Sędziowie PKW, politolodzy i politycy, poza PiS, nie zostawili suchej nitki na projekcie zmiany ordynacji. PiS wycofał się teraz z części zmian. Zostaną dotychczasowe okręgi, komisarzy będzie 100 a nie 396 i nie będą oni wyznaczać okręgów. Ale wciąż wieje grozą. To Błaszczak będzie wskazywał szefa Krajowego Biura Wyborczego

10 listopada 2017 roku do Sejmu wpłynął poselski projekt (podpisali tylko posłowie PiS) zmian systemu wyborczego. Projekt zakłada m.in.:

  • zmianę wielkości okręgów w wyborach samorządowych wszystkich szczebli,
  • zmiany podmiotu wyznaczającego granice okręgów wyborczych. Miałoby się tym zajmować 400 komisarzy wyborczych,
  • zmiana systemu wyborczego w wyborach rad gmin niebędących miastami-powiatami. Obecna ordynacja większościowa miała zostać zastąpiona ordynacją proporcjonalną,
  • limit dwóch kadencji w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów,
  • zakaz jednoczesnego kandydowania w wyborach włodarzy i radnych wyższych szczebli (czyli np. kandydat na wójta może startować do rady gminy ale już nie powiatu),
  • zmiana dopuszczalnej długości list wyborczych.

Projekt zmiany reguł wyborów samorządowych i radykalnych zmian w administracji wyborczej wywołały ostry sprzeciw. Nie tylko ze względu na ich treść, ale i tryb wprowadzania: pośpiech, brak konsultacji i termin – zmiany są proponowane na niecały rok przed wyborami samorządowymi.

„Jesteśmy w stanie wycofać się z części naszych propozycji. Choć moglibyśmy prawem większości przyjąć projekt” – powiedział 13 grudnia 2017 roku przed posiedzeniem sejmowej komisji poseł PiS Marcin Horała.

Posłowie PiS lubią prężyć muskuły nawet (a może zwłaszcza) wtedy, gdy ustępują pod zewnętrznym naciskiem. A w tym wypadku musieli zrezygnować z części pomysłów: były tak niefrasobliwe, że zapewne zaszkodziłyby im samym. Dodali za to kilka nowych – niemal równie kontrowersyjnych. Nadzwyczajna komisja przegłosowała je w nocnym posiedzeniu z 13 na 14 grudnia.

Zmiana okręgów na korzyść rządzących

Przypomnijmy, dlaczego propozycje PiS wzbudziły sprzeciw.

Przy wyborach do sejmików każde województwo podzielone jest na okręgi wyborcze, w których wybieranych jest od 5 do 15 radnych. PiS chciał tu stworzyć nowe, mniejsze okręgi wyborcze (od 3 do 7 mandatów). Co w tym złego?

Mniejsze okręgi oznaczają większą spodziewaną nagrodę dla zwycięzcy. Im mniej miejsc dzieli się w danym okręgu, tym mniejsza szansa, że dany wynik przełoży się na mandat w skali całego województwa. Im mniejszy okręg, tym większe prawdopodobieństwo, że głos się zmarnuje, a słabsza partia nie dostanie mandatu.

Potwierdza to analiza dr. hab. Jarosława Flisa z UJ przygotowana dla Fundacji Batorego. Flis przeanalizował projekt PiS bazując danych z wyborów powiatowych z 2010 roku. Co z nich wynika?

W okręgach 3-mandatowych pojawiają się partie, które nie otrzymały żadnego mandatu pomimo wysokiego poparcia, zbliżającego się do 25 proc. Często ugrupowania o poparciu około 15 proc. nie miały żadnej reprezentacji. Średnie poparcie dla tych partii, które nie zdobyły mandatu, chociaż przekroczyły 5-procentowy próg wyborczy, wynosi 12 proc.

„Zyskuje PiS i Platforma. Ta zbójecka ordynacja wpycha nas jako PSL w ramiona anty-PiS” – komentował projekt szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Dla ludowców zmiana wielkości okręgów oznaczałaby klęskę w ogromnej większości okręgów, a ich wyborcy nie mogliby liczyć na reprezentację.

Sprzeciw wywołał też pomysł likwidacji jednomandatowych okręgów w wyborach do rad gmin niebędących miastami-powiatami. Miałby być one zastąpione okręgami z ordynacją proporcjonalną. Tutaj ocena pomysłu jest trudniejsza, bo JOW-y rzeczywiście prowadzą do nieproporcjonalnych wyników.

Według dr. Flisa ta nieproporcjonalność ulega sporej korekcie tam, gdzie JOW-y funkcjonują przez dłuższy czas. W większych okręgach z proporcjonalną ordynacją część gmin mogła z kolei nie mieć swojego reprezentanta. Mamy zatem do czynienia alternatywnymi systemami, z których żaden nie jest pozbawiony istotnych mankamentów. Ale to właśnie hasło likwidacji JOW-ów w gminach wywołało gwałtowny sprzeciw zwłaszcza niepisowskiej prawicy.

400 komisarzy

W 2018 roku miały zacząć działać dwie lokalne komisje wyborcze. Jedna miała zająć się przeprowadzeniem wyborów, a druga liczeniem głosów.

PiS chciał też m.in. zmienić sposób powoływania członków PKW po wyborach w 2019 (7 członków z 9 miałby wybierać parlament). PiS chciał też wygasić kadencje obecnych komisarzy. Nowych – prawie 400 – miało powołać PKW. To właśnie ci komisarze mieli wyznaczać granice okręgów.

„Przede wszystkim niepokoi rewolucja w strukturze organów wyborczych i brak apolityczności komisarzy wyborczych. Nowi komisarze będą osobami, od których wymaga się jedynie wykształcenia prawniczego, a nie apolityczności” – skrytykował pomysł PiS  sędzia Wojciech Hermeliński, przewodniczący PKW. Obecnie komisarzami są sędziowie.

„Mamy poważne obawy co do sposobu podziału na okręgi czy obwody, nie możemy wykluczyć swoistego żonglowania okręgami” – mówił Hermeliński. I określił autora projektu PiS nowej ordynacji wyborczej do samorządów jako „małego Kazia”.

PiS-u krok w tył

13 grudnia 2017 podczas posiedzenia sejmowej komisji „mały Kazio” trochę się zreflektował i wycofał się z kilku najgorszych pomysłów. Co się zmienia w porównaniu z pierwotnym projektem?

  • PiS zdecydował o pozostawieniu JOW-ów w małych gminach (do 20 tys. mieszkańców)
  • Komisarzy nie będzie 396, lecz 100 (obecnie jest ich 51). Komisarze nie będą dzielić okręgów wyborczych
  • Nie ulegną zmianie uprawnienia rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich do ustalania okręgów wyborczych
  • Będzie limit dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów. Kadencja zostanie jednak wydłużona do 5 lat
  • Tylko mieszkaniec gminy będzie mógł kandydować do rady gminy, a tylko mieszkaniec powiatu do rady powiatu. W pierwszej wersji projektu chciano umożliwić start „spadochroniarzom”

Dlaczego PiS częściowo ustępuje?

„Z 18 uwag Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) uwzględniliśmy 14, do tego mnóstwo poprawek opozycji i strony społecznej” – stwierdził poseł PiS Marcin Horała.

„Napięcie jest już wystarczające z powodu zmian w sądach. Awantura o wybory nie współgrałaby też z wizerunkiem premiera Morawieckiego. Dlatego zwalniamy” – mówi „Wyborczej” jeden z polityków PiS.

Drugi element to chaos, jaki bez wątpienia towarzyszyłby wyborom samorządowym, zwłaszcza gdyby przeszedł pomysł z komisarzami wyznaczającymi granice okręgów.

Trzeci wątek to polityczna reakcja na propozycje PiS. Projektowane zmiany ordynacji sprawiłyby, że opozycja właściwie musiałby zjednoczyć się w dwóch blokach – liberalnym i ludowo-lewicowym.

Przy trójmandatowych okręgach PiS mógłby wyjść na tym kiepsko.

PKW wciąż widzi zagrożenie

Czy to znaczy, że PiS całkiem wycofał się z ryzykownych pomysłów? Nie. PKW wskazuje, że wciąż jest się czym niepokoić.

Według pierwotnej wersji projektu, PKW miała wybierać szefa Krajowego Biura Wyborczego spośród trzech kandydatów przedstawionych przez Sejm, Senat i prezydenta.

Teraz politycy PiS chcą, by kandydatów tych wskazywał szef MSWiA po zasięgnięciu opinii kancelarii Sejmu, Senatu i prezydenta.

„Teraz przepis ten idzie jeszcze w dalszym kierunku” – skomentował Hermeliński. „W zasadzie element rządowy, element władzy wykonawczej wkracza już do KBW, czyli do systemu wyborczego”.

Zastrzeżeniom Hermelińskiego trudno się dziwić, tym bardziej, że doszedł jeszcze zapis, że w przypadku, gdy PKW nie powoła komisarzy, zrobi to minister spraw wewnętrznych i administracji.

KBW to spory urząd państwowy –  zajmuje się administracyjną, techniczną i finansową stroną wyborów – można je nazwać wyborczym organem wykonawczym. Obecna szefowa Biura ma stracić stanowisko miesiąc po wejściu ustawy w życie. Nowego kierownika KBW miałby wyznaczać szef MSWiA Mariusz Błaszczak, jeden z liderów PiS.


Wybieramy prezydenta na ciężkie czasy.
Wesprzyj OKO, by mogło dalej kontrolować władzę.

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o pracy, podatkach i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press