Białystok podczas wyborów samorządowych może stać się opozycyjnym wyłomem na politycznej mapie wschodniej Polski. Tak przynajmniej mówią najnowsze sondaże – choć Podlaskie to PiS-owskie zagłębie, opozycja może wygrać w stolicy regionu. Pod warunkiem, że razem z urzędującym prezydentem stworzy silną listę zjednoczonych środowisk anty-PiS

Kilka dni temu drugie już badanie opinii publicznej (zlecone co prawda przez Urząd Miejski) potwierdziło, że w wyborach samorządowych bezkonkurencyjnym kandydatem na prezydenta Białegostoku jest Tadeusz Truskolaski, pełniący tę funkcję nieprzerwanie od 2006 roku. Ma na tyle wysokie poparcie, że może liczyć na zwycięstwo już w I turze.

Nowy sondaż przyniósł jednak jeszcze jedną informację: jeśli w mieście powstanie wspólna lista wszystkich środowisk opozycyjnych, pokona Prawo i Sprawiedliwość, zdobywając większość w radzie miasta. Kluczowe zadanie przed opozycją to zbudowanie jak najszerszego frontu wyborczego. Czy to się może udać?

Podlaskie zagłębiem PiS-u? Nie wszędzie

Wschodnia Polska tradycyjnie kojarzy się z wysokim poparciem dla PiS. Zwłaszcza województwo podlaskie uważane jest za PiS-owskie zagłębie. To tutaj podczas każdych wyborów padają rekordy poparcia dla partii Jarosława Kaczyńskiego. W silnie prawicowym powiecie wysokomazowieckim Andrzej Duda podczas wyborów prezydenckich zdobył ponad 80 proc. głosów, a PiS w wyborach parlamentarnych – prawie 70 proc.

Podobnie wysokie poparcie odnotowano w powiatach łomżyńskim i zambrowskim. Ale wystarczy przyjrzeć się regionowi bliżej, by zobaczyć jego niejednorodność polityczną. Południowo-wschodnia część województwa, która przez lata głosowała na lewicę, od pewnego czasu popiera Platformę Obywatelską.

W przygranicznym powiecie hajnowskim Bronisław Komorowski zdobył 70 proc. poparcia, tam też w wyborach do parlamentu wygrała Platforma Obywatelska. PO może też tradycyjnie liczyć na poparcie w innych powiatach południowo-zachodnich.

Źródło: Wikipedia

Natomiast przestrzenią ostrej walki politycznej jest stolica województwa Białystok. Od 2004 roku rządzi w nim Tadeusz Truskolaski – w pierwszych dwóch kadencjach kandydat Platformy Obywatelskiej (choć nigdy nie był jej członkiem), cztery lata temu startujący w wyborach samorządowych z własnym komitetem. To właśnie wtedy stoczył morderczy bój z kandydatem PiS-u Janem Dobrzyńskim (obecnym senatorem).

Ostatecznie wygrał z nim 64 proc. do 36 proc., za to PiS wygrał wybory do rady miasta i zyskał w niej samodzielną większość – co spowodowało, że całą kadencję naznaczyły spory między prezydentem a niechętnymi mu radnymi PiS. Wszystko wskazuje jednak na to, że konflikty nie zniechęciły mieszkańców Białegostoku do Truskolaskiego, a nawet przeciwnie – umocniły jego pozycję. Jak to możliwe?

Białystok: kadencja konfliktów z PiS-em

Cztery lata temu środowiska opiniotwórcze w mieście zarzucały Truskolaskiemu, że inwestuje w „beton”, a zapomina o ludziach. Choć jego pierwsza kadencja, skoncentrowana głównie na dużych inwestycjach infrastrukturalnych, przyniosła mu sukces, tak kolejne cztery lata „Białegostoku w budowie” zniechęciły część mieszkańców.

Powszechnie doceniano zmianę oblicza miasta, ale oczekiwano już czegoś innego. To, oraz podział między PO a Truskolaskim, który wystartował w wyborach z własnym komitetem, spowodowały, że w wyborach triumfował PiS. Jego działacze nie potrafili się jednak pogodzić z tym, że nie mają władzy wykonawczej w mieście, dlatego skonfliktowali się z prezydentem.

Przez jakiś czas Truskolaski próbował się z nimi nieoficjalnie układać, ale szybko stało się jasne, że żadnego porozumienia nie będzie. Prezydent zrozumiał to chyba wtedy, gdy w październiku 2016 roku radni obniżyli mu wynagrodzenie z 13 tys. zł do 9,2 tys. zł brutto. Oficjalnym powodem było nieuzyskanie absolutorium – nie udzielili mu go oczywiście radni PiS. Prezydent sprzeciwił się tej decyzji i podał sprawę do sądu. Tak zaczęła się jawna wojna.

Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku

Kto na niej skorzystał? Jak się okazuje – Truskolaski. Jego wojna z PiS-em nabrała bowiem rozmachu dokładnie wtedy, gdy w kraju zaczął narastać obywatelski sprzeciw wobec polityki PiS. Październik 2016 to przecież pierwszy Czarny Protest kobiet. To czas formowania się KOD-u, demonstracji związanych z Trybunałem Konstytucyjnym, potem – kryzysu w Sejmie.

Polacy dzielili się na dwa polityczne obozy – i tak jak wcześniej prezydent Białegostoku stał nieco w poprzek politycznych podziałów, tak w tym okresie, również ze względu na osobiście dotykające go decyzje, opowiedział się wyraźnie po stronie antyPiS.

Z miesiąca na miesiąc stawał się najbardziej wyrazistym w mieście politykiem (czy samorządowcem) stawiającym czynny sprzeciw PiS-owi. Ponieważ nie ukrywał swoich doświadczeń, walki o podwyższenie pensji, kolejnych absurdalnych dla obozu antyPiS sporów (np. o nazwy ulic, lokalizację pomnika Lecha Kaczyńskiego, budowę pomnika Romana Dmowskiego etc.) – przeciwnicy PiS zaczęli widzieć w nim lokalny symbol walki z rządzącą partią. Trudno ocenić, na ile świadomie się to stało, ale prezydent zyskał wizerunek samorządowca, która stara się zachować rozsądek i zrobić coś sensownego w mieście – a PiS ciągle mu przeszkadza.

W samorządzie liczy się stabilność

Oczywiście nie wszyscy, którzy dziś popierają Truskolaskiego, to osoby niechętne PiS-owi. Wielu ludzi nie interesuje krajowa polityka i nie chce uczestniczyć w żadnym politycznym sporze. Oni doceniają przede wszystkim stabilny rozwój miasta i spokój gwarantowany przez obecnego prezydenta. Gospodarczo Białystok się rozwija, jest coraz więcej ofert pracy, płace w sektorze prywatnym rosną – nie aż tak jak w innych miastach w kraju, ale jednak jest lepiej.

Do tego Truskolaski w tej kadencji mocno postawił na działania społeczne, a znacznie mniej podkreśla zaangażowanie w twarde inwestycje. Systematycznie wspiera klub Jagiellonia Białystok, jest zapalonym kibicem piłki nożnej – co buduje jego sympatię wśród kibiców. W mieście odbywają się coraz większe imprezy sportowe, a na wsparcie prezydenta mogą też liczyć organizatorzy masowych imprez biegowych – które popularnością wśród mieszkańców biją na głowę wszystkie inne wydarzenia.

Dużo dało także podjęcie przez prezydenta jednoznacznych kroków przeciwko narodowcom, przynoszącym miastu złą sławę. Wcześniej raczej irytował się na media piszące o Białymstoku jako o stolicy rasizmu – niż na samych narodowców maszerujących w centrum. W reakcji na ich ekscesy prym wiodła Platforma, nie prezydent. Ale przez ostatni rok dużo się zmieniło, miasto zaczęło jednoznacznie reagować na zawłaszczające przestrzeń publiczną zachowania nacjonalistów, a Truskolaski potrafi nawet zrezygnować z udziału w uroczystościach – także organizowanych przez podległy mu urząd – gdy pojawia się na nich ONR.

 Silny prezydent, brak liderów partyjnych

Przy tym wszystkim Truskolaskiemu zwyczajnie sprzyja słaba sytuacja w innych środowiskach. Tak naprawdę bowiem poza nim nie widać w mieście żadnego wyraźnego lidera. Platforma nie ma dziś kogo wystawić na prezydenta – były wojewoda i obecny wicemarszałek województwa z PO Maciej Żywno zaangażowany jest bardziej w sprawy całego regionu, zaś szef podlaskiej PO poseł Robert Tyszkiewicz nigdy nie wykazywał zainteresowania funkcjami samorządowymi.

Co jeszcze ważniejsze, PiS także nie potrafi zaproponować nikogo, kto mógłby stanąć do wyrównanej walki z Truskolaskim. Podobno swoich sił  chce spróbować poseł Jacek Żalek z Porozumienia Jarosława Gowina – miałby startować jako kandydat Zjednoczonej Prawicy. O innych ewentualnych kandydatach PiS nawet nie słychać. Co jakiś czas o możliwym starcie wspomina narodowiec Adam Andruszkiewicz, poseł Wolnych i Solidarnych ( WiS powstała z b. posłów Kukiza). Jakie mają szanse, pokazuje najnowszy sondaż: Truskolaski ma w nim 56 proc. poparcia, Żalek – 14, niezależny kandydat, obecny radny Wojciech Koronkiewicz – 5 proc. a Andruszkiewicz – 4 proc. Wg sondażu Truskolaski wygrywa z nimi wszystkimi w I turze.

Nieoficjalnie mówi się, że o prezydencki fotel chciałaby powalczyć także kandydatka reprezentująca ruchy miejskie, Katarzyna Sztop-Rutkowska, socjolożka z Uniwersytetu w Białymstoku. Zgromadzone wokół niej środowisko Inicjatywa dla Białegostoku (działacze społeczni, artyści, ale także członkowie partii „Razem”) kilka tygodni temu ogłosiło swój start w wyborach samorządowych. Oficjalnie nie przedstawili kandydata na prezydenta, dlatego nie są uwzględniani w sondażach, mówi się jednak o tym, że Sztop-Rutkowska chciałaby stanąć do walki.

Nie wiadomo, czy się na to ostatecznie zdecyduje, natomiast na pewno obywatelska Inicjatywa dla Białegostoku wystawi kandydatów na radnych. I w tym momencie łamie się wymarzony scenariusz Tadeusza Truskolaskiego, który swój start w najbliższych wyborach (oficjalnie decyzji jeszcze nie ogłosił) uzależnia od prawdopodobieństwa zdobycia większości w radzie miasta przez jego listę kandydatów.

Prezydent nie chce kolejnej kadencji z wrogą mu radą. To dlatego zależy mu na szerokiej, wspólnej liście opozycyjnej. I to właśnie takiej liście dają dziś zwycięstwo w Białymstoku najnowsze sondaże. Na zjednoczone środowiska opozycyjne zagłosowałoby 46 proc. białostoczan, a na PiS w takim układzie – jedynie 23 proc.

Ruchy miejskie stają do walki

Nie ma dziś żadnych danych, które pozwoliłyby ocenić, jaki procent wyborców może poprzeć Inicjatywę dla Białegostoku – lewicujące ruchy miejskie nigdy jeszcze w Białymstoku nie startowały. Czy Inicjatywa może zrezygnować z odrębnego startu i dołączyć do list Truskolaskiego? Mało prawdopodobne, bo ten komitet dziś atakuje głównie opozycję, zwłaszcza PO, i to z nią chce walczyć w wyborach. Połączenie sił raczej nie wchodzi więc w rachubę.

Do tego start ze swoją listą zapowiada również SLD, które choć mocno osłabione i mało widoczne, także w jakimś stopniu odbierze głosy liście Truskolaskiego.

Jakie środowiska mogą się więc skupić wokół prezydenta? Na pewno tradycyjnie Platforma oraz Nowoczesna – liderem .N w regionie jest syn prezydenta, poseł Krzysztof Truskolaski. Do nich zapewne dołączy środowisko prawosławne, które od trzech kadencji startuje z list PO. To ważna w mieście mniejszość.

Czy na listach będzie ktoś jeszcze? Cóż, to pierwszy tegoroczny sprawdzian wyborczy pozycji Truskolaskiego – będzie musiał pokazać, że ma siłę przyciągania nowych grup.

PiS milczy – i pracuje u podstaw

Mimo sondaży opozycja nie powinna lekceważyć lokalnego PiS-u. Niskie wyniki prezydenckie posła Żalka oraz brak wyraźnego lidera w PiS nie oznaczają wcale przegranej tego ugrupowania. PiS w mieście od dawna szykuje się do wyborów samorządowych, intensywnie pracując u podstaw.

Radni i członkowie partii są stale obecni w małych społecznościach miejskich, na osiedlach, w parafiach, w szkołach. Wykonują pracę mało widoczną z perspektywy mediów czy elit intelektualnych stolicy regionu, ale bardzo istotną dla ludzi. Wydaje się, że cała strategia wyborcza PiS dla Białegostoku polega właśnie na pracy u podstaw, jak najpóźniejszym wyłonieniu kandydata na prezydenta, aby go zbyt wcześnie nie spalić – oraz bardzo intensywnej kampanii wyborczej.

Tu naprawdę wszystko może się zdarzyć.

Wybory samorządowe zawsze są wyborami specyficznymi. W nich bardziej niż szyld partii liczą się lokalni liderzy oraz poziom motywacji kandydatów. Kluczem może być więc słabość przeciwnika – także ta personalna, oraz aktywność działaczy podczas kampanii.

W Białymstoku PiS jest osłabiony właśnie brakiem lidera. To zresztą również słabość Platformy, ale ona może poprzeć obecnego prezydenta, a PiS nie ma kim tej pustki zapełnić. W lokalnych wyborach tracą na znaczeniu podziały typowe dla krajowej polityki, liczy się jedynie pozycja konkretnych kandydatów i siła lokalnych komitetów.

Krajowa polityka zaczyna nabierać mocy dopiero na poziomie sejmików wojewódzkich – i w Podlaskiem zacięty bój będzie toczył się właśnie o sejmik. Dziś rządzi w nim koalicja PSL-PO, ale dotychczasowe sondaże wskazują na bezapelacyjne zwycięstwo wyborcze PiS.

Nic więc dziwnego, że wg nieoficjalnych informacji szef białostockiego PiS Artur Kosicki, związany politycznie z ministrem Krzysztofem Jurgielem, zarezerwował dla siebie pierwsze miejsce na liście do sejmiku, i nie zamierza walczyć o miasto.

 Sondaż na zlecenie Urzędu Miejskiego w Białymstoku zrealizowała w dniach 5-13 marca pracownia ABR Sesta, metoda CATI, próba: 700 mieszkańców Białegostoku.

Anna Mierzyńska analizuje funkcjonowanie polityki w sieci, jest specjalistką marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Poprzednio była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza.


Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autor zewnętrzny.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym