Dezinformacja, „emocjonujące” treści oraz nieubłagane algorytmy. Media się kończą? Może jeszcze nie? W czerwcu OKO.press skończyło 10 lat i wchodzi w drugą dekadę. Dołączcie do naszego urodzinowego lajwa 19 czerwca o godzinie 20:30 na kanale YouTube i porozmawiajcie z nami o przyszłości mediów.
Trudno w to uwierzyć, ale OKO.press kończy 10 lat. To był burzliwy czas dla demokracji, społeczeństwa obywatelskiego, a także mediów. Dziękujemy, że byliście w tym razem z nami: na ulicach, na naszym portalu, na YouTube, na naszych kanałach w mediach społecznościowych. Nie możemy się doczekać kolejnej dekady, ale zanim skoczymy w przyszłość, chcemy porozmawiać o krajobrazie, w którym funkcjonują dziś tradycyjne media. Może być chwilami depresyjnie, bo to krajobraz trudny i najeżony trudnościami. Ale z nutą nadziei! Chociażby dlatego, że nie po to powstaliśmy 10 lat temu i nie po to rozwijaliśmy się przez te 10 lat, by się teraz zwijać, rezygnować z tego, co ważne. Chcemy więcej.
Do dyskusji zaprosiliśmy dziennikarzy z różnych redakcji: Konrada Piaseckiego (TVN24), Agnieszkę Lichnerowicz (Polskie Radio), Katarzynę Kasię (TVP) i Agnieszkę Mazuś (Jawny Lublin).
Dołączajcie do naszego lajwa (transmisji na żywo online) 19 czerwca o godzinie 20:30 na kanale YouTube. Jest o czym rozmawiać, bo ostatnie 10 lat bardzo zmieniło logikę i sposób naszej pracy. Ale część pozostała niezmienna. To dobrze, czy źle?
Kiedyś wystarczył mocny temat, nieujawnione wcześniej informacje albo chwytająca za serca historia. Dziś treść nie obroni się sama – jesteśmy zależni od zewnętrznych graczy, którzy na nas zarabiają i których jedna decyzja może mieć ogromny wpływ na nasze zasięgi.
Algorytmy platform cyfrowych (nazywanych kiedyś społecznościowymi) jak Facebook, YouTube, czy Instagram sprawiały, że media mogły jednego dnia ze swoimi treściami docierać szeroko do nowych odbiorców. Ale kolejnego dnia tracić kontakt ze swoimi czytelnikami i widoczność w sieci w wyniku przesunięć w polityce korporacji.
Wyszukiwarki, których – jak sama nazwa wskazuje – ludzie używali, gdy chcieli znaleźć interesującą ich informację, również były narzędziem działającym na rzecz widoczności mediów. Zwłaszcza tych, które opłaciły reklamy lub które opanowały sztukę pisania artykułów pod SEO – algorytmy wyszukiwania i wyświetlania tekstów. Niemniej, wejścia z wyszukiwarek to znaczna część źródeł odwiedzin na stronach.
Coraz powszechniejsze użycie modeli językowych AI, w tym tych proponowanych przez wyszukiwarkę, sprawia, że coraz mniej osób trafia na informację, skąd pochodzi wyświetlana wiadomość, a więc nie przechodzi na strony mediów, które wytworzyły treści.
Według badań branżowych skłonienie użytkownika Google do kliknięcia w link prowadzący do źródła informacji jest dziś 10 razy trudniejsze niż dziesięć lat temu. A i tak Google ma najwyższy poziom konwersji do źródeł ze wszystkich modeli językowych na rynku. Badania pokazują, że co trzeci bot wykorzystujący sztuczną inteligencję narusza ograniczenia dostępu do treści stron wydawców, w tym treści chronionych paywallem.
Modele językowe żerują na pracy dziennikarzy i dziennikarek, a platformy, które nimi zarządzają, ani nie płacą twórcom, ani nie rekompensują strat wynikających z niższego ruchu na stronach wydawców.
Także logika platform cyfrowych zmieniła się nie zasadniczo – nie chodzi już o to, co szerują nasi znajomi albo profile, które kiedyś polubiliśmy. Na pewno nie tylko słyszeliście, ale sami doświadczyliście tego, co to znaczy „gównowacenie” internetu. Zamiast odpowiedzi na nurtujące was pytania, dostajecie treści maskujące reklamy, a także niskiej jakości potok filmików wygenerowanych przez AI. Skrolującym podsyłane są viralowe treści twórców, częściej niż interesujące ich informacje i konta.
W badaniu Instytutu Reutersa aż 70 proc. wydawców z całego świata przyznało, że rosnąca liczba i coraz większe znaczenie tzw. twórców kontentu i influencerów budzi ich obawy w kontekście walki o czas i uwagę czytelników. Odpowiedzią na to jest np. współpraca z nimi, by promować treści swoich mediów (przyznaje się do tego 50 proc. wydawców).
Znacznie częściej wydawcy wybierają strategię polegającą na upodabnianiu dziennikarzy do twórców i influencerów (76 proc. wskazań).
To niekoniecznie złe zjawisko w świecie, w którym konkurujemy nie tyle z treściami politycznymi czy newsami, ile z każdą możliwą treścią. Konkurujemy o uwagę przebodźcowanych użytkowników.
Dziennikarze muszą więc dziś dbać nie tylko o jakość swoich materiałów, ale i marki osobiste. Znać się nie tylko na temacie, który poruszają, ale na audiowizualnej obróbce swoich materiałów. Być biegłymi w klasycznym warsztacie dziennikarskim i abecadle social mediów.
Z badań Pew Research Center z 2025 roku wynika, że młodzi ludzie na całym świecie wyraźnie przedkładają media społecznościowe nad portale informacyjne, jeśli chodzi o konsumowanie wiadomości.
W grupie 18-24 lata ponad połowa osób zwraca uwagę raczej na wiadomości podane przez indywidualnych twórców niż tradycyjne marki informacyjne. Ten trend odwraca się na korzyść mediów takich jak OKO.press dopiero wśród użytkowników po 55. roku życia. Młodzi konsumują wiadomości nie tylko inaczej, ale i bardziej przygodnie, a więc rzadziej. Codziennie z pasmem informacji styka się 64 proc. osób w wieku 18-24 lata, dla porównania wśród osób po 55. roku życia ten odsetek rośnie do 87 proc.
Najmłodsi odbiorcy nie są też szczególnie otwarci na wiadomości – tylko jedna na trzy osoby deklaruje, że jest nimi zainteresowana. A treści polityczne są na końcu wszystkich zestawień.
Z badań CBOS wynika, że młodzi Polacy i Polki również czerpią informację o kraju i świecie głównie z mediów społecznościowych (39 proc.). Tradycyjne portale informacyjne są na drugim miejscu (34 proc.). Za to telewizję ogląda zaledwie 12 proc. osób w wieku 18-24 lata.
Przyzwyczailiśmy się, że w mediach ścigamy się na czas. Panuje dyktat tego, co klikalne, co ma większą szansę ponieść się w sieci. Celem mediów społecznościowych nie jest już dostarczenie użytkownikom wartościowych treści, ale przykucie do ekranu za wszelką cenę. A w sieci najlepiej niosą się treści skrajne, kontrowersyjne, wywołujące silne emocje, wzmacniające polaryzację.
Według części badań są platformy, będące rozsadnikiem narracji prawicowych, które realnie wpływają na radykalizowanie się ich użytkowników. Jedną z nich jest X, kiedyś Twitter.
Z analizy Amnesty International przeprowadzonej we współpracy z Instytutem Transparentności Algorytmicznej, wynika, że od 2022 roku pracę na platformie straciło ok. 80 proc. moderatorów, czuwających do tej pory nad standardem publikowanych tam treści. W polskim portalu X pracują... dwie (!) osoby, które sprawdzają jakość postów. Na jednego użytkownika platformy (w Polsce jest ich 5,3 mln) przypada więc 0,00000038 moderatorów.
Raport, zatytułowany „Śmierć przez tysiąc cięć”, wskazywał, że odświeżony algorytm, którego celem ma być zwiększenie zaangażowania użytkowników, pompuje treści nacechowane negatywnie, często odwołujące się do prawicowego imaginarium. Taki krajobraz premiuje skrajnie poglądy i postaci – także w życiu politycznym – a hejt skierowany jest najczęściej wobec mniejszości, szczególnie społeczności LGBT+.
Algorytmy karmią się też dezinformacją. Nic dziwnego, że w 2025 roku w badaniu Pew Research Center aż 72 proc. respondentów w 25 krajach uznało, że rozpowszechnianie fałszywych informacji w internecie stanowi poważne zagrożenie dla ich kraju. A rekord takich wskazań padł w Polsce – aż 85 proc. ankietowanych uznało to za najważniejsze zjawisko groźniejsze niż choroby zakaźne (60 proc.) czy terroryzm (59 proc.).
Rozsiewanie dezinformacji nie wymaga wcale bardzo zaawansowanych narzędzi. Algorytmy nastawione na zaangażowanie kosztem jakości, czy modele LLM, które karmią się danymi z internetu, często są naturalnym narzędziem do rozsyłania nieprawdziwych informacji. Dziś wystarczy metodycznie zainfekować internet, żeby nieprawdę poniosły dalej aplikacje oparte na AI.
Przykład? Rosyjska operacja Pravda, uznana przed ekspertów od cyberbezpieczeństwa za majstersztyk w wojnie informacyjnej. Służby Kremla stworzyły miliony artykułów pełnych dezinformacji i kłamstw na temat Ukrainy i wojny tylko po to, by modele językowe je zaindeksowały i uznały za fakt. A potem truciznę podawały dalej.
Obrazy i filmy wygenerowane z udziałem AI są już stałym elementem walki politycznej. Geert Wilders w Holandii rozsyłający apokaliptyczny film ukazujący kraj po wyborach żyjący zgodnie z prawem szariatu czy Sławomir Mentzen w Polsce tworzący filmową satyrę na prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – to tylko krople w morzu politycznych treści wygenerowanych z użyciem najnowszych technologii.
Od 10 lat działamy po swojemu, nie ignorując jednocześnie środowiska, w którym się poruszamy. Nie zasypujemy naszych czytelników nadmiarem treści, drobiazgowo selekcjonujemy tematy, którymi chcemy się z wami dzielić.
Gdy tylko się da, hamujemy emocje, zastępując je danymi. Ale gdy trzeba tupnąć nogą, często wbrew społecznej emocji, nie chowamy głowy w piasek. Mamy swoje zdanie i wartości. Ważne są dla nas między innymi równość, prawa człowieka, Unia Europejska, praworządność, walka z dezinformacją, przeciwdziałanie faszyzacji przestrzeni publicznej. I wolna Ukraina.
Od początku naszej działalności nie odrywamy się od korzeni dziennikarstwa, publikując śledztwa, newsy i pogłębione reportaże. Ale także kompaktowe podsumowania najważniejszych tematów w rolkach na Instagramie.
Sami zastanawiamy się, jaki będzie finał tych wszystkich procesów, które mają wpływ na działanie mediów, a szerzej – na debatę publiczną. Czy będziemy ofiarami algorytmów, które zepchną nas na margines życia publicznego?
A może przesyt niezweryfikowanymi treściami sprawi, że wzrośnie zapotrzebowanie na wysokiej jakości dziennikarstwo, tworzone przez zaangażowanych świadomych dziennikarzy?
Przekonajcie się razem z nami!
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Komentarze