Jarosław Kaczyński po cichu liczył na większość 3/5 (276 posłów), która daje mu możliwość odrzucania weta prezydenta. Pełne wyniki wyborów, mimo zwycięstwa, mogą być dla Kaczyńskiego rozczarowaniem. PiS zdobył 235 mandatów - dokładnie tyle, co cztery lata temu. KO ma 134 miejsca, Lewica - 49, PSL - 30, Konfederacja - 11 i Mniejszość Niemiecka - jedno

Najważniejsza informacja, na którą czekaliśmy, to oficjalne potwierdzenie ilości mandatów wszystkich komitetów. Mandaty dzieli się w każdym okręgu osobno, dlatego trudno jest oszacować wynik na podstawie wyniku ogólnopolskiego. Dosyć długo czekaliśmy na wyniki z Gdyni. Mamy już jednak wszystkie dane na temat wyników wyborów parlamentarnych 2019.

Teraz wiemy już na pewno: PiS ma samodzielną większość i zdobył dokładnie tyle samo mandatów, co cztery lata temu.

Rozkład mandatów Sejmie IX kadencji prezentuje się tak:

  • PiS – 235 mandatów;
  • KO – 134 mandatów;
  • Lewica – 49 mandatów;
  • PSL – 30 mandatów;
  • Konfederacja – 11 mandatów;
  • Mniejszość Niemiecka – 1 mandat.

PiS ma więc tylko cztery mandaty powyżej wymaganej większości (231). Kaczyński liczył na więcej – taki wynik oznacza, że większość zależy zarówno od Zbigniewa Ziobry, jak i od Jarosława Gowina. Obie frakcje wewnątrz PiS zwiększyły stan swojego posiadania. Frakcja Gowina będzie liczyć w Sejmie 18 posłów – więcej o sześć osób. Frakcja Ziobry na 17 posłów – dotychczas było to osiem osób, a od maja tylko sześć, gdy Beata Kempa i Patryk Jaki uzyskali mandat w Parlamencie Europejskim.

To znaczy, że Jarosław Kaczyński kontroluje 200 posłów.

Wynik PiS oznacza, że 5,71 miliona głosów w 2015 roku i 8,05 miliona głosów w 2019 roku przekłada się na dokładnie taką samą liczbę mandatów. Dzieje się tak dlatego, że w tych wyborach wyjątkowo mało głosów zostało oddane na komitety, które znalazły się pod progiem wyborczym. Wszystkie komitety ogólnopolskie dostały się do Sejmu.

W systemie D’Hondta im więcej głosów zostanie „pod progiem”, tym większa premia (w punktach proc.) dla największego komitetu. Dlatego w 2015 roku PiS, chociaż otrzymał tylko 37,6 proc. głosów, zdobył samodzielną większość 51 proc. mandatów. Wówczas aż 16,6 proc. głosów zostało oddanych na komitety, które do Sejmu nie weszły (w tym prawie 7,6 proc. głosów na Zjednoczoną Lewicę).

PiS właściwie traci czterech posłów, bo pod koniec kadencji (dzięki transferom z innych klubów) miał ich 239. Teraz wraca do punktu wyjścia z 2015 roku.

Z list KO do Sejmu dostały się 134 osoby. To mniej niż liczba mandatów Platformy Obywatelskiej w 2015 roku (138), a w KO jest też Nowoczesna, która cztery lata temu zdobyła 28 mandatów.

PSL i Kukiz’15 zdobywają razem mniej miejsc niż suma mandatów tych komitetów w 2015 roku – wówczas PSL miał 16 miejsc a Kukiz’15 – 42. Jednak biorąc pod uwagę, że w ostatnim roku popularność Kukiz’15 spadała poniżej progu, to ten komitet powinien być zadowolony.

Do Sejmu wraca Lewica. Sześć mandatów przypada Razem, 19 Wiośnie, 24 – SLD. Nie wiadomo jeszcze, czy powstanie jeden, wspólny klub Lewicy. W Razem spekuluje się, że partia może utworzyć własne koło poselskie.

Klubu na pewno nie będzie miała Konfederacja – do tego potrzeba 15 posłów, tymczasem skrajna prawica ma ich 11. W kole Konfederacji (lub dwóch – być może podzielą się na narodowców i korwinistów) nie zasiądzie żadna kobieta.

OKO prześwietla kandydatów na prezydenta.
Dzięki Twojemu wsparciu.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Komentarze

    • Tam chyba generalnie w blokach startowych jest kilku napalonych i czekających na schedę po płaskodziobie. Prędzej czy później dojdą do głosu partykularne interesy ziobrów, gowinów et consortes i PiS rozpadnie się na frakcyjki.

  1. Największym zwycięstwem płaskodzioba było rozbicie koalicji, zawiązanej na wybory europejskie. To PRowcy pisowcy zaczęli gdakać o skręcie w lewo Koalicji i byli zdziwieni, że PSL może iść z taką koalicją, zwłaszcza z ugrupowaniem Biedronia, pod jednym sztandarem. Kosiniak-Kamysz dał się nabrać i rozbił Koalicję. Gdyby cała opozycja poszła z jednym bloku, zaznaczając jednak swoje różnice i wyraźnie mówiąc, kto na liście z jakiego jest ugrupowania, to zgarnęłaby premię d'Hondta, a PiS miałby się z pyszna! Druga sprawa, to Konfederacja ubrana w liberalne piórka, zwłaszcza w wypowiedziach jej przedstawiciela w debacie w TVN24 – nagle zapomniał, że jest brunatnym bardziej, niż liberalny! Odebrała w ten sposób (Konfederacja) głosy opozycji.

  2. Chiaro Di Luna

    Najbardziej przykre w tej jakby (niby) demokracji jest to, że łączna ilość głosów na opozycję o prawie 1 mln większa od PiS wciąż daje temu drugiemu mandat do samodzielnych rządów. Skoro Komisja Wyborcza na stronie www podawała dokładnie kto z listy KO do jakiej formacji należy, to zupełnie nie rozumiem dlaczego nie mogli startować z jednej wspólnej listy do sejmu, tak jak to zrobili do senatu. No, ale opozycję także mamy tandetną, więc to może nie powinno aż tak dziwić. Mam cichą nadzieję, że ten cały Schetyna właśnie się kończy.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press