Patryk Jaki i PiS lubią się chwalić, ile zrobili dla lokatorów. Zrobili więcej niż PO, ale nie rozwiązali problemu. Reprywatyzację sprowadzono do afery korupcyjnej. Szukano układu i korupcji. Komisja Weryfikacyjna to działania na mikroskalę. Tymczasem lokatorki do dziś nie dostały ani złotówki tytułem odszkodowania za krzywdę

Afera reprywatyzacyjna ciągnie się już trzeci rok, a według wrześniowego sondażu dla „Faktu” i portalu Onet.pl dla niemal 70 proc. warszawiaków kontrowersje wokół reprywatyzacji nie będą miały znaczenia podczas wyboru przyszłego prezydenta stolicy. Temat reprywatyzacji przestaje emocjonować, ale problem pozostaje równie aktualny jak trzy lata temu, czyli na początku afery. I tak samo nierozwiązany.

PiS, mimo obietnic, zrobił w tej kwestii znacznie mniej, niż mógłby zrobić.

Tym samym stanął w jednym szeregu z ignorującą problem PO, która przez ostatnie dwie kadencje zamiatała temat pod dywan, jak wszystkie inne rządy po 1989.

Co zrobił PiS?

Zacznijmy od tego, co PiS zrobił, a czego nie zrobiło PO. Po pierwsze, postawił kilkadziesiąt zarzutów osobom, które w sposób nielegalny przejmowały nieruchomości, głównie na terenie Warszawy. Część spraw już trafiło przed sądy. To należy uznać za ogromny postęp, ponieważ jeszcze kilka lat temu lokatorzy bezskutecznie składali zawiadomienia o popełnieniu przestępstw związanych z szemraną reprywatyzacją ich domów. Czy to już sukces? Na pewno bardzo dobry pierwszy krok. Czekamy na decyzje sądów, ale wiemy, że prokuratura pod rządami PiS wykonała nieporównywalnie więcej pracy w zakresie badania nieprawidłowości wokół reprywatyzacji niż prokuratura za czasów PO.

PiS wznowił także postępowanie w sprawie zabójstwa Jolanty Brzeskiej – działaczki lokatorskiej, której spalone zwłoki odnaleziono w 2011 roku w Lesie Kabackim na obrzeżach Warszawy. Niestety, po dwóch latach od wznowienia wciąż nic nie wiadomo.

Dwa lata minęły. I co?

Ale, żeby zburzyć ten idealny obrazek prokuratury pod rządami PiS, spójrzmy na jeszcze jedno postępowanie, które szumnie zostało zapowiedziane przez Zbigniewa Ziobrę i w tajemniczy sposób ucichło.

Niewiele osób wie, ale są dwa postępowania w sprawie śmierci Jolanty Brzeskiej. To drugie dotyczy zaniedbań policji i prokuratury przy śledztwie prowadzonym jeszcze w 2011 roku. W sierpniu 2016 roku, już za czasów PiS, Prokuratura Krajowa informowała:  „Przeprowadzona analiza postępowania prowadzonego w sprawie zabójstwa Jolanty Brzeskiej wykazała […] liczne nieprawidłowości i braki, co skutkowało utratą ważnych dla wyjaśnienia tej okrutnej zbrodni dowodów i przedwczesnym umorzeniem tego postępowania z powodu niewykrycia sprawców”.

Pisałam o tym w tekście „Czy ktoś w końcu odpowie za zacieranie śladów w sprawie Brzeskiej?

Sam Ziobro obiecał zająć się sprawą prokuratorów, którzy mieli zatrzeć ślady zbrodni. Minęły dwa lata. Żaden prokurator, żaden policjant nie poniósł odpowiedzialności.

Najprawdopodobniej skandaliczny projekt

PiS powołał ustawą z marca 2017 roku Komisję Weryfikacyjną, a równo rok temu przedstawił projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że PiS mądrze popatrzył zarówno wstecz – Komisja Weryfikacyjna sprawdza prawidłowość reprywatyzacji, które już się wydarzyły – jak również spojrzał wprzód – stworzył projekt, który miał ostatecznie uciąć przyszłe roszczenia.

Tyle tylko, że nic z tego nie wynikło. Zacznijmy od projektu ustawy reprywatyzacyjnej.

Projekt utknął, ale zanim utknął kilkakrotnie zmienił swój kształt w ten sposób, że uchwalenie tego projektu dziś byłoby po prostu katastrofą.

Zdaniem dr Tomasza Luterka, autora książki „Reprywatyzacja – źródła problemu”, projekt służy wyłącznie zaspokojeniu interesów warszawskiego biznesu reprywatyzacyjnego. Dlaczego? Ponieważ projekt nie dotyczy reprywatyzacji terenów wiejskich, a więc nie zatrzymuje procesu odwracania skutków reformy rolnej. Tymczasem reprywatyzacja terenów wiejskich stanowi gigantyczny problem i należy szacować, że lwia część odszkodowań reprywatyzacyjnych dotyczy właśnie ziemian.

Przyjęto też bardzo przyjazny biznesowi reprywatyzacyjnemu sposób wyliczania odszkodowań – podstawą nie będzie wbrew początkowym zapewnieniom wartość nieruchomości z momentu jej nacjonalizacji, ale wartość dzisiejsza. A więc działka w centrum Warszawy nie będzie wyceniana według wartości z 1946 roku, kiedy nasza stolica była niemal zupełnie zniszczona, tylko z 2018 roku. Projekt wyklucza osoby z innym obywatelstwem niż polskie, choć często są to osoby pochodzenia żydowskiego, które wyemigrowały z Polski przez wojnę lub prześladowania powojenne.

Słowem, projekt w obecnym kształcie najprawdopodobniej jest zupełnie skandaliczny. Dlaczego najprawdopodobniej? Ponieważ

nie dowiemy się o projekcie ze strony rządowego centrum legislacji, na której standardowo pojawiają się projekty ustaw. Dowiemy się o tym pocztą pantoflową, ponieważ nowszy projekt został umieszczony na stronie Związku Powiatów Polskich.

Skoro zaś PiS postanowił procedować projekt ustawy na tak palący temat w zupełnie enigmatyczny sposób, to niewykluczone, że na równie niszowej stronie jak www.zpp.pl istnieje jeszcze inna wersja projektu.

Tak, czy inaczej, projekt utknął w miejscu i od roku słuch po nim zaginął. Strona społeczna nie ma możliwości udziału w procesie decyzyjnym. Kiedy w marcu tego roku zorganizowaliśmy debatę o przyszłości projektu m.in. z prof. Ewą Łętowską, dr Tomaszem Luterkiem,

ze strony PiS-u nikt nie przyjął zaproszenia. Prof. Zaradkiewicz, autor projektu nie odbierał telefonów, nie odbierał maili, a Sebastian Kaleta z Komisji Weryfikacyjnej tłumaczył się nadmiarem pracy.

Były więc obietnice ministra Jakiego, który projekt ustawy przedstawił w imieniu PiS, ale skończyło się jak zawsze.

Reprywatyzacja dotyczy nie tylko Warszawy

Z Komisją Weryfikacyjną jest nie lepiej. Głównym zarzutem wobec Komisji jest nie to, że nie działa – bo faktycznie coś udaje jej się zrobić – ale że działa na skalę mikro.

Komisja walczy o promil nieruchomości, które na skutek reprywatyzacji przeszły z majątku publicznego do prywatnego i o promil lokatorów pokrzywdzonych reprywatyzacją.

Powołanie Komisji Weryfikacyjnej ostatecznie sprowadziło ogólnopolski problem reprywatyzacji do Warszawy. Zainteresowani tematem w Łodzi, Poznaniu, Krakowie, Trójmieście, czy też w mniejszych miasteczkach takich jak Szczawnica, Michałowice, Żegocina, mogą sobie pomarzyć, że ich los kogokolwiek obchodzi. Warszawa jest prawie jak Polska, więc co nas obchodzi los tysięcy poza granicami stolicy.

Najlepszym dowodem na to, że zawężono problem reprywatyzacji do Warszawy jest fakt, że według Tomasza Leśniaka, współautora krakowskiej mapy reprywatyzacyjnej podczas kampanii wyborczej w Krakowie ani kandydat KO Jacek Majcherek, ani kandydatka PiS Dorota Wassermann słowem nie wspomnieli o problemie reprywatyzacji. Tymczasem problem jest jak najbardziej realny, co systematycznie udowadniają aktywiści i aktywistki ze Stowarzyszenia Miasto Wspólne, którym wytoczono już trzy procesy z powodu ujawniania niewygodnych informacji.

Komisja Weryfikacyjna nie ma żadnej możliwości zajęcia się weryfikacją reprywatyzacji w Polsce, ponieważ nie pozwala na to ustawa o Komisji uchwalona przez PiS. Podobnie źle wygląda sytuacja lokatorów, o którym napisałam oddzielny artykuł. Krzywda lokatorska jest instrumentalnie traktowana przez polityków PiS i PO do walki o procenty w słupkach wyborczych, tymczasem dla lokatorów nic z tego nie wynika.

Reprywatyzacja to nie tylko „afera”

I wreszcie ostatnia rzecz, która zaszkodziła walce z reprywatyzacją, za którą odpowiadają właściwie wszystkie opcje polityczne, nie tylko PiS. Reprywatyzację sprowadzono do afery korupcyjnej. Założono, że wszystkiemu winna jest mafia, układ, korupcja i kolesie. I pewnie po części tak jest, dziś mamy na to wiele dowodów.

Tyle że w znacznie mniejszej części. Musimy po prostu przyjąć – i na to też mamy liczne dowody – że

reprywatyzacja w całej Polsce często odbywała się zgodnie z literą prawa. Że w reprywatyzacji nie chodzi przede wszystkim o „aferę”.

Przemilczanym problemem jest problem naszego stosunku do historii (czy chcemy odwracać skutki zdarzeń sprzed kilkudziesięciu lat?) i priorytetu wartości (czy własność prywatna zawsze jest lepsza niż własność publiczna?). Czy chcemy rekompensować stratę nieruchomości sprzed lat kosztem dramatu tysięcy lokatorów, uczniów pozbawianych szkół, kosztem parków, szpitali, budynków samorządowych? Jaka reprywatyzacja jest sprawiedliwa? Czy w ogóle taka może być? Niestety, szansa na tę debatę – znów! – przeminęła.

PiS obiecał, że zajmie się sprawą kompleksowo. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Projekt ustawy jest w zamrażarce, Komisja Weryfikacyjna stała się mało skutecznym narzędziem działającym na mikroskalę, lokatorki do dziś nie dostały ani złotówki tytułem odszkodowania za krzywdę. Skupiamy się na skandalach, łapówkach, koneksjach, skupiamy się na Warszawie. Wciąż nikt nie policzył, ile jest roszczeń reprywatyzacyjnych w całej Polsce, o jaką stawkę toczy się gra. Wciąż nie wiemy, jak zamknąć pewien rozdział w historii Polski.

Beata Siemieniako jest działaczką społeczną, publicystką, laureatką wyróżnienia w konkursie Prawnik Pro Bono, autorką książki "Reprywatyzując Polskę. Historia wielkiego przekrętu" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2017).


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press