Po co Tusk rzuca Kaczyńskiemu rękawicę? Skoro ten bokser nie wyjdzie już na ring [4 powody]
Tusk świetnie wie, że Kaczynski nie po to stworzył system jednowładztwa bez osobistej odpowiedzialności i pełnienia uciążliwych obowiązków, by startować w wyborach prezydenckich. Zwłaszcza, że zdrowie nie pozwala, a rachuby na sukces byłyby raczej kiepskie. Ale rzucenie wyzwania prezesowi PiS to więcej niż zwykła złośliwość
"Czy patrząc na to, co dzieje się w Polsce, pańska determinacja do powrotu do polskiej polityki rośnie? - zapytał Donalda Tuska Grzegorz Kajdanowicz w głośnym wywiadzie dla "Faktów po faktach" TVN.
Na to Tusk: "Za wcześnie na spekulacje. Ale jedno mogę powiedzieć dzisiaj: gdyby Jarosław Kaczyński zdecydował się kandydować, to nie wahałbym się ani chwili i stanąłbym do takiego pojedynku. Także możecie w Polsce państwo zapytać prezesa Kaczyńskiego, czy przyjmuje takie wyzwanie.
TVN: Rozumiem, że rzuca pan rękawicę prezesowi Kaczyńskiemu?
Tusk: Powiedzmy, że jest badawcze pytanie o nastrój pana prezesa".
Ta wypowiedź przewodniczącego Rady Europejskiej, którego kadencja trwa do 30 listopada 2019 roku, z pewnością nie powinna być czytana wprost. Można powiedzieć, że
Tusk świadomie tworzy political fiction swego pojedynku z Kaczyńskim.
Jest bowiem niezmiernie mało prawdopodobne, by Kaczyński kandydował w wyborach prezydenckich, które odbędą się w połowie 2020 roku, bo:
- prezes PiS będzie miał wtedy 71 lat, czyli sporo, ale ważniejsze są jego kłopoty ze zdrowiem. Sam Kaczyński podkreśla, że ma tylko jedno poważne schorzenie (z kolanem), ale najostrożniej mówiąc widać, że nie jest w na tyle dobrej formie, by podołać kampanii i prezydenturze do 2025 roku;
- notowania Jarosława Kaczyńskiego są zdecydowanie gorsze niż jego własnej partii, a także niż obecnego prezydenta Andrzeja Dudy. W czerwcowym rankingu zaufania CBOS Duda był liderem (69 proc. badanych mu ufa, a 20 proc. nie ufa), zaś Kaczyński plasował się daleko na minimalnym minusie (41 proc. ufa, 42 proc. nie);
- Kaczyński zadeklarował 9 lipca w wywiadzie w "Sieci", że kandydatem obozu prawicy będzie Andrzej Duda. Oczywiście wartość takiej deklaracji, zwłaszcza warunkowej, nie jest zbyt duża, ale wypowiedź była.
Po co zatem Tusk to robi?
Żeby podtrzymać swą obecność w polityce (i odgryźć się Kaczyńskiemu)
W tym samym wywiadzie z 9 lipca Kaczyński zaczepił też Tuska, twierdząc, że "Donald Tusk lubi działać w sytuacji, gdy ma wysoki poziom pewności wygranej. W tej chwili nie ma tej pewności. Sądzę więc, że jeśli sytuacja się nie zmieni, to nie będzie kandydował". Pomijając raczej fałszywą ocenę osobowości politycznej Tuska, który podejmował w życiu także ryzykowne decyzje, warto zauważyć, że Kaczyński chce Tuska z polskiej polityki "usunąć", więc Tusk podkreśla swą gotowość powrotu.
W pewnym sensie prawdziwy był zatem komentarz "Wiadomości", że "Tusk szuka rozgłosu w Polsce", choć przesłanką według tej propagandowej audycji ma być osobista klęska polityczna: "rola Tuska w UE oceniana jest krytycznie. Nie ma co liczyć na dobre oferty i dlatego...".
Żeby nagłośnić (wypromować) swoją wypowiedź
Donald Tusk zdaje sobie sprawę, że komunikat spersonalizowany, w którym zaczepi samego prezesa PiS, wywoła żywszą reakcję opinii publicznej, w tym mediów prorządowych. Jeżeli taka była jego intencja, nie przeliczył się. Najwyraźniej "przekaz dnia" (instrukcja jak się wypowiadać w mediach) nakazał politykom PiS komentowanie słów Tuska, a w "Wiadomościach" było to wiadomość nr 2. Kluczowe było słowo "rejterda":
Żeby dopiec Kaczyńskiemu i podważyć jego pozycję
Rzucając rękawicę Kaczyńskiemu i "dobrodusznie" sugerując, że warto "sprawdzić jego nastrój", Tusk stawia publicznie pytanie o gotowość prezesa do pełnienia funkcji państwowych. Prezydent Europy wręcz nabija się z osłabionego lidera obozu prawicy, a zarazem zwraca uwagę, że powinien on wziąć polityczną odpowiedzialność skoro i tak rządzi.
Opozycja dopowiedziała tę myśl. Wicemarszałkini Sejmu (PO) Małgorzata Kidawa-Błońska stwierdziła: "Donald Tusk wskazał, że Jarosław Kaczyński tak naprawdę rządzi Polską od paru lat, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności, chowając się za swoich premierów, za swoich marszałków. Oni łamią konstytucję, a on siedzi z tyłu.
Tusk powiedział: proszę bardzo, jak pan bierze za to wszystko odpowiedzialność, to proszę wystartować i wziąć odpowiedzialność w wyborach".
Żeby pokazać, że ignoruje Dudę
Tusk wie, że Kaczyński wskazał Dudę na kandydata w wyborach 2020. Ignorując ten fakt, okazuje lekceważenie dla obecnego prezydenta. Uznaje go za kandydata nie dość poważnego, by o nim mówić, by z nim - symbolicznie - rywalizować.
Jeżeli Tusk rzeczywiście wystartuje w wyborach 2020, będzie jednak musiał zmierzyć się z popularnym Dudą, z którym w dotychczasowych sondażach zwykle przegrywa. W kwietniowym 2018 badaniu Kantar MB w wirtualnej II turze Duda wygrywał 53 proc. do 44 proc. W sondażach IPSOS dla OKO.press w marcu 2017 (tuż po zwycięstwie w wyborach na przewodniczącego UE i blamażu PiS) Tusk był o włos przed Dudą, ale już w czerwcu 2017 przegrywał z nim 37 proc. do 50 proc.
Można przewidywać, że w kampanii Tusk będzie używać przeciwko Dudzie potrójnej argumentacji.
- Duda złamał Konstytucję, której powinien pilnować, nie nadaje się na prezydenta;
- Duda jest lekceważony w Europie i na świecie (w odróżnieniu od Tuska, który może poprawić pozycję Polski);
- Duda jest politykiem uległym, niepoważnym, jest "marionetką polityczną" Kaczyńskiego.
Rzucenie rękawicy Kaczyńskiemu może być przygrywką do walki wyborczej z Dudą jako "polityczną marionetką".

Komentarze