Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Dawid Chalimoniuk / Agencja GazetaDawid Chalimoniuk / ...

Od wygranych wyborów parlamentarnych jesienią 2015 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości przygotowuje zmiany, które mają partii ułatwić zwycięstwo w wyborach samorządowych w 2019 roku. Jednak już teraz stosuje różne zabiegi, by przejąć możliwie najwięcej kompetencji władz lokalnych i włączyć je pod kontrolę administracji centralnej.

Ostatnio PiS rozpoczął dziwne zabiegi wokół funduszy płynących z Unii Europejskiej do samorządów.

O co chodzi? 10 kwietnia 2017 roku na stronie Sejmu pojawił się projekt nowelizacji ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności (choć data na dokumencie to 16 marca 2017). To tzw. ustawa wdrożeniowa, która określa zasady realizacji regionalnych programów operacyjnych. To szczegółowe plany rozwojowe województw finansowane z unijnych pieniędzy na lokalny rozwój, m.in.: energetyki, infrastruktury, szkolnictwa wyższego i cyfryzacji.

Te fundusze - w perspektywie budżetowej UE dla Polski na lata 2014-2020 - to aż 31 mld euro, czyli ok. 40 proc. wszystkich środków, które Polska otrzyma z Brukseli.

Do tej pory administracja centralna miała w tej kwestii mało do powiedzenia. Realizację projektów zlecały i koordynowały władze lokalne. Na poziomie wojewódzkim odpowiada za to urząd marszałkowski. Marszałkowie województw to urzędnicy wybierani przez sejmik wojewódzki, którego skład tworzą radni, wybierani w wyborach bezpośrednich. Po wyborach z 2014 roku aż dziesięciu marszałków jest z PO, a pięciu z PSL. PiS ma marszałka tylko w jednym województwie - podkarpackim.

Nowelizacja ma to zmieniać. Projekty będą oceniać i monitorować zespoły, do których dołączą wojewodowie. A wojewodów wybiera premier.

Wojewoda będzie informowany o każdej kontroli wydatkowania funduszy prowadzonej przez urząd marszałka i będzie mógł się włączyć w taką kontrolę.

Przeczytaj także:

Wojewodowie przejmą też od Ministerstwa Rozwoju kompetencję dotyczącą tzw. kontroli desygnacji, czyli doraźnych kontroli w urzędach marszałkowskich i innych instytucjach samorządowych, których zadaniem będzie ocena, czy są one przygotowane do realizacji założeń programu operacyjnego.

Z regionów tymczasem płyną głosy, że choć zmiany w ustawie były konsultowane z samorządowcami, to na tamtym etapie rząd nie proponował zwiększenia kompetencji wojewodów.

Na razie jest to tylko „miękkie” włączenie w wojewodów w kontrolowanie europejskich funduszy, ale może być to pierwszy krok w poważniejszym procesie. W lutym 2016 roku „Wyborcza” donosiła, że rząd PiS przymierzał się do przejęcia regionalnych pieniędzy. Na razie musi jednak stąpać ostrożnie. Niezależności samorządów w operowaniu europejskimi funduszami broni zapisana w traktatach UE zasada subsydiarności i Europejska Karta Samorządu Terytorialnego. Unia może ukarać Polskę za ich naruszanie.

Lewiatan PiS

Nie byłoby to pierwsze tego typu posunięcie. Prawo i Sprawiedliwość od początku swoich rządów konsekwentnie przenosi kompetencje z samorządów, nad którymi nie ma kontroli, na przedstawicieli rządu. Chodzi o m.in. o takie rozwiązania, jak:

  • odebranie samodzielności w zakresie prowadzenia szkół na rzecz kuratorów wybranych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej - np. w kwestii wyboru dyrektorów szkół oraz dotyczące kształtu sieci szkół w gminach i powiatach;
  • odebranie samorządom wojewódzkim ośrodków doradztwa rolniczego i przekazanie ich pod kuratelę ministra rolnictwa;
  • przekazanie wojewodom kontroli nad powiatowymi urzędami pracy - pozwoli to rządowi przejąć kontrolę nad Funduszem Pracy i częścią środków z Europejskiego Funduszu Spójności;
  • przekazanie kontroli nad powiatowymi inspektoratami nadzoru budowlanego sterowanym centralnie inspektoratom;
  • odebranie samorządom wpływu na Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej i przekazanie władzy na nimi niemal w całości Ministerstwu Środowiska;

Kontrowersje wzbudza też pomysł wprowadzenia dwukadencyjności dla prezydentów, burmistrzów i wójtów. Przepis miałby działać wstecz, co „wycięłoby” wielu przeciwników PiS, z którymi ich kandydaci w nadchodzących wyborach mogą nie mieć szans.

Podobną sprawą jest też tzw. ustawa warszawska. PiS chce włączyć w granice administracyjne Warszawy 32. okoliczne gminy, co pomoże zmienić rozkład głosów stolicy na ich korzyść (w Warszawie od dawna PiS przegrywa).

Na zdjęciu Szymon Grela
Szymon Grela

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.

Komentarze