0:00
02 października 2019

Podczas Marszu Równości w Lublinie mogli zginąć ludzie. Ekspert: Domowa bomba zagrożeniem dla życia

28 września policjanci znaleźli przy uczestnikach blokady lubelskiego Marszu Równości „pojemniki z gazem połączone z petardą”. „Taka samoróbka w promieniu kilku metrów razi odłamkami i prowadzi do eksplozji bębenków usznych. W dalszej odległości może wywołać zawał, utratę świadomości, panikę” – mówi OKO.press były funkcjonariusz wydziału kryminalnego.

Wydrukuj

Uczestnicy homofobicznej blokady II Marszu Równości w Lublinie usiłowali przebić się przez kordon policji i zaatakować pokojowy, tęczowy pochód. Jak się okazało, mieli przy sobie materiały wybuchowe własnej roboty. Jak informuje lubelska "Wyborcza”, dwie spośród 38 zatrzymanych przez policję osób posiadały „pojemniki z gazem połączone z petardą”. OKO.press zapytało eksperta, jak groźna dla manifestujących mogła być detonacja bomb domowej roboty.

„Taka samoróbka, złożona z typowych elementów, wrzucona w środek zgromadzenia stanowi zagrożenie już nie dla zdrowia, ale dla życia. W promieniu kilku metrów razi odłamkami, a wybuch i fala uderzeniowa mogą prowadzić do eksplozji bębenków usznych” – komentuje dla OKO.press Ryszard Cichy, były funkcjonariusz służby dochodzeniowo-śledczej, autor książki o Milicji Obywatelskiej oraz powstawaniu polskiej mafii pt. Naprędce napisana historia (wyd. Znak, wkrótce ekranizowana).

Cichy:

„W promieniu nawet kilkudziesięciu metrów możliwa jest reakcja układu krwionośnego zwana szokiem. Grozi to zawałem lub utratą świadomości. W takim promieniu rozprzestrzenia się też gaz z pojemnika. Dodatkowym elementem jest panika. Bez najmniejszej przesady można powiedzieć, że to śmiercionośne zjawisko, które odbiera ludziom zdolność oceny sytuacji i instynkt samozachowawczy”.

Ekspert porównuje działanie samoróbki do używanego przez antyterrorystów granatu huk-błysk, które mają zadanie zneutralizować cel, nie powodując poważnych obrażeń. Jednak domowa produkcja jest bardziej nieprzewidywalna i nie testowana pod kątem bezpieczeństwa.

Dzięki działaniom policji, która sprowadziła do Lublina posiłki z całego kraju, uczestnikom pokojowego Marszu Równości nic się nie stało. W zabezpieczeniu zgromadzenia użyto ciężkiego ekwipunku, miotaczy gazu oraz armatek wodnych. Obecni byli także funkcjonariusze wyposażeni w strzelby. Jak podaje lubelska komenda policji, homofobi rzucali w funkcjonariuszy m.in. kostką brukową.

Wcześniej Marszu Równości zakazał prezydent Lublina Krzysztof Żuk (Platforma Obywatelska) ze względu m.in. na ryzyko zamieszek. Decyzję krytykował Rzecznik Praw Obywatelskich, a uchylił ją sąd z miażdżącym uzasadnieniem.

View post on Facebook

[0]=68.ARBn8lqhJ53pQXKhqtFF-dROLD2VkydwF-cKYK4wzzOWzBgXh-ZOmGIEsS-MivJGBJVy3j_aUXKTEPR5wNXFwj0PK3B5rGdFbRBTlFPD0yFpDp4WMutHTrd_5eZofurijJ92F3wvuV_DW8dFuDmucZjd_xMKSZUJa0hgIASpqLLMWZmR5QitR0Ecq2BbKIz7Q25SE3Rgktbgz6qJu5RqxEPPlFi_E-fIYA5N_exw3xsd3HgGnk5yR2FsufIl5QftLYI6tUL2Wxqt6M160tU4yj6u1UTepLt96i50udE9vCH46a8a5LKcBowvmn5OaWEh8eGzLxBmpaRZi5HXKURlmo49KUJVfAiKl7v7iLGMktnhBiHTkCGZwR47EZV3AbP915KNGANb9fwdeHmBE0Lz8Fo6nQxARFZe04DFFl-nN8Fp3I1PRqbdT3rZa3mNfPIMUbUWMUkIrZrwbJVN1eps9A9RSg&__tn__=-R

Złożona z ok. setki osób kontrmanifestacja wykrzykiwała hasła takie jak „Lublin miastem bez dewiacji” czy „Zawsze i wszędzie policja j...a będzie”, odśpiewała też Rotę. Obecny był na niej mężczyzna z wytatuowanym na głowie symbolem niemieckiej partii nazistowskiej (tzw. Parteiadler), a także osoba w koszulce z krzyżem celtyckim, międzynarodowym symbolem rasistów używanym m.in. przez norweskich nazistów, obecnie zakazanym w Niemczech i Włoszech. Obok nich eksponowano banery Młodzieży Wszechpolskiej i walczącej z dostępem do legalnej aborcji fundacji PRO - Prawo do życia, która prowadzi homofobiczną kampanię pod hasłem „Stop pedofilii”.

View post on Twitter

Kontrmanifestanci atakowali również dziennikarzy dokumentujących blokadę. Dziennikarz obywatelski Michał Szymanderski-Pastryk, nagrywający dla strony Społeczna Inicjatywa Medialna, pierwotnie działający z Obywatelami RP, został celowo trafiony w twarz butelką. W kierunku reporterki Agaty Kubis, fotografującej wydarzenia dla OKO.press, jeden z homofobów rzucił puszką. Reporterka została zraniona w czoło. Dziennikarz Maciek Piasecki, nagrywający relację na żywo, został pobity przez grupę czterech osób, zniszczono mu także sprzęt do nagrywania.

View post on Twitter
„Dziennikarze, którzy w obawie o własne bezpieczeństwo, będą powstrzymywali się od relacjonowania trudnych, niewygodnych lub budzących duże emocje tematów, nie będą w stanie w pełni realizować tej funkcji. Ucierpi na tym nie tylko ich prawo do rozpowszechniania informacji, ale przede wszystkim prawo opinii publicznej do ich otrzymywania”.

Udostępnij:

Maciek Piasecki

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. W OKO.press relacjonuje na żywo protesty i sprawy sądowe aktywistów. W 2020 r. relacjonował demokratyczny zryw w Białorusi. Stypendysta programu bezpieczeństwa cyfrowego Internews.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne