"Zostałam skuta i poturbowana, a na policji nawet nie ma protokołu z tego zdarzenia" - publikujemy relację Anny Prus, której funkcjonariusze uszkodzili rękę. Prus będzie skarżyć policję do prokuratury.
To była jedna z najbrutalniejszych akcji policji wobec protestujących obywateli - mówią uczestnicy o rozbiciu pikiety pod KRS w piątek 27 kwietnia

W piątek 27 kwietnia 2018 grupa studentów próbowała zablokować bramę wjazdową na teren Prokuratury Krajowej, gdzie odbywało się pierwsze posiedzenie nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Towarzyszyli im m.in. Obywatele RP i członkinie Warszawskiego Strajku Kobiet.
OKO.press było na miejscu, na gorąco opisaliśmy brutalną interwencję policji. Uczestnikom wykręcano ręce, ciągnięto po ziemi, zakładano dźwignię na ręce, podduszano. Piotr Stańczak (Obywatele RP) chodzący o lasce został przygnieciony do chodnika i wleczony do policyjnej furgonetki.

Annie Prus z Warszawskiego Strajku Kobiet (na zdjęciu, na gipsie ma napis: „Policja mi to zrobiła”) policjanci wykręcili rękę, z powodu obrażeń trafiła do lekarza – dostała silne środki przeciwbólowe. „Policjant za wiele razy uderzył w jedno miejsce i zrobił się krwiak. Wcześniej bardziej uważali. Cała policyjna procedura nie była dla mnie niczym nowym, ale tym razem przyczyna była dość błaha” – mówi Anna Prus OKO.press.

W sobotę 28 kwietnia kilkanaście osób pikietowało pod komendą na Malczewskiego na Mokotowie, gdzie w piątek przewieziono zatrzymanych. Przynieśli transparent „Przepraszam, czy tu biją?”. Anna Prus mówi OKO.press, że jeszcze w sobotę rano na budynku komendy był napis „Biją, bo wolno”. Po południu został zmazany.

pikieta pod komendą na ul. Malczewskiego w Warszawie, 28 kwietnia 2018, fot. Aleksandra Perzyńska

Oto relacja Anny Prus z piątkowego protestu. Zdjęcia: Aleksandra Perzyńska.


„Mieliśmy ze sobą 15 podobizn sędziów tworzących nowy skład KRS i transparent z napisem „Nie dla politycznych sędziów”. Stanęliśmy przy wjeździe na parking przy alei Niepodległości. Druga grupa była przy wejściu od ulicy Rakowieckiej. Na początku przyglądało się nam dwóch skonsternowanych policjantów, nie wiedzieli, co z nami zrobić.

Kiedy zaczęły przyjeżdżać limuzyny z nowymi sędziami, zaczęliśmy chodzić po przejściu, żeby je zablokować, ustawiliśmy się w szeregu na całej szerokości ulicy.

W pewnym momencie policja zaczęła powtarzać, że mamy zejść. Zgodnie z naszym zwyczajem – nie zeszliśmy. Michał Szymanderski wyskoczył z naszego rzędu do tyłu, wtedy usłyszeliśmy wrzask. Okazało się, że policja powaliła Michała na ziemię. Wykręcili mu ręce. Jeden z policjantów powtarzał, że prosi o zaprzestanie biernego oporu. Michał cały czas krzyczał.

Ania „Anula” Rykała wyszła z naszego szeregu, żeby zobaczyć, co się dzieje. Wtedy policjantka założyła jej dźwignię na szyję i zaczęła ją podduszać.

Chcieliśmy się przemieścić. Policjanci zaczęli nas spychać w stronę płotka, to była barierka na wysokości łydki. Mogliśmy się o nią przewrócić i upaść. Usiedliśmy zatem, spletliśmy się.

„Jesteś z siebie dumna?”

Policja zaczęła dusić Rafała Suszka, który siedział z nami. Można powiedzieć, że to już tradycja: policja dusi Suszka. Ja próbowałam się przyczepić do któregoś z chłopaków, wiedziałam, że będą narażeni na największe szkody. Chciałam ich w ten sposób chronić. Przytuliłam się do nogi Borysa, na czole miałam nogę Rafała.

Ktoś z naszych próbował Rafała wyrwać. Wtedy policjantka położyła Rafała na chodnik i skuła. W tym samym czasie skuwano Konrada Korzeniowskiego.

Policjant wygiął mi rękę w taki sposób, jakbym miała grzbietem dłoni dotknąć przedramienia. Policjantka stała przed nami i ironicznie się uśmiechała, zapytała mnie jakoś tak: „Jesteś z siebie dumna?”. Odpowiedziałam, że tak, i spytałam, czy ona jest dumna z siebie, skoro to wszystko robi w mundurze.

Poza tą wymianą z policjantką nic nie mówiliśmy do funkcjonariuszy, tylko krzyczeliśmy „ała, co mi robisz człowieku?!”

Trzymałam się cały czas nogi Borysa, ciągnęli mnie po chodniku. Ostatecznie rozplątali nas.
Policjantka, z którą wcześniej rozmawiałam, i drugi policjant położyli mnie w radiowozie. Leżałam tam na plecach z ugiętymi nogami. Policjantka przyklękła na mnie jedną nogą i skuła mnie kajdankami, mimo że nie przejawiałam żadnej agresji.

Trwała interwencja policyjna. Do naszej grupy dobiegli tamci z Rakowickiej. Do radiowozów wnosili kolejne osoby. Ktoś próbował zablokować radiowóz, który wywoził Suszka.

Policjantka zapytała, czy się martwię o znajomych. Powiedziałam, że tak, odpowiedziała, że trzeba było w takim razie pójść z nimi na piwo. Komentowała, że po co to robimy, skoro to nic nie da.

Po co to robię? Żeby pokazać, że społeczeństwo nie jest obojętne na to, co oni robią. To było pierwsze posiedzenie KRS wybranej nielegalnie, niezgodnie z prawem. Chcieliśmy, żeby nowi sędziowie mieli świadomość, że my wiemy – że zostali wybrani niezgodnie z prawem. Społeczeństwo pamięta.

Zaczął mi rosnąć krwiak

Dorzucono mi do radiowozu Tomka Szymanderskiego i Ignacego Nałęcza. Siedzieliśmy i czekaliśmy. Zapytaliśmy, czy jesteśmy zatrzymani. Policjantka odpowiedziała, że tak. Zapytałam, czy mogę wyjąć telefon. Procedura pozwala na użycie telefonu, żeby skontaktować się z adwokatem. Nie pozwolono mi.

Wtedy na wierzchu dłoni zaczął mi rosnąć krwiak. Coraz bardziej bolała mnie ręka.

Przewieziono nas na komendę na Malczewskiego. Czekałam, aż spiszą protokół. Według policyjnej procedury do protokołu można dodać własne uwagi. Poprosiłabym wtedy o lekarza. Ale protokołu nie spisano. Okazało się, że jednak nie jestem zatrzymana. Dostałam tylko wezwanie na przesłuchanie jako podejrzana z 51 art. kodeksu wykroczeń, czyli o zakłócanie porządku publicznego. Wypuszczono mnie.

Trzy inne osoby dostały zarzuty. Wcześniej podczas interwencji policjanci wskazali dwóch chłopaków i powiedzieli: „Tych z kodeksu karnego”. To byli Rafał Suszek i Dawid Winiarski. Zarzuty dostał też Sebastian Sowiński, na początku go z nami nie było, pojawił się, jak siedzieliśmy już w radiowozach. Możliwe, że oberwał rykoszetem.

Zostałam skuta i poturbowana, a na policji nawet nie ma protokołu z tego zdarzenia. Sama pojechałam do lekarza.

Dostałam lek na udrożnienie żył i silne leki przeciwbólowe, mam założony gips z wierzchu. Na ponad 7 dni zostałam unieruchomiona. Pojadę na obdukcję do lekarza sądowego.

Zamierzam złożyć zażalenie na to zatrzymanie, które nie było zatrzymaniem. Racja jest po mojej stronie. Jest sporo wyroków w podobnych sprawach. Będę chciała też zaskarżyć policję do prokuratury, bo odniosłam obrażenia.

Ręka cały czas mnie boli”.

pikieta pod komendą policji na ul. Malczewskiego w Warszawie, 28 kwietnia 2018, fot. Aleksandra Perzyńska
pikieta pod komendą policji na ul. Malczewskiego w Warszawie, 28 kwietnia 2018, fot. Aleksandra Perzyńska
w drodze na pikietę pod komendą policji na ul. Malczewskiego w Warszawie, 28 kwietnia 2018, fot. Aleksandra Perzyńska

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym