Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

"Reportaż pewnie długo będzie się odbijał czkawką w naszym środowisku, ale być może w końcu wyciągniemy wnioski z tej lekcji!" - napisał myśliwy Paweł Gdula, szef łowieckiego portalu "Wildmen".

Stanowisko w tej w sprawie wydały nawet Polski Związek Łowiecki (PZŁ) i Zarząd Okręgowy PZŁ w Szczecinie, a organizator polowania wystosował oświadczenie z przeprosinami.

Po emisji reportażu jeden z myśliwych został zawieszony w prawach członka tej organizacji.

Przeczytaj także:

Zgwałcić kijem z kornikiem

I Ogólnopolskie Polowanie Dian odbyło się 16 listopada w lasach koło Szczecina. Polowało 47 pań myśliwych, które - od rzymskiej bogini łowów - nazywa się Dianami. Mężczyźni szli w nagance. Organizatorem było Koło Łowieckie "Żubr" ze Szczecina. Na miejscu byli też aktywiści ruchów antyłowieckich, którzy starali się uniemożliwić polowanie.

To właśnie tam Robert Kowalski pojechał z kamerą. Nagrał wypowiedzi, które myśliwym przyniosły wstyd.

Jakby taką aktywistkę „w mordę nastrzelać i zgwałcić, to by więcej na polowanie nie przyjechała” - powiedział myśliwy z nagonki na widok aktywistki z ruchu antyłowieckiego. „Ja bym w pysk, ja bym nie wytrzymał, jebnąłbym"' - dodaje inny.

Ktoś jeszcze zasugerował niby żartem, że trzebaby ją zgwałcić "kołkiem z kornikami".

„Tradycja schodzi na psy. To pierwsze polowanie, z którego trzeźwy wracam" - powiedział pod koniec polowania inny z myśliwych na koniec łowów. "Współczujemy ci bardzo" - odpowiedzieli mu koledzy myśliwi. Przypomnijmy, że spożywanie alkoholu podczas polowań jest surowo wzbronione.

Wszystko to wybrzmiało fatalnie również dlatego, że PZŁ stara się o wpisanie kultury łowieckiej na listę dziedzictwa krajowego UNESCO.

Koło przeprasza i zawiesza

"Dziesięć minut po emisji zapowiedzi filmu zadzwonił do mnie z pretensjami Krzysztof Gładki, prezes Koła Łowieckiego Żubr" - mówi Robert Kowalski.

"Powiedziałem mu, by potraktował ten film jako lustro, w którym mogą przejrzeć się myśliwi. I w ten sposób spróbować zobaczyć, kim są" - dodaje dziennikarz OKO.press.

Na Facebooku 27 listopada głos zabrał PZŁ. Alicja Fruzińska, rzeczniczka prasowa Związku, podkreśliła, że organizacja stanowczo sprzeciwia się naruszaniu zasad etyki oraz kultury łowieckiej i nie zezwala na "negowanie kultury osobistej". "Zaistniałe zachowanie zostało uznane za niedopuszczalne w społeczności myśliwskiej jak i w życiu prywatnym" - napisała, choć nie wskazała konkretnie, czy chodzi o wypowiedzi o biciu i gwałceniu, czy o piciu alkoholu.

Do posta załączono również stanowisko Zarządu Okręgowego (ZO) PZŁ w Szczecinie oraz kierownictwa koła łowieckiego. "W wyniku przeprowadzenia postępowania wewnątrzorganizacyjnego wobec osób będących członkami Polskiego Związku Łowieckiego podlegających jurysdykcji okręgu szczecińskiego,

zostały wyciągnięte konsekwencje w postaci zawieszenia w prawach członka Koła na okres 1 roku" - czytamy w piśmie ZO.

Prezes Koła Łowieckiego "Żubr" w Szczecinie Krzysztof Gładki potwierdził tę informację w swoim oświadczeniu. Z jego pisma wynika, że ukaraną osobą był jeden z tych naganiaczy - będący też myśliwym - którzy mówili o pobiciu i zgwałceniu aktywistki. Szef koła przeprosił za to zachowanie w imieniu zarządu.

Napisał też, że materiał filmowy z polowania miał być autoryzowany przez zarząd koła, co nie jest prawdą.

Rady redaktora Gduli

Do naszego reportażu w felietonie "Tradycja i kultura" odniósł się również myśliwy i redaktor Paweł Gdula - kiedyś naczelny "Łowca Polskiego", oficjalnego pisma PZŁ, dziś szef portalu myśliwskiego "Wildmen". "Portal Oko press - krytycznie nastawiony do myśliwych - kolejny raz zaatakował" - napisał dziennikarz. W innym miejscu nazwał reportaż "wielką manipulacją".

Bronił wulgarnego zachowania swoich kolegów po strzelbie, a nawet robił z nich ofiary:

"Myśliwi jak każda grupa społeczna w prywatnych rozmowach używa wulgaryzmów i opowiada mało śmieszne »żarty«. I tak było tym razem. Organizatorzy polowania z góry byli skazani na pożarcie".

Zaznaczył jednak, że myśliwi mogą z tej sytuacji wyciągnąć "lekcję":

  • "Po pierwsze! Nie wolno zabierać na polowania dziennikarzy – pamiętajcie, że większość z nich nie ma zamiaru zrobić obiektywnego materiału o polowaniu – nawet jeśli tak mówią!
  • Po drugie! Nie powinno się zabierać na polowania osób postronnych jeśli nikt ich nie zna! Dotyczy to również naganiaczy! Pamiętajcie, że można filmować i nagrywać z ukrycia i nikt tego nie zauważy.
  • Po trzecie! Las to nie nasza własność. Jesteśmy jednym z wielu użytkowników i musimy się przyzwyczaić, że nasi przeciwnicy będą blokować polowania zbiorowe i indywidualne!".

Ani słowa o tym, że zachowanie myśliwych było zwyczajnie naganne. Gdula ograniczył się tylko do uwagi, że "wszyscy chcemy być potomkami »Rycerzy Świętego Huberta«, niestety nasze zachowanie najczęściej nie pasuje do tego wizerunku".

Na zdjęciu Robert Jurszo
Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze