Stanowisko Episkopatu nie zawiera nic nowego. Pokrzywdzeni mają już dość przeprosin i modlitwy. Pedofilią w kościele powinna zająć się komisja złożona ze świeckich fachowców oraz środowiska pokrzywdzonych - piszą Marek Lisiński i Artur Nowak z Fundacji "Nie lękajcie się" w odpowiedzi na list Episkopatu z przeprosinami za kościelną pedofilię

Oświadczenie fundacji ” Nie lękajcie się” w związku ze stanowiskiem Konferencji Episkopatu Polski z dnia 19 listopada 2018


Marek Lisiński – prezes Fundacji „Nie lękajcie się”, pomagającej ofiarom pedofilii w Kościele Katolickim.
Artur Nowak – adwokat, publicysta, współautor (z Małgorzatą Szewczyk-Nowak) książki dokumentalnej o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” oraz „Dzieci, które gorszą”, zawierających historie ofiar i dzieci księży katolickich.


19 listopada w trakcie Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski biskupi zajęli stanowisko w sprawie wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych. W treści ogłoszonego dokumentu padło jak zwykle wiele wielkich słów, ale zabrakło konkretów. Biskupi przyznają, że również w Polsce miały miejsce sytuacje seksualnego wykorzystywania dzieci i młodzieży, zapowiadają zebranie stosownych danych mających pokazać skalę zjawiska oraz przypominają, że zostały opracowane zasady reagowania na czyny przestępne duchownych, których ofiarami są nieletni. Biskupi apelują, by osoby pokrzywdzone przez duchownych zgłaszały krzywdy do przełożonych kościelnych oraz do odpowiednich organów państwowych.

Stanowisko polskiego Episkopatu nie zawiera niczego nowego.

Wydanie wytycznych w sprawie nadużyć wobec nieletnich to nie żadna dobra wola, czy też inicjatywa polskich biskupów, ale obowiązek każdego kościoła lokalnego nakazany przez Watykan. Już ponad cztery lata temu, w lutym 2014 roku, stanowiąca własność episkopatu Katolicka Agencja Informacyjne zapowiadała, że w ciągu kilku miesięcy kościół wyda Białą Księgę dotyczącą pedofilii wśród duchownych. Prezes tej agencji Marcin Przeciszewski był przekonany, że „Okaże się, że problem nadużyć seksualnych w Kościele nie jest wcale tak wielki, jak to się niekiedy przedstawia”. Minęły ponad cztery lata i księgi nie ma. Wielokrotnie wygłoszono frazesy o rzekomej polityce zera tolerancji wobec sprawców czynów pedofilskich w przestrzeni Kościoła. Jak jest naprawdę – pokazują fakty.

Dobrym przykładem pokazującym gorliwość biskupów w walce z pedofilią jest chociażby sprawa księdza Pawła Kani. Biskupi wypuszczali bestię na żer. Kania ma na sumieniu wiele niewinnych ofiar.

Hierarchowie – szczególnie biskupi Marian Gołębiewski i Jan Tyrawa – stworzyli mu warunki, by kalał kolejne dzieci, pozwalali mu uczyć religii w szkołach, przenosili z miejsca na miejsce.

Nie wzięli za to odpowiedzialności. Watykan o sprawie Kani był informowany wybiórczo, a biskupi wbrew prawu kościelnemu nie zawiadomili o sprawie na czas Kongregacji Nauki Wiary. Arcybiskup Gołębiewski dopiero po zatrzymaniu księdza Kani poinformował Kongregację o jego nadużyciach. Siedem lat po tym, gdy było już wiadomo, że przejawia skłonności pedofilskie. Przez ten czas hierarchowie przerzucali go z parafii na parafię, z Wrocławia do Bydgoszczy i z powrotem, stwarzając mu doskonałe warunki, by krzywdził dzieci. W nowych miejscach był anonimowy, nie wzbudzał podrzeń. Jedną z jego ofiar był nieletni Antek. Gdyby nie fakt, że został przeniesiony, nigdy by nie skrzywdził tego chłopca. Obecnie adwokat ofiary domaga się od kurii Bydgoskiej i Wrocławskiego pół miliona tytułem zadośćuczynienia.

Jeszcze we wrześniu 2013 roku ksiądz Grzegorz K. pełnił funkcję proboszcza na warszawskim Tarchominie, pomimo że dwa lata wcześniej dopuścił się molestowania ministranta w Otwocku. Na arcybiskupie Hoserze nie zrobił wrażenia fakt, że wobec sprawcy w marcu 2013 roku Sąd Rejonowy w Otwocku wydał wyrok skazujący oraz że toczyło się kolejne śledztwo o molestowanie nieletnich w innej parafii. Ksiądz K. posadę stracił po interwencji mediów. Kuria wszczęła wobec sprawcy postępowanie kanoniczne dopiero w 2014 roku.

W 2012 roku ksiądz Roman J., były proboszcz parafii w Małej na Podkarpaciu, został za molestowanie nieletniej prawomocnie skazany na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu.

Biskup rzeszowski Jan Wątroba zrezygnował z wymierzenia księdzu dodatkowej kary, tzw. kościelnej. Swoją decyzję skwitował szokującym uzasadnieniem: „Jego wina jest wątpliwa”.

Biskup postanowił przywrócić skazanego księdza do pracy duszpasterskie, uzasadniając tę decyzję tym, że „Posądzenie o przestępstwa seksualne wobec nieletnich pojawiało się po latach nienagannie przeżytych i nigdy więcej się nie powtórzyło”. Czy biskup brał pod uwagę jak się czuje ofiara, której zarzucił pomówienie?

Ks. Roman Kramek, skazany w USA w 2005 roku na karę pozbawienia wolności za napaść seksualną na 17-latkę, od 2009 roku do października 2018 roku był proboszczem w Orzechowie.

Dopiero po opublikowaniu tej szokującej informacji przez media, metropolita warmiński Józef Górzyński skierował sprawę księdza Kramka do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Czekano z tym blisko dziesięć lat.

Oto prawdziwa twarz polskiego Kościoła w sprawie pedofilii. Czy biskupi, którzy mają za nic bezpieczeństwo dzieci, transferują pedofilów z parafię na parafię, dają jakąkolwiek rękojmię, by ich słowa traktować poważnie?

Symbolem postawy Kościoła w sprawie ofiar jest wreszcie fakt, że prymas Wojciech Polak od pół roku nie odpowiada na prośbę o spotkanie Marka Lisińskiego, lidera Fundacji „Nie lękajcie się”, jedynej organizacji skupiającej ofiary księży. Ma natomiast czas na udzielanie wywiadów, w których treści górnolotnie opowiada o rzekomej trosce Kościoła o ofiary. To pokazuje hipokryzję prymasa Polaka, a może po prostu brak odwagi, by stanąć twarzą w twarz z pokrzywdzonymi. Ubrać się w ornat i prawić frazesy to żadna sztuka. Chrześcijaństwo jest bardziej wymagające.

Za zło należy zadośćuczynić, również finansowo. Słowa przeprosin to zaledwie krok. W dniu 22 stycznia 2018 Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał prawomocny wyrok w głośnej sprawie Kasi, bohaterki reportażu Justyny Kopińskiej opublikowanego w „Dużym Formacie”. Sąd przyznał ofierze księdza aż milion złotych zadośćuczynienia i 800 złotych dożywotniej, comiesięcznej renty. Według sądu płacić ma sam Kościół, a nie zdegenerowany ksiądz-bankrut. Ale Polski Kościół ma swoje prawo, nieprzejednanie stoi na stanowisku, że nie jest adresatem roszczeń pokrzywdzonych.

W przyjętych przez Konferencję Episkopatu Polski 20 czerwca 2009 roku wytycznych oraz w znowelizowanych wersjach tego dokumentu określającego zasady postępowania kanonicznego wobec duchownego, który seksualnie molestował nieletnich, ciągle znajduje się niepozostawiający wątpliwości zapis: „Odpowiedzialność karną oraz cywilną za tego rodzaju przestępstwa ponosi sprawca jako osoba fizyczna”.

Pokrzywdzeni mają już dość przeprosin i modlitwy, chcą konkretów.

Polska nie może być wyjątkiem, pedofilią w Kościele powinna zająć się komisja złożona ze świeckich fachowców oraz środowiska pokrzywdzonych. Kościół nie może być sędzią we własnej sprawie.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym