, to znaczy, że nie obejmuje go stwierdzenie konstytucji, że „wyroki” TK są ostateczne.

Odrębne zdanie sędziego Tomczaka: wyroku nie ma

Natomiast sędzia Arkadiusz Tomczak, który złożył zdanie odrębne uznał – powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego – że skoro mamy do czynienia z „wyrokiem nieistniejącym”, a takim jest wyrok wydany przez osobę nieuprawnioną, to znaczy, że wyroku nie ma – i tyle. Czyli nie jest to kwestia badania przez sąd ważności wyroku, a po prostu stwierdzenie faktu, że go nie ma.

Można uznać, że wyrok jest jednak precedensem (oczywiście nie w rozumieniu prawa anglosaskiego, ale jako punkt wyjścia dla rozważań i interpretacji) w części, w której nie uznaje dublera za sędziego.

Dodatkowe znaczenie ma tu zdanie odrębne sędziego Tomczaka. A więc inne składy sędziowskie, w innych sądach mogą pójść dalej drogą sędziego Tomczaka i stwierdzić jednak, że orzeczenie z udziałem dublera – to nie wyrok.

Bezradność sędziów

Ale na ten wyrok WSA można też spojrzeć jako na wyraz bezradności sędziów, i w ogóle świata prawniczego, wobec faktów dokonanych tworzonych przez PiS. W tym przypadku faktem dokonanym jest obsadzenie w Trybunale dublerów i nieuchronne pojawienie się rozstrzygnięć z ich udziałem.

To samo PiS powtórzył w KRS: obsadził Radę bezprawnie wybranymi przez siebie sędziami, więc każda decyzja KRS jest dotknięta nieważnością jako wydana przez niewłaściwy organ.

A więc dylemat: uznawać te decyzje, czy nie – dotyczy teraz wszystkich sędziów mianowanych przez KRS. A będą ich najpierw dziesiątki, potem setki. Dotyczy też sędziów Sądu Najwyższego i I Prezesa, którego ci sędziowie wyłonią.

A więc wątpliwość co do ważności dotyczyć będzie:

  • wydaleń z zawodu, które orzekać będzie wobec sędziów Izba Dyscyplinarna SN,
  • orzeczeń o ważności wyborów, jakie wyda SN z udziałem nienależycie wybranych sędziów,
  • w sądach administracyjnych setek orzeczeń dotyczących decyzji władzy wykonawczej, administracji centralnej i samorządowej,
  • wyroków karnych

W ogóle całego życia publicznego, bo ono w całości jest regulowane prawem, a prawo stosują sądy rozstrzygając ostatecznie spory.

Jeśli sądy robiłyby to, co mówi prawo, czyli kwestionowały prawomocność orzeczeń sędziów mianowanych „z wadą”, to sparaliżowałyby prędzej czy później państwo. Więc nie kwestionują.

Prawo kapituluje przed przemocą. PiS jest jak terrorystą, który wziął zakładników i liczy na to, że przeciwnik jest na tyle przyzwoity, że zrobi co mu każą, by tych zakładników oszczędzić.
Każdy z nas jest dziś takim zakładnikiem. Łącznie z sędziami.

Ewa Siedlecka jest publicystką tygodnika „Polityka”. Ten tekst ukazał się na je Blogu Konserwatywnym



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym