"Tylko ludzie nierozsądni się nie boją. Ale żaden szantaż nie powstrzyma nas przed tym, by upominać się o prawa mniejszości" - mówią organizatorzy pierwszego Marszu Równości w Płocku. Skąd hejt na nich? "Szkoła nie uczy empatii, nie wspomina o prawach człowieka, nie tłumaczy, do czego prowadzi nienawiść. Drugim źródłem jest Kościół katolicki"

„Płock napędza równość” – to hasło pierwszego płockiego Marszu Równości, który pod patronatem prezydenta przejdzie ulicami miasta w sobotę, 10 sierpnia o godzinie 14:00.

Wśród postulatów: miasto tolerancyjne, bez barier, ale także czyste i zielone. A Polska? Ma być bezpieczna. Dla wszystkich.

Stres jest podwójny. Przede wszystkim dlatego, że to pierwszy marsz równości od agresji w Białymstoku. Co więcej, jak wynika z informacji OKO.press, turystykę marszową będą uprawiać nie tylko członkowie społeczności LGBT i ich sojusznicy z innych miast, ale także radykalne skrzydła środowiska kibiców z całej Polski.

„Poza lokalnym kibolami, którzy ściśle współpracują w ruchem narodowym, słyszeliśmy o mobilizacji środowisk z Białegostoku, Warszawy i Wrocławia” – mówi OKO.press Mateusz Goździkowski, prawnik, jeden z organizatorów płockiego Marszu Równości.

Czego można spodziewać się po mieszkańcach Płocka? Monika Niedźwiecka nauczycielka, aktywistka, organizatorka marszu mówi OKO.press: „Płock jest miastem sennym. Trudno zmobilizować ludzi do działania.

Każdy myśli sobie “lepiej się nie wychylać”.

Gdy w kwietniu zorganizowaliśmy dzień milczenia – również dla społeczności LGBT – było nas trzy osoby. Na dzień walki z rasizmem na manifestacji pojawiło się 10 osób. Frekwencja większa niż 15 osób to już sukces”.

Ale mimo marazmu Monika i Mateusz, niechęć do społeczności LGBT uważają za marginalną. „Wiemy, że narodowcy i kibole nabrali wiatr w żagle, ale my także. Pokazał to zwrot w debacie publicznej, który zmusił różne osoby do powiedzenia: „jestem sojusznikiem osób LGBT”, „wierzę w prawa człowieka”, „nie zgadzam się na przemoc”. Pokazały to też manifestacje solidarnościowe organizowane w całym kraju” – dodaje Monika.

Skąd ten hejt? Monika: „Dla mnie to porażka polskiej edukacji. Szkoła nie uczy empatii, nie wspomina o prawach człowieka, nie tłumaczy do czego prowadzi nienawiść. Drugim źródłem homofobii jest dla mnie kościół katolicki.

Nienawiść od lat sączy się z ambon. Język arcybiskupa Jędraszewskiego – o tęczowej zarazie – to język ludobójstwa”.

Poniżej cały wywiad z organizatorami pierwszego Marszu Równości w Płocku.


Anton Ambroziak, OKO.press: Jak nastroje przed sobotą? 

Monika Niedźwiecka: Jakoś się trzymamy, choć z tyłu głowy mamy wydarzenia z Białegostoku.

Jest strach?

Monika: Pamiętam co czułam, gdy w Białymstoku zaatakowała mnie grupa agresywnych mężczyzn. Zrobili to tylko dlatego, że na plecy miałam zarzuconą tęczową flagę. Pamiętam petardy rzucane z premedytacją pod wózek inwalidzki koleżanki. To wciąż jest dla mnie trauma. Wiemy, że narodowcy i kibole nabrali wiatr w żagle, ale my także. Pokazał to zwrot w debacie publicznej, który zmusił różne osoby do powiedzenia: „jestem sojusznikiem osób LGBT”, „wierzę w prawa człowieka”, „nie zgadzam się na przemoc”. Pokazały to też manifestacje solidarnościowe organizowane w całym kraju.

Mateusz Goździkowski: Tylko ludzie nierozsądni się nie boją. Ale żaden szantaż nie powstrzyma nas przed tym, by upominać się o prawa mniejszości. Jesteśmy w ciągłym kontakcie z policją, rozmawiamy o zabezpieczeniu. Bogatsi o doświadczenia z Białegostoku uczuliliśmy policję, że zabezpieczenie to nie tylko sama manifestacja, ale też dojście na manifestację i powrót do domów.

Ilu kontrmanifestacji się spodziewacie? 

Mateusz: Legalnych kontrmanfiestacji jest kilka. Część z nich zgłoszono na przecięciu marszu lub starcie, ale ze względów bezpieczeństwa – po zgodzie organizatorów – zostały przesunięte.

Ale wiemy, że blokady nie mają polegać na pokojowej manifestacji poglądów, ale na nielegalnych zgromadzeniach; ich nie znajdziemy w rozpisce.

Wiemy, że kibice skrzykują się na forach internetowych.

Mateusz: Poza lokalnym kibolami, którzy ściśle współpracują w ruchem narodowym słyszeliśmy o mobilizacji środowisk z Białegostoku, Warszawy i Wrocławia. Informacje przekazaliśmy policji.

Inaczej niż w Białymstoku macie za sobą prezydenta, który objął marsz patronatem. To o tyle ciekawe, że Andrzej Nowakowski choć dziś związany z Platformą Obywatelską, kiedyś był blisko ruchu Korwina. 

Mateusz: Z uznaniem podchodzimy do decyzji prezydenta. Bardzo podobały mi się jego słowa, które padły w jednym z wywiadów. Mówił, że jest prezydentem wszystkich płotczan. Bez względu na ich poglądy i cechy chce dbać o każdego mieszkańca. Jestem przekonany, że właśnie takie podejście do miasta powinien mieć każdy włodarz.

Skąd pomysł, by marsz przeszedł ulicami Płocka? 

Mateusz: Pomysł kiełkował w nas od kilku lat, ale szalę przeważyły dwa czynniki. Po pierwsze, zobaczyliśmy, że Marsze Równości chodzą ulicami mniejszych niż Płock miast. Ostateczną decyzję podjęliśmy na początku 2019 r. gdy ze strony polityków, publicystów i hierarchów Kościelnych zaczęły się agresywne ataki na osoby LGBT w Polsce.

Jakim miastem jest Płock? 

Mateusz: Dość konserwatywnym. Tu raczej nikt na co dzień nie manifestuje swojej odmienności. Dlaczego? Nie jest to przychylnie widziane. Od kilku lat powoli kształtuje się tu społeczeństwo obywatelskie. Paradoksalnie miasta takie jak Płock mogłyby podziękować rządowi PiS za to przebudzenie. Wychodziliśmy na ulice w związku z zamachem na niezależność Trybunału Konstytucyjnego i sądownictwa. Protestowaliśmy też podczas Czarnego Protestu. W ubiegłym tygodniu zorganizowaliśmy demo solidarnościowe z Białymstokiem.

Monika: Dla mnie Płock jest miastem sennym. Trudno zmobilizować ludzi do działania. Paradoksalnie znacznie łatwiej było w Białymstoku, w którym mieszkałam przez pięć lat. Jest tam duże środowisko nacjonalistyczne, fakt. Silnie działają jednak środowisko kultury żydowskiej czy esperantyści, którzy pielęgnuję ideę społeczności otwartej i różnorodnej. Płock jest konserwatywny w tym sensie, że każdy myśli sobie “lepiej się nie wychylać”. Gdy w kwietniu zorganizowaliśmy dzień milczenia – również dla społeczności LGBT – było nas trzy osoby. Na dzień walki z rasizmem na manifestacji pojawiło się 10 osób. Frekwencja większa niż 15 osób to już sukces.

Myślicie, że mieszkańcy przyjdą? 

Mateusz: Myślę, że tak. Od niedawna środowisko LGBT organizuje się w zaprzyjaźnionej grupie „Koliber”. Manifestacja solidarnościowa z Białymstokiem pokazała, że młodzi potrzebują wychodzić na ulice i manifestować swoją obecność.

A co o marszu sądzą mieszkańcy? W internecie krąży lista osób, które trudno przypisać do środowisk kibolskich czy nacjonalistycznych, a które sprzeciwiają się organizacji marszu w Płocku. Są na niej kombatanci AK, lekarze, profesorowie. 

Monika: Coż, w „Tygodniku Płockim” piórem felietonisty, który jest nauczycielem w jednej ze szkół, powstają homofobiczne paszkwile na Marsz Równości. Mam nadzieję, że to margines postaw.

Mateusz: Z jednej strony jest grupa skrajnych przeciwników, którzy zapowiadają próbę blokady. Z drugiej strony jest masa osób, która popiera postulaty Marszu. Niektóre media zdecydowały się nawet na udzielenie patronatu medialnego Płockiemu Marszowi Równości. Jest niestety również jedna lokalna gazeta, o której wspominała Monika, która publikuje ocierające się o mowę nienawiści felietony atakujące Marsz i osoby LGBT”

Moniko, jesteś nauczycielką. Nie masz problemów w pracy jako organizatorka wielu manifestacji?

Monika: Płock to miasto, w którym Kościół porwał się na zrobienie homofobicznego Grobu Pańskiego. Wtedy protestowaliśmy we dwójkę – ja i Mateusz. Od tego czasu pod moją szkołą regularnie ustawiają się pikiety Kai Godek. W mediach nie raz zostałam zlinczowana. „Ty stara lewacka szmato” – pisali.  Naprawdę, nie mam już czego się bać.

W szkole prowadzę młodzieżową grupę Amnesty International. Moja działalność społeczna nie kłoci się z misją zawodu.

Wasze postulaty wychodzą poza bezpieczeństwo i prawa osób LGBT. Płock czysty i zielony. Skąd ten pomysł?

Mateusz: Już od dawna Marsze Równości sięgają dalej niż prawa osób LGBT. Brak zieleni, dodatkowe wycinki i obecność Orlenu to coś, co żywo zajmuje wszystkich mieszkańców Płocka. Wpisaliśmy też postulat dostępności, który nie zamyka się przecież na osoby LGBT, ale dotyczy np. osób z niepełnosprawnościami. Bariery są tak samo w głowie, jak i na ulicach.

Skąd ten hejt? Agresorów Marszu Równości w Białymstoku nie da się zamknąć w bezpiecznym obrazie kibola. To byli też zwykli mieszkańcy, którzy z całymi rodzinami wybrali się na sobotni spacer. 

Monika: Dla mnie to jest porażka polskiej edukacji. Szkoła nie uczy empatii, nie wspomina o prawach człowieka, nie tłumaczy do czego prowadzi nienawiść. Drugim źródłem homofobii jest dla mnie kościół katolicki.

Nienawiść od lat sączy się z ambon. Język arcybiskupa Jędraszewskiego – o tęczowej zarazie – to język ludobójstwa.

Co powiedzielibyście mieszkańcom i mieszkankom Płocka, którzy jeszcze dziś nie wiedzą czy wybrać się na marsz? 

Mateusz: To jest moment, w którym musimy pokazać, że się nie boimy. Nie damy się wykluczyć agresorom, którzy mają przychylność władzy i hierarchów kościelnych.

Monika: Poczujcie moc wspólnoty. Nie jesteście sami i same.

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Antyszechteremita Zoologiczny

    Czy kakaowe.OKO.sorosa.sztetl mogło by przeprowadzić "dziennikarskie śledztwo" i wskazać z imienia i nazwiska JEDNĄ ofiarę "agresji w Białymstoku" spośród dewiantów?! Bo ofiary były dwie: policjantka i kontrmanifestantka, którą szechteremiccy łgarze pokazywali właśnie jako "ofiarę kiboli"…

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press