Dyrektorzy mediów publicznych mają zwolnić lub odsunąć od anteny współpracowników służb bezpieczeństwa PRL.Taką uchwałę przyjęła Rada Mediów Narodowych. A dokładnie troje jej członków, bo z pięcioosobowego składu na posiedzeniu obecna była wyłącznie trójka z PiS. Przewodniczący Czabański prawdopodobnie złamał regulamin

Uchwała teoretycznie jest tylko apelem Rady Mediów Narodowych do prezesów TVP, Polskiego Radia i PAP, by sami przeprowadzili lustrację – wyrzucili tych, których mogą, a resztę odsunęli od tworzenia publikowanych treści. W praktyce jednak trudno się spodziewać, by władze mediów nie zastosowały się do „apelu”.

Dokument rekomenduje im usunięcie wszystkich pracowników współpracujących ze służbami PRL od 1944 roku. Skąd szefowie mediów będą wiedzieć, kto był współpracownikiem? Zapewne z archiwów IPN. I tu jest problem. W IPN teczki ma bowiem mnóstwo osób, które ze służbami nie miały wspólnego nic lub bardzo niewiele. To często po prostu ludzie długo inwigilowani przez służby, tacy, wokół których służby krążyły i próbowały nakłonić ich do współpracy lub tacy, którzy lojalki podpisali pod szantażem lub po prostu ze strachu, a potem nie współpracowali. Takie lustrowanie może naruszać Konstytucję.

  • Przeczytaj treść uchwały

    Rada Mediów Narodowych zwraca się do zarządów spółek publicznej radiofonii i telewizji oraz Polskiej Agencji Prasowej S.A. o niezatrudnianie osób pełniących służbę w organach bezpieczeństwa PRL oraz niezatrudnianie osób zatrudnionych lub współpracujących z tymi organami w okresie od dnia 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r.; w przypadku, gdy rozwiązanie umowy nie jest możliwe, Rada Mediów Narodowych zaleca przesunięcie dawnych funkcjonariuszy, pracowników i współpracowników służb PRL od wpływu na program i anteny mediów publicznych.

Głosowanie w samotności i wbrew regulaminowi

Autorką pomysłu jest członkini Rady Mediów Narodowych i posłanka PiS, Joanna Lichocka. Uchwała nie miała szans nie przejść. Do przegłosowania uchwały w Radzie wystarczy zwykła większość. Członków jest pięcioro, z tego troje posłów PiS: Lichocka, Elżbieta Kruk i Krzysztof Czabański. Poza nimi – były przewodniczący KRRiT i dyrektor TVP Juliusz Braun, zgłoszony przez Platformę Obywatelską, oraz Grzegorz Podżorny, politolog i dziennikarz rekomendowany przez Kukiz’15. Obaj nie wzięli jednak udziału w głosowaniu.

Podżorny wyszedł w ramach protestu przeciwko ignorowaniu jego uwag. Braun nie mógł się stawić, bo termin posiedzenia Rady przesunięto w ostatniej chwili. Posłowie PiS uchwałę przegłosowali więc sami.

Termin przesunięto najprawdopodobniej wbrew regulaminowi – złamał go przewodniczący Czabański. Zwrócił na to uwagę Juliusz Braun w oświadczeniu, które wydał, nie mogąc osobiście wypowiedzieć się na posiedzeniu:

„Posiedzenie RMN zostało zwołane z naruszeniem Regulaminu Rady. Posiedzenie zostało zwołane na 26 kwietnia pismem z dnia 21 kwietnia, choć zgodnie z regulaminem do zwołania posiedzenia Rady wymagane jest pisemne zawiadomienie wszystkich Członków Rady na co najmniej 7 dni przed proponowanym terminem. Regulamin dopuszcza skrócenie tego terminu do 2 dni wyłącznie z ważnych powodów. Mimo mojej prośby, pan przew. Krzysztof Czabański nie wskazał żadnych powodów skrócenia terminu”.



Strzelisty akt

Uchwała wydaje się zupełnie zbędna. Desygnowani przez PiS prezesi mediów publicznych i PAP wyrzucili dotychczas setki dziennikarzy, wydawców i dyrektorów, jest więc mało prawdopodobne, by ostał się ktoś nieprawomyślny. A nawet jeśli, to szefowie mediów mogą taką osobę spokojnie wyrzucić, jeśli partia rządząca tego zechce.

Uchwała ma więc albo charakter pustego symbolu, albo świadczy o jakimś konflikcie między Radą Mediów Narodowych a dyrektorem lub dyrektorami mediów publicznych, z powodu którego członkowie rady nie mogą poprosić o cichą lustrację bezpośrednio.

Uchwała przeciwko Konstytucji

To nie pierwsza próba lustrowania dziennikarzy przez PiS. Taki plan zawierała już tzw. duża ustawa medialna, która ostatecznie nie została przyjęta. Za poprzednich rządów (2005-2007) partia Jarosława Kaczyńskiego próbowała za pomocą nowelizacji ustawy lustracyjnej przeprowadzić czystkę we wszystkich redakcjach publicznych i prywatnych, a nawet wśród właścicieli tych drugich.

Na drodze stanął im jednak Trybunał Konstytucyjny. W wyroku z maja 2007 roku zaznaczył, że lustracja to nie zemsta i powinna być używana tylko w przypadku realnego zagrożenia, które tym bardziej maleje, im więcej czasu minęło od zmiany systemu.

TK podkreślił też, że konsekwencje nie mogę zostać wyciągnięte wobec wszystkich, którzy mają teczkę w IPN.

Powołał się wówczas na swój wyrok jeszcze z 10 listopada 1998 roku (K 39/97), gdzie sformułował pięć warunków, które muszą być spełnione, by kontakt ze służbami uznać za współpracę. Musiała ona:

  1. polegać na kontaktach z organami bezpieczeństwa państwa, a więc na przekazywaniu informacji tym organom,
  2. mieć charakter świadomy, a więc osoba współpracująca musiała zdawać sobie sprawę, że nawiązała kontakt z przedstawicielami jednej ze służb,
  3. być tajna  osoba współpracująca musiała sobie zdawać sprawę, że fakt nawiązania współpracy i jej przebieg ma pozostać tajemnicą,
  4. wiązać się z operacyjnym zdobywaniem informacji przez służby,
  5. nie mogła się ograniczyć do samej deklaracji woli, lecz musiała materializować się w świadomie podejmowanych, konkretnych działaniach w celu urzeczywistniania podjętej współpracy, a więc niewystarczające było samo wyrażenie zgody.

Jeśli szefowie mediów znajdą jeszcze kogoś do zwolnienia i zrobią to bez stwierdzenia tych pięciu przesłanek, będzie to złamaniem konstytucji.


Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym