Wprowadzenie zasad proporcjonalności w małych okręgach daje skrajnie nieproporcjonalne rezultaty. Jeśli mandatów w okręgu będzie cztery to ugrupowanie zdobywające nawet 20 proc. głosów może nie dostać nic. Prawie wszystkie mandaty może zdobyć zwycięskie ugrupowanie uzyskujące ok. 40 proc. głosów - ostrzega socjolog prof. Jacek Raciborski.

Projektowana przez PiS reforma Państwowej Komisji Wyborczej wprowadza przetarg polityczny przy formowaniu PKW i w oczywisty sposób zagraża jej niezależności. Natomiast stronniczość najwyższego organu wyborczego to bezpośredni cios w wolne wybory. Zniesienie wyborów większościowych w małych gminach to także cios w lokalne organizacje społeczeństwa obywatelskiego i w kandydatów niezależnych – propozycje PiS zmiany ordynacji wyborczej analizuje dla OKO.press socjolog Jacek Raciborski*.


Zacznę od oczywistości. Wolne wybory są podstawowym, acz nie wystarczającym warunkiem demokracji. Wolne wybory to cały kompleks reguł. Reguły te nie są neutralne wobec procesu wyborczego, współkształtują go i w wielkim stopniu wpływają na wynik wyborów. A więc ważne są nie tylko preferencje wyborców, ważny jest też sposób ich agregowania.

O reguły wyborów toczy się stały spór. Teoretycy demokracji są zgodni, że reguły te winny być ustanawiane w wyniku szerokiego konsensusu, nie powinny być narzucane przez doraźne większości ani często zmieniane. W Polsce mamy już bogatą tradycję manipulowania regułami wyborów. Propozycje PiS stanowią powrót do tej praktyki. W punkcie wyjścia potrzebna jest więc nieufność wobec projektowanej reformy. Ale to nie może oznaczać ślepego sprzeciwu wobec każdego postulatu.

(Odnoszę się do omówienia projektowanych zmian dokonanego na łamach „Gazety Wyborczej” przez Pawła Wrońskiego)

  1. Wprowadzone zostaną kamery w lokalach wyborczych

Poczynając od 1989 roku, wybory w Polsce są uczciwe. Skala fałszerstw i innych przestępstw przeciwko wyborom jest niewielka. Ale zawsze trzeba podejmować starania, aby było ich jeszcze mniej. Kamery mogą być w tym pomocne, ale nie są ani szczególnie pilne, ani szczególnie ważne w podnoszeniu  jakości procesu wyborczego. Trzeba też mieć świadomość kosztów. Należy w nie wyposażyć ok. 27 500 lokali, bo tyle powołuje się komisji obwodowych.

2. Mężowie zaufania komitetów wyborczych będą mieli prawo kontroli i udziału w procesie wyborczym na każdym etapie wyborów.

Słuszny postulat. Trzeba wszakże zauważyć, że obecnie uprawnienia kontrolne mężów zaufania są poważne: obserwują głosowanie i obserwują zliczanie głosów. Nie bardzo wiadomo o co konkretnie idzie. Dotychczas nie podnoszono tej kwestii w debacie publicznej.

3. Powstaną dwie komisje wyborcze. Jedna będzie zajmowała się samym procesem wyborczym, druga – wyłącznie liczeniem głosów. Podczas liczenia głosów obowiązkowo musi być obecnych 2/3 członków komisji.

To propozycja niejasna, ale wygląda groźnie.

Czy w każdym obwodzie zostaną powołane dwie komisje, czyli zamiast 27.5 tysięcy komisji będzie 55 tysięcy komisji? Jeżeli tak, to olbrzymie koszty.

Jeżeli zaś zliczanie głosów odbywałoby się na wyższym poziomie np. na poziomie gminy, to pojawia się kwestia zabezpieczenia urny w czasie transportu.

Oderwanie procesu liczenia od procesu głosowania pomniejszyłoby transparentność wyborów i mogłoby otworzyć jakieś nowe możliwości fałszerstw.

Formułowane po wyborach 2014 roku podejrzenie, że obwodowe komisje błędnie kwalifikują głosy i uznają za nieważne głosy w istocie ważne, nie potwierdziło się. Przeliczenie głosów, którego dokonał na reprezentatywnej próbie kart oddanych w wyborach 2014 roku do sejmików województw zespół ekspertów Fundacji im. S. Batorego, pokazało, że tego rodzaju pomyłki były sporadyczne i bez wpływu na wyniki.

Upada więc argument wyższej kompetencji takiej komisji wyższego szczebla. Tak w ogóle, w Polsce mamy wielki, kilkudziesięciotysięczny  doświadczony już aktyw wyborczy. Nie ma potrzeby szukania tu jakichś protez i wzmocnień kadrowych.

 4. Wybory będzie organizować PKW, a nie władze samorządowe, np. wójtowie. Bo, zdaniem PiS, to jest źródło podejrzeń o „skręcenie” wyborów.

Nie wiadomo, co kryje się za tym postulatem. I tak wszystko obecnie odbywa się pod ścisłym nadzorem PKW sprawowanym za pośrednictwem ulokowanych w terenie komisarzy wyborczych. W typowo organizacyjnych sprawach jak np. lokale wyborcze, także aktualizacja spisów wyborców, nie da się wyręczyć administracji gminnej.

 5. Ograniczenie do dwóch kadencji rządów wójtów, burmistrzów i prezydentów. Nowe zasady będą jednak obowiązywały od 2018 roku, a nie wstecz, jak pierwotnie proponowali politycy PiS.

Należy przyklasnąć temu rozwiązaniu pod warunkiem poszanowania zasady niedziałania prawa wstecz. Wprawdzie w ostatnich wyborach nieco spadł wskaźnik reelekcji urzędujących wójtów, burmistrzów, prezydentów, ale jest on nadal wysoki. Wielokadencyjność na tych stanowiskach rzeczywiście sprzyja zjawiskom nepotyzmu i klientelizmu. Taki wójt/burmistrz/ prezydent tworzy często osobistą partię władzy. Są też pewne wady tego rozwiązania, zwłaszcza w małych gminach, gdzie zasoby kadrowe są małe.

6. Wybory mają się odbywać na zasadzie proporcjonalnej tam, gdzie dotychczas obowiązywała ordynacja większościowa, czyli w gminach, które nie są miastami na prawach powiatu. W praktyce chodzi więc o zniesienie ordynacji większościowej w małych gminach. PiS argumentuje, że chodzi o to, aby niewielka większość, która ma 51 proc. głosów, nie brała w gminie „wszystkiego”.

Hic Rhodos,  hic salta!

[dosłownie – Tu Rhodos, tu skacz/tańcz. W sensie: tu jest pies pogrzebany, o to idzie w istocie -red.]

Jestem wielkim zwolennikiem ordynacji proporcjonalnej, ale w wyborach na poziomie kraju.

Wprowadzenie zasady proporcjonalności w małych gminach musi oznaczać małe okręgi wyborcze. A w takich okręgach nie da się proporcjonalnie przełożyć głosów na mandaty.

Przykładowo, jeśli mandatów w okręgu będzie cztery to ugrupowanie zdobywające nawet 20 proc. głosów może nie dostać mandatu. Prawie wszystkie mandaty może w tych warunkach zdobyć zwycięskie ugrupowanie uzyskujące ok. 40 proc. głosów.  Zasada proporcjonalności w małych okręgach daje skrajnie nieproporcjonalne rezultaty.

Zniesienie wyborów większościowych  w małych gminach to także cios w lokalne organizacje społeczeństwa obywatelskiego i w kandydatów niezależnych.

7. Ordynacja wprowadza też zasadę, że kandydat np. na wójta może startować w wyborach na radnego w radzie gminy, ale nie ma już prawa „ciągnąć” swojej listy do rady powiatu.

Ma sens takie rozwiązanie, chociaż PiS chce w ten sposób ograniczyć konkurencję dla swojej partii ze strony popularnych liderów lokalnych.

To kolejny instrument służący upartyjnianiu samorządu najniższego szczebla.

8. Już po wyborach parlamentarnych w 2019 r. PiS chce przeprowadzić głęboką reformę Państwowej Komisji Wyborczej, w której obecnie, jak stwierdzili posłowie, władzę sprawuje lobby sędziowskie. W przyszłym PKW zostanie wprowadzona zasada, że spośród 9 jej członków po jedynym wybierze Trybunał Konstytucyjny i Naczelny Sąd Administracyjny, natomiast siedmiu członków zostanie wybranych przez Sejm, z tym, że tylko trzech z nich może być wskazanych przez największe ugrupowanie w Sejmie. To ma zapewnić pluralizm nadzoru nad wyborami. Wszyscy kandydaci muszą mieć uprawnienia sędziowskie.

PKW nie musi składać się z samych sędziów i mogłaby być inaczej powoływana, ale musi być całkowicie niezależna od innych władz. W warunkach polskich trudno wyobrazić sobie  jak inaczej zapewnić niezależność najwyższego organu wyborczego niż przez delegowanie członków PKW przez gremia sędziów Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego.

Projektowane przez PiS rozwiązanie wprowadza przetarg polityczny przy formowaniu PKW i w oczywisty sposób zagraża jej niezależności. Natomiast stronniczość najwyższego organu wyborczego to bezpośredni cios w wolne wybory.


*Prof. dr hab. Jacek Raciborski (ur. 1955), kierownik Zakładu Socjologii Polityki w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego; członek Komitetu Socjologii PAN. Jest autorem lub współautorem 15 książek oraz ok. 100 artykułów i esejów opublikowanych w kraju i za granicą; książki, m.in. Polskie wybory. Zachowania wyborcze społeczeństwa polskiego 1989–1995 (Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 1998); Elity rządowe III RP 1997–2004. Portret socjologiczny, współautor i redaktor naukowy (Wydawnictwo Trio, Warszawa 2006); Obywatelstwo w perspektywie socjologicznej (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011);

Uczestnik zespołu ekspertów Fundacji im. Stefana Batorego, który miał wyjaśnić powody dużego odsetka głosów nieważnych w wyborach do sejmików województw w 2014 r. oraz znacznie lepszy od sondażowych oczekiwań wynik PSL.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym