Stanisław Piotrowicz wystąpił 12 grudnia 2016 w Sejmie i opowiedział nową wersję wydarzeń z 1982 roku. Wniosek z jego wypowiedzi jest taki, że weekend poseł poświęcił na dopasowanie opowieści o swojej biografii do ujawnionych w ostatnim tygodniu okoliczności i faktów

Przeszłość posła Piotrowicza stała się jednym z najważniejszych tematów ubiegłego tygodnia po tym, jak reporter TVN24 dotarł do Antoniego Pikula, który zaprzeczył rewelacjom posła, który twierdził, że w stanie wojennym pomagał opozycjonistom.

To nie pierwsza wpadka posła w sprawie jego biografii. Wcześniej przekonywał, że nie podpisał aktu oskarżenia w sprawie Pikula – choć okazało się, że na aktach w IPN widnieje jego czytelny podpis. Pod koniec ubiegłego tygodnia poseł Piotrowicz zapadł się pod ziemię, a media informowały, że w instrukcjach dla swych polityków PiS nakazuje bronić Piotrowicza.

Piotrowicz przedstawił w Sejmie nową wersję wydarzeń z 1982 roku. OKO.press wskazuje na dwie zmiany w biografii posła, które nastąpiły w ostatni weekend. Po pierwsze, poseł przyznał, że jako prokurator podpisał akt oskarżenia Antoniego Pikula, czemu wcześniej zaprzeczał. Po drugie, przestał wstydzić się swojej komunistycznej przeszłości, która przeszkadzała mu jeszcze w grudniu 2013 roku.

Oskarżałem, ale nie przed sądem


Nie ma mojego podpisu na akcie oskarżenia, jest jedynie przepisane przez maszynistkę moje nazwisko. Na tym dokumencie nie ma żadnej mojej parafki. Mój udział w tej sprawie zakończył się na zaznajomieniu podejrzanego z aktami sprawy.

Stanisław Piotrowicz, "Gazeta Polska Codziennie" - 05/12/2013

fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Piotrowicz sam przyznał się do podpisania aktu oskarżenia.


Pierwszą zmianą w biografii Piotrowicza jest rezygnacja z twierdzenia, że nie podpisał aktu oskarżenia Antoniego Pikula.  W 2013 roku w „Gazecie Polskiej Codziennie” poseł przekonywał, że na akcie oskarżenia jego podpisu nie ma .

To przekonanie ewoluowało – jeszcze 10 dni temu w Sejmie poseł przekonywał, że „tam w ogóle mojego nazwiska nie ma. Proszę sięgnąć do akt postępowania, bo pan zobaczy, bo te dokumenty są w IPN i pan zobaczy, że w tej sprawie występowali zupełnie inni prokuratorzy, a nie ja”.

Dziś przyznał, że akt oskarżenia „parafował” – i twierdził, że zrobił to dlatego, że napisany przez niego wcześniej protokół uniemożliwiał skuteczne oskarżenie Pikula. Tłumaczył, że wcześniej kategorycznie wypierał się podpisu, ponieważ sprawy nie pamiętał. Co zdziwiło dziennikarzy – była to przecież  jedna z jeydnie dwóch spraw politycznych, które prowadził.

Obecnie Stanisław Piotrowicz twierdzi, że „nie oskarżał Pikula przed sądem” – co wedle obecnego stanu wiedzy na temat jego działalności prokuratorskiej jest prawdą.

Wstydziłem się, albo już się nie wstydzę


Wstydzę się, że należałem do PZPR i nie zachowałem się w tamtym czasie heroicznie.

Stanisław Piotrowicz, "Gazeta Polska Codziennie" - 05/12/2013

fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Teraz uważa teraz, że nie ma się czego wstydzić, bo postępował heroicznie.


Drugą zmianą jest wyparcie się wypowiedzi z wywiadu dla „Gazety Polskiej Codziennie”, w której w 2013 roku poseł Piotrowicz mówił, że „wstydzi się, że był w PZPR i nie zachował heroicznie”.

Podczas konferencji 12 grudnia poseł mówił już, że nie ma się czego wstydzić, ponieważ w czasach komuny zajmował się tylko przestępczością powszechną, a w dwóch sprawach politycznych, z którymi miał styczność, postąpił tak, że nie doszło do skazania podsądnych.



Słaby materiał dowodowy

Wypowiedzi Stanisława Piotrowicza na konferencji w Sejmie nie są wprost sprzeczne z tym, co w TVN24 o sprawie z 1982 roku mówił sam Antoni Pikul. Były opozycjonista uważa, że materiał dowodowy w jego sprawie był zbyt wątły i dlatego nie został skazany ani za pierwszym razem – gdy oskarżenie podpisał Stanisław Piotrowicz,  ani za drugim razem, gdy sprawę prowadził wojskowy prokurator Zdzisław Pęcak.

Słabość materiału dowodowego nie jest jednak zasługą posła Piotrowicza, a brak wyroku skazującego Pikula przy drugim podejściu świadczy o tym, że Piotrowicz nie zrobił niczego nadzwyczajnego dla Pikula, skoro prokurator wojskowy uzyskał w sądzie tyle samo – czyli uniewinnienie.

Piotrowicz opowiadał, że w 1982 roku został skierowany do prokuratury w Jaśle, gdzie spośród spraw kryminalnych ttrafiła mu się polityczna sprawa Antoniego Pikula. Skontaktował się z obrońcą Pikula – późniejszym senatorem, Stanisławem Zającem, który zginął w katastrofie smoleńskiej i z nim przeprowadził „rozmowę, jak może pomóc podejrzanemu”.

Wspólnie z obrońcą miał udać się do zakładu karnego, gdzie sporządził protokół, w którym widać błędy dowodowe prokuratury, a Antoni Pikul wycofał się z wcześniejszych zeznań.

Według Piotrowicza ten protokół doprowadził po pierwsze do jego degradacji – został z delegacji do prokuratury wojewódzkiej przed czasem odesłany do prokuratury rejonowej – oraz do uniewinnienia Pikula. Ta teza posła nie broni się logicznie: równie dobrze słabość materiału dowodowego mogła nie dawać szans na skazanie ani Piotrowiczowi, ani Pęcakowi.

Poseł nie umiał też odpowiedzieć na pytania dziennikarzy, którzy chcieli wiedzieć, jak udało mu się otrzymać w 1986 roku brązowy medal za zasługi w pracy partyjnej i prokuratorskiej oraz dlaczego, mimo deklarowanych dziś, demokratycznych przekonań, przyjął to odznaczenie.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press