0:00
28 listopada 2019

Po reportażu OKO.press Koło Łowieckie „Żubr” przeprasza za słowa o gwałceniu "kołkiem z kornikami"

„W mordę nastrzelać i zgwałcić, to by więcej na polowanie nie przyjechała”, „Pierwszy raz z polowania trzeźwy wracam”. Po publikacji filmu OKO.press, na którym słychać rozmowy myśliwych podczas polowania, Koło Łowieckie „Żubr” przeprasza i zawiesza myśliwego w prawach członka, a Polski Związek Łowiecki nazywa zachowanie uczestników "niedopuszczalnym"

Wydrukuj

"Reportaż pewnie długo będzie się odbijał czkawką w naszym środowisku, ale być może w końcu wyciągniemy wnioski z tej lekcji!" - napisał myśliwy Paweł Gdula, szef łowieckiego portalu "Wildmen".

Stanowisko w tej w sprawie wydały nawet Polski Związek Łowiecki (PZŁ) i Zarząd Okręgowy PZŁ w Szczecinie, a organizator polowania wystosował oświadczenie z przeprosinami.

Po emisji reportażu jeden z myśliwych został zawieszony w prawach członka tej organizacji.

Zgwałcić kijem z kornikiem

I Ogólnopolskie Polowanie Dian odbyło się 16 listopada w lasach koło Szczecina. Polowało 47 pań myśliwych, które - od rzymskiej bogini łowów - nazywa się Dianami. Mężczyźni szli w nagance. Organizatorem było Koło Łowieckie "Żubr" ze Szczecina. Na miejscu byli też aktywiści ruchów antyłowieckich, którzy starali się uniemożliwić polowanie.

To właśnie tam Robert Kowalski pojechał z kamerą. Nagrał wypowiedzi, które myśliwym przyniosły wstyd.

Jakby taką aktywistkę „w mordę nastrzelać i zgwałcić, to by więcej na polowanie nie przyjechała” - powiedział myśliwy z nagonki na widok aktywistki z ruchu antyłowieckiego. „Ja bym w pysk, ja bym nie wytrzymał, jebnąłbym"' - dodaje inny.

Ktoś jeszcze zasugerował niby żartem, że trzebaby ją zgwałcić "kołkiem z kornikami".

„Tradycja schodzi na psy. To pierwsze polowanie, z którego trzeźwy wracam" - powiedział pod koniec polowania inny z myśliwych na koniec łowów. "Współczujemy ci bardzo" - odpowiedzieli mu koledzy myśliwi. Przypomnijmy, że spożywanie alkoholu podczas polowań jest surowo wzbronione.

Wszystko to wybrzmiało fatalnie również dlatego, że PZŁ stara się o wpisanie kultury łowieckiej na listę dziedzictwa krajowego UNESCO.

Koło przeprasza i zawiesza

"Dziesięć minut po emisji zapowiedzi filmu zadzwonił do mnie z pretensjami Krzysztof Gładki, prezes Koła Łowieckiego Żubr" - mówi Robert Kowalski.

"Powiedziałem mu, by potraktował ten film jako lustro, w którym mogą przejrzeć się myśliwi. I w ten sposób spróbować zobaczyć, kim są" - dodaje dziennikarz OKO.press.

Na Facebooku 27 listopada głos zabrał PZŁ. Alicja Fruzińska, rzeczniczka prasowa Związku, podkreśliła, że organizacja stanowczo sprzeciwia się naruszaniu zasad etyki oraz kultury łowieckiej i nie zezwala na "negowanie kultury osobistej". "Zaistniałe zachowanie zostało uznane za niedopuszczalne w społeczności myśliwskiej jak i w życiu prywatnym" - napisała, choć nie wskazała konkretnie, czy chodzi o wypowiedzi o biciu i gwałceniu, czy o piciu alkoholu.

Do posta załączono również stanowisko Zarządu Okręgowego (ZO) PZŁ w Szczecinie oraz kierownictwa koła łowieckiego. "W wyniku przeprowadzenia postępowania wewnątrzorganizacyjnego wobec osób będących członkami Polskiego Związku Łowieckiego podlegających jurysdykcji okręgu szczecińskiego,

zostały wyciągnięte konsekwencje w postaci zawieszenia w prawach członka Koła na okres 1 roku" - czytamy w piśmie ZO.

Prezes Koła Łowieckiego "Żubr" w Szczecinie Krzysztof Gładki potwierdził tę informację w swoim oświadczeniu. Z jego pisma wynika, że ukaraną osobą był jeden z tych naganiaczy - będący też myśliwym - którzy mówili o pobiciu i zgwałceniu aktywistki. Szef koła przeprosił za to zachowanie w imieniu zarządu.

Napisał też, że materiał filmowy z polowania miał być autoryzowany przez zarząd koła, co nie jest prawdą.

Rady redaktora Gduli

Do naszego reportażu w felietonie "Tradycja i kultura" odniósł się również myśliwy i redaktor Paweł Gdula - kiedyś naczelny "Łowca Polskiego", oficjalnego pisma PZŁ, dziś szef portalu myśliwskiego "Wildmen". "Portal Oko press - krytycznie nastawiony do myśliwych - kolejny raz zaatakował" - napisał dziennikarz. W innym miejscu nazwał reportaż "wielką manipulacją".

Bronił wulgarnego zachowania swoich kolegów po strzelbie, a nawet robił z nich ofiary:

"Myśliwi jak każda grupa społeczna w prywatnych rozmowach używa wulgaryzmów i opowiada mało śmieszne »żarty«. I tak było tym razem. Organizatorzy polowania z góry byli skazani na pożarcie".

Zaznaczył jednak, że myśliwi mogą z tej sytuacji wyciągnąć "lekcję":

  • "Po pierwsze! Nie wolno zabierać na polowania dziennikarzy – pamiętajcie, że większość z nich nie ma zamiaru zrobić obiektywnego materiału o polowaniu – nawet jeśli tak mówią!
  • Po drugie! Nie powinno się zabierać na polowania osób postronnych jeśli nikt ich nie zna! Dotyczy to również naganiaczy! Pamiętajcie, że można filmować i nagrywać z ukrycia i nikt tego nie zauważy.
  • Po trzecie! Las to nie nasza własność. Jesteśmy jednym z wielu użytkowników i musimy się przyzwyczaić, że nasi przeciwnicy będą blokować polowania zbiorowe i indywidualne!".

Ani słowa o tym, że zachowanie myśliwych było zwyczajnie naganne. Gdula ograniczył się tylko do uwagi, że "wszyscy chcemy być potomkami »Rycerzy Świętego Huberta«, niestety nasze zachowanie najczęściej nie pasuje do tego wizerunku".

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne