Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Uczestnicy homofobicznej blokady II Marszu Równości w Lublinie usiłowali przebić się przez kordon policji i zaatakować pokojowy, tęczowy pochód. Jak się okazało, mieli przy sobie materiały wybuchowe własnej roboty. Jak informuje lubelska "Wyborcza”, dwie spośród 38 zatrzymanych przez policję osób posiadały „pojemniki z gazem połączone z petardą”. OKO.press zapytało eksperta, jak groźna dla manifestujących mogła być detonacja bomb domowej roboty.

„Taka samoróbka, złożona z typowych elementów, wrzucona w środek zgromadzenia stanowi zagrożenie już nie dla zdrowia, ale dla życia. W promieniu kilku metrów razi odłamkami, a wybuch i fala uderzeniowa mogą prowadzić do eksplozji bębenków usznych” – komentuje dla OKO.press Ryszard Cichy, były funkcjonariusz służby dochodzeniowo-śledczej, autor książki o Milicji Obywatelskiej oraz powstawaniu polskiej mafii pt. Naprędce napisana historia (wyd. Znak, wkrótce ekranizowana).

Cichy:

„W promieniu nawet kilkudziesięciu metrów możliwa jest reakcja układu krwionośnego zwana szokiem. Grozi to zawałem lub utratą świadomości. W takim promieniu rozprzestrzenia się też gaz z pojemnika. Dodatkowym elementem jest panika. Bez najmniejszej przesady można powiedzieć, że to śmiercionośne zjawisko, które odbiera ludziom zdolność oceny sytuacji i instynkt samozachowawczy”.

Ekspert porównuje działanie samoróbki do używanego przez antyterrorystów granatu huk-błysk, które mają zadanie zneutralizować cel, nie powodując poważnych obrażeń. Jednak domowa produkcja jest bardziej nieprzewidywalna i nie testowana pod kątem bezpieczeństwa.

Przeczytaj także:

Dzięki działaniom policji, która sprowadziła do Lublina posiłki z całego kraju, uczestnikom pokojowego Marszu Równości nic się nie stało. W zabezpieczeniu zgromadzenia użyto ciężkiego ekwipunku, miotaczy gazu oraz armatek wodnych. Obecni byli także funkcjonariusze wyposażeni w strzelby. Jak podaje lubelska komenda policji, homofobi rzucali w funkcjonariuszy m.in. kostką brukową.

Wcześniej Marszu Równości zakazał prezydent Lublina Krzysztof Żuk (Platforma Obywatelska) ze względu m.in. na ryzyko zamieszek. Decyzję krytykował Rzecznik Praw Obywatelskich, a uchylił ją sąd z miażdżącym uzasadnieniem.

[0]=68.ARBn8lqhJ53pQXKhqtFF-dROLD2VkydwF-cKYK4wzzOWzBgXh-ZOmGIEsS-MivJGBJVy3j_aUXKTEPR5wNXFwj0PK3B5rGdFbRBTlFPD0yFpDp4WMutHTrd_5eZofurijJ92F3wvuV_DW8dFuDmucZjd_xMKSZUJa0hgIASpqLLMWZmR5QitR0Ecq2BbKIz7Q25SE3Rgktbgz6qJu5RqxEPPlFi_E-fIYA5N_exw3xsd3HgGnk5yR2FsufIl5QftLYI6tUL2Wxqt6M160tU4yj6u1UTepLt96i50udE9vCH46a8a5LKcBowvmn5OaWEh8eGzLxBmpaRZi5HXKURlmo49KUJVfAiKl7v7iLGMktnhBiHTkCGZwR47EZV3AbP915KNGANb9fwdeHmBE0Lz8Fo6nQxARFZe04DFFl-nN8Fp3I1PRqbdT3rZa3mNfPIMUbUWMUkIrZrwbJVN1eps9A9RSg&__tn__=-R

Złożona z ok. setki osób kontrmanifestacja wykrzykiwała hasła takie jak „Lublin miastem bez dewiacji” czy „Zawsze i wszędzie policja j...a będzie”, odśpiewała też Rotę. Obecny był na niej mężczyzna z wytatuowanym na głowie symbolem niemieckiej partii nazistowskiej (tzw. Parteiadler), a także osoba w koszulce z krzyżem celtyckim, międzynarodowym symbolem rasistów używanym m.in. przez norweskich nazistów, obecnie zakazanym w Niemczech i Włoszech. Obok nich eksponowano banery Młodzieży Wszechpolskiej i walczącej z dostępem do legalnej aborcji fundacji PRO - Prawo do życia, która prowadzi homofobiczną kampanię pod hasłem „Stop pedofilii”.

View post on Twitter

Kontrmanifestanci atakowali również dziennikarzy dokumentujących blokadę. Dziennikarz obywatelski Michał Szymanderski-Pastryk, nagrywający dla strony Społeczna Inicjatywa Medialna, pierwotnie działający z Obywatelami RP, został celowo trafiony w twarz butelką. W kierunku reporterki Agaty Kubis, fotografującej wydarzenia dla OKO.press, jeden z homofobów rzucił puszką. Reporterka została zraniona w czoło. Dziennikarz Maciek Piasecki, nagrywający relację na żywo, został pobity przez grupę czterech osób, zniszczono mu także sprzęt do nagrywania.

View post on Twitter
„Dziennikarze, którzy w obawie o własne bezpieczeństwo, będą powstrzymywali się od relacjonowania trudnych, niewygodnych lub budzących duże emocje tematów, nie będą w stanie w pełni realizować tej funkcji. Ucierpi na tym nie tylko ich prawo do rozpowszechniania informacji, ale przede wszystkim prawo opinii publicznej do ich otrzymywania”.
Na zdjęciu Maciek Piasecki
Maciek Piasecki

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. W OKO.press relacjonuje na żywo protesty i sprawy sądowe aktywistów. W 2020 r. relacjonował demokratyczny zryw w Białorusi. Stypendysta programu bezpieczeństwa cyfrowego Internews.

Komentarze