Liberalne przepisy i setki tysięcy ton śmieci zalegających w Europie skusiły amatorów szybkich biznesów. Powstały dziesiątki wysypisk - jak to pod Zgierzem - nie przystosowanych do składowania i utylizacji importowanych odpadów. Najprościej się spalić - jak w "Ziemi Obiecanej" Wajdy. No i poszło z dymem już ponad 70 wysypisk. A wszystkiemu winni Chińczycy

Firmy przyjmujące odpady zarabiają krocie. Nieoficjalnie mówi się, że za przyjęcie tony surowców wtórnych z zagranicy firmy życzą sobie nawet 200 zł. Jeśli to prawda, to przy założeniu, że do Zgierza trafiło 50 tys. ton, zarobek właścicieli spółki mógł wynieść 10 mln zł.

Pożar składowiska odpadów w Zgierzu, na terenie dawnych zakładów Boruta, wybuchł w zeszły piątek przed północą. Walczyło, i wciąż walczy z dogaszaniem, łącznie ok. tysiąca strażaków. Przez miniony weekend nad Łodzią, Zgierzem i Aleksandrowem Łódzkim widać było wielki słup dymu.

Fot. Tomasz Stańczak, Agencja Gazeta

Na Facebooku żartowano, że doszło do erupcji wulkanu „Zgiezuwiusza”, bo rzeczywiście wyglądało to, jakby zlokalizowany na obrzeżach Łodzi wulkan wyrzucał popioły. Ale był to śmiech przez łzy. Wiele osób było zaniepokojonych skutkami toksycznego pożaru.

„Nie otwierać okien, nie wychodzić z domów”

Zbigniew Rau, wojewoda łódzki, uspokajał wprawdzie, że dym nie jest toksyczny, ale widząc jego kłęby i czując smród palonego plastiku, trudno było dać temu wiarę. Jednocześnie w komunikatach Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego zalecało, by nie otwierać okien, a osoby starsze, dzieci oraz chorujący na choroby górnych dróg oddechowych i choroby układu krążenia nie wychodziły z domów. „W słoneczny dzień niebo było zasnute dymem, jakby zaraz miał spaść deszcz”- mówi mieszkaniec łódzkiego Teofilowa.

„Moje dzieci szykowały się na osiedlowy piknik z okazji Dnia Dziecka, ale wywiozłam je do znajomych poza Łódź” – opowiada mieszkanka Bałut. Najgorzej było w Aleksandrowie Łódzkim i okolicznych miejscowościach, gdzie wielu łodzian na swoje domy i działki, bo wiatr spychał dym na tamte tereny. „Na moją posesje spadały kawałki spalonego plastiku” – mówi pan Adam z Grotnik.

Krzysztof, właściciel działki rekreacyjnej koło Aleksandrowa opowiada, że przez cały weekend strasznie śmierdziało palonym plastikiem. „Nie wiem, czy owoce z mojej działki będą nadawać się do jedzenia” – zastanawia się.

Fot. Tomasz Stańczak, Agencja Gazeta

Słup dymu widoczny był przez trzy dni. Teraz, już szósty dzień trwa dogaszanie pogorzeliska. Dopiero po ugaszeniu pożaru do Łodzi przyjechali specjaliści z Centralnego Ośrodka Analizy Skażeń w Warszawie. Pobrali próbki. Sprawdzą poziom skażenia gruntów, wód i powietrza.

Starosta: Nie mogłem odmówić

Składowisko powstało w Zgierzu, na terenie dawnych zakładów Boruta 7 kwietnia 2017 roku. Tego dnia Bogdan Jarota, starosta powiatu zgierskiego, wydał spółce Green-Tec Solutions pozwolenie na składowanie odpadów.

„Nie mogłem odmówić, ponieważ art. 46 Ustawy o odpadach nie dawał możliwości odmowy. Są trzy przesłanki, kiedy można odmówić, ale żadna z nich tu nie zachodziła” – wyjaśnia starosta Jarota w rozmowie z OKO.press.

Te trzy przesłanki to

  • zagrożenie życia, zdrowia ludzi, albo zagrożenie skażeniem środowiska;
  • niezgodność z planami gospodarki odpadami
  • lub z przepisami prawa miejscowego (np. planem zagospodarowania przestrzennego).

Występując o zezwolenie firma planowała przyjąć 20 tysięcy ton odpadów z krajów Unii Europejskiej m.in. z Niemiec, Włoch, Wielkiej Brytanii.

Teraz szacuje się, że śmieci mogło być nawet 50 tysięcy ton. Starosta Jarota twierdzi, że początkowo teren składowiska zapełniał się powoli, a dopiero od marca tego roku, na miesiąc przed wygaśnięciem koncesji, śmieci przybywało lawinowo.

Po pożarze radni PiS z powiatu zgierskiego domagają się odwołania starosty z PSL. „Wszyscy szukają kozła ofiarnego. Ale nie było żadnych przesłanek, by nie wydać lub cofnąć decyzję w trakcie działalności. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem” – podkreśla Bogdan Jarota.

Inspektor Ochrony Środowiska: to była nieuczciwa prowizorka

W kwietniu kontrolę na składowisku rozpoczął Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. Prowadził ją do 18 maja. „Kiedy weszliśmy z pracownikami od razu wiedzieliśmy, że to prowizorka. Na miejscu był tylko jeden pracownik, który odpady wstawiał do zadaszonej hali postawionej na gołej ziemi bez fundamentów. Cześć odpadów niezgodna była z tym, co deklarowała spółka.

Złapaliśmy transport cieknących odpadów komunalnych. Widać było, że to od początku działalność nieuczciwa, nastawiona na zysk, a nie na jakikolwiek recykling i przerób odpadów” – mówił w rozmowie z Radiem Łódź Krzysztof Wójcik, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Spółka sprawiała wrażenie, że ma dobre chęci i chce przeprowadzać recykling odpadów. „Miała w Łodzi, niedaleko wysypiska, pseudo-instalację do recyklingu, ale od roku jej nie użyła, tłumacząc, że jest cały czas w fazie testowania” – mówi dyrektor Wójcik.

We wnioskach pokontrolnych Inspektorat stwierdził:

  • „W Zgierzu magazynowane są głównie zmieszane odpady z tworzyw sztucznych. Odpady są układane na placu magazynowym pionowo w górę, tworząc ogromne hałdy.
  • Odpady nie zostały umieszczone w kontenerach lub pojemnikach, większość odpadów magazynowana jest w belach bądź luzem, oraz w niewielu przypadkach w workach typu big-bag.
  • Odpady zbierane są w sposób nieuporządkowany, na nieutwardzonym podłożu i nie są zabezpieczone przed działaniem czynników atmosferycznych.
  • Niewielkie ilości odpadów z tworzyw sztucznych magazynowane są w hali zlokalizowanej przy ul. Kwasowej.
  • Część z odpadów jest magazynowana poza wyznaczonymi miejscami określonymi w decyzji Starosty Zgierskiego m.in. od strony wschodniej wzdłuż hali od strony ul. Energetyków.
  • Na terenie całego obiektu w Zgierzu nie stwierdzono obecności materiałów gaśniczych.”

Pożar wybucha po zapowiedzi reportażu w Polsacie

W maju nielegalnym składowiskiem zaczęły interesować się media. Znana reporterka Ewa Żarska i operator Marcin Kołek z Polsat News oraz Piotr Krysztofiak z Radia Łódź jeździli systematycznie na składowisko, zbierali materiały, filmowali, robili zdjęcia terenu z drona. Zdjęcia z góry są przerażające i pokazują gigantyczną skalę zjawiska.

Na fotografiach w zbliżeniu można dostrzec plastikowe butelki, folię, kubki po jogurtach, kable. Czy były tam także śmieci zmieszane? Nie wiadomo. Dym z pożaru niósł zapach palonego plastiku, ale cały czas śmierdzi tam wyziewami jak z osiedlowego śmietnika.

W okolicach składowiska była niewyobrażalna ilość much. Dziennikarze, którzy jeździli na działające jeszcze wysypisko, opowiadają, że gdy tylko otwierali drzwi, żeby wsiąść do samochodów, do środka wpadała taka ilość much, że nie dało się jechać. Musieli odjechać wolno kawałek i wyganiać owady. Na składowisku widzieli też kilka tłustych szczurów.

W zeszły piątek po południu Polsat News zaczął zapowiadać swój materiał o nielegalnym składowisku i mafii śmieciowej. Miał się ukazać w weekend. Przypadek, a może nie przypadek, sprawił, że kilka godzin po wyemitowaniu zapowiedzi o reportażu na temat mafii śmieciowej, na składowisku wybuchł pożar.

Fot. Tomasz Stańczak, Agencja Gazeta

Właściciel spółki: Jestem zszokowany i pokrzywdzony

Sytuacja własnościowa wysypiska w Zgierzu jest dość skomplikowana. Inna firma jest właścicielem terenu, inna sprowadzała śmieci, a jeszcze inna miała linię recyklingową, która miała przetwarzać odpady.

Firma, która sprowadzała odpady na wysypisko śmieci w Zgierzu, to Green-Tec Solutions. Od 2013 roku produkuje m.in. płyty styropianowe do szalunku budynków. Od kwietnia 2017 roku zaczęła sprowadzać z zagranicy odpady.

Większość udziałów w spółce ma 21-letnia Alicja Sukiennik. Prezesem jest Artur Kurzyk. Po wybuchu pożaru zamieścił na stronie internetowej komunikat, że jest pokrzywdzonym w tym pożarze, bo spłonął jego majątek. Czuje się „zszokowany  i zbulwersowany wydarzeniem”.

Zadeklarował gotowość do współpracy z organami ścigania. Wyznaczył nawet nagrodę 20 tys. zł dla osoby, która przyczyni się do ujęcia sprawcy pożaru magazynu surowców wtórnych.

Fot. Tomasz Stańczak, Agencja Gazeta

Prokuratura sprawdza, czy to było umyślne podpalenie

To, kto jest pokrzywdzony, a kto winny, sprawdza Prokuratura Okręgowa w Łodzi. „Śledztwo toczy się w sprawie umyślnego sprowadzenia pożaru, który zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu o wielkich rozmiarach i stwarzającego zagrożenie zanieczyszczenia środowiska” – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury. Ewentualnym winnym podpalenia grozi do 10 lat więzienia.

Prokuratorzy przejęli dokumentację, rozmawiają ze świadkami, ale nie mogą dokonać oględzin, bo trwa dogaszanie.

Wczoraj na facebookowym profilu dziennikarki Ewy Żarskiej z Polsatu pojawił się wpis:

„Przekazaliśmy dziś do Prokuratury w Łodzi zebrane w ostatnich tygodniach materiały dotyczące nielegalnego składowiska w Zgierzu. Mam nadzieje, że pomoże to ustalić sprawców podpalenia i nie tylko…”.

W sprawie plagi pożarów wysypisk wypowiedział się premier Mateusz Morawiecki. „Za dwa tygodnie będziemy mieć konkretne zmiany legislacyjne dotyczące wydawania zezwoleń, działania, kontroli i kar dotyczących składowisk odpadów. Nie może być tak, że walczymy ze smogiem, a z drugiej strony przez pożary dochodzi do zatrucia środowiska. Miarka się przebrała. Wygoniliśmy mafię paliwową, wygonimy mafię śmieciową” – zapowiedział .

Spłonęło dotychczas 70 składowisk

Zgierz to tylko jeden z przykładów. Kiedy jeszcze płonęło składowisko w dawnych Zakładach Boruty, zapalił się skład opon w Trzebini na Śląsku, a dzień później skład chemikaliów we Wszedniu w województwie kujawsko-pomorskim.

Wcześniej płonęły wysypiska m.in. w Radomiu, Jastrzębiu-Zdroju, Dąbrówce Wielkiej, Olsztynie, Gorzowie, Siemianowicach Śląskich, Piotrkowie Trybunalskim (elektrośmieci), w Warszawie (ul. Zawodzie).

Od początku roku pożarów legalnych i nielegalnych wysypisk mogło być nawet 70.

Portalsamorządowy.pl podaje, że Ministerstwo Środowiska odnotowało w tym roku 63 pożary legalnych składowisk, a w całym 2017 roku – 37.

Do Polski trafiają śmieci z Niemiec, Anglii, Włoch

Dotychczas to Chiny były śmietnikiem świata. Trafiało tam ok. 30 proc. śmieci z Europy. W lipcu zeszłego roku Chiny poinformowały Światową Organizację Handlu, że od 1 stycznia 2018 roku wprowadzają zakaz importu 24 rodzajów śmieci m.in. plastiku, nieposortowanego papieru, szkła, bawełny, popiołu, przędzy.

Uzasadniali, że nie chcą przyjmować toksycznych odpadów w trosce o środowisko. Już wtedy przewidywano, że dojdzie do zawirowań na rynku surowców wtórnych i podrzucania śmieci do innych państw.

Problem ma Wielka Brytania, która w latach 2012-2016 wywoziła do Chin aż pół miliona ton odpadów plastikowych rocznie.

Według Głównego Inspektora Ochrony Środowiska od 2013 roku do 2015 roku sprowadzone z zagranicy śmieci utrzymywały się na stałym poziomie niespełna 400 tys. ton.

Od 2015 roku wielkość sprowadzonych odpadów zaczęła gwałtowanie rosnąć i w 2016 roku była na poziomie 700 tys. ton, a w 2017 – 750 tys. ton. Nie wiadomo, jak będą wyglądać tegoroczne statystyki, po wprowadzeniu embarga przez Chiny.

Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2016 r. największymi eksporterami odpadów do Polski były:

  • Niemcy (356 tys. ton),
  • Wielka Brytania (247,4 tys. ton),
  • Włochy (93,6 tys. ton),
  • Szwecja (73 tys. ton).

Właśnie śmieci z tych krajów płonęły na składowisku w Zgierzu. Polska sprowadzała także śmieci z Austrii, Norwegii, Litwy, Australii, Słowacji i Słowenii, ale to zdecydowanie mniejsze ilości.


OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Masz cynk?