02 sierpnia 2020

Policja próbowała wejść do siedziby Lewicy Razem. Bo wywiesili antyfaszystowskie hasła

Warszawscy działacze Razem wywiesili na balkonie hasła: "Powstań przeciwko faszyzmowi", "feminizm, nie faszyzm" oraz transparent z powstańczą kotwicą. Maszerujący nacjonaliści zwyzywali ich, życzyli im śmierci, obrzucili butelkami. Na koniec do biura partii próbowała wejść policja, zarzucając działaczom lewicy "zakłócanie legalnego zgromadzenia"

"Dzisiejszy marsz był organizowanym przez konkretne środowiska wydarzeniem propagandowym, a nie żadnym marszem czci czy pamięci. Nie zgadzamy się na to i dlatego zorganizowaliśmy się z młodzieżówką w kilka godzin, by przynajmniej obecnością sprzeciwić się faszyzacji przestrzeni publicznej" - mówią warszawscy działacze Razem Dorian Widawski i Anna Pajęcka.

Na balkonie w siedzibie biura partii - na trasie przemarszu nacjonalistów w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego - wywiesili trzy transparenty: "Powstań przeciwko faszyzmowi", "feminizm, nie faszyzm" oraz transparent z powstańczą kotwicą.

fot. Gocha Adamczyk

"Podczas demonstracji usłyszeliśmy kupę wyzwisk i rzucano w nas butelkami" - mówi działacz partii Konrad Wiślicz-Węgorowski. Według ich relacji, krzyczano do nich m.in. "jebane pedały" i "śmierć wrogom ojczyzny".

Najbardziej zaskakujące okazało się jednak zachowanie policji.

"Żadnego wsparcia, żadnego bezpieczeństwa"

"Policjanci przyszli po zakończeniu całej imprezy i chcieli wejść do biura, zobaczyć kto brał udział w naszej kontrze.

Powiedzieli m.in. że zakłóciliśmy legalne zgromadzenia, na co pytałem, w jaki sposób można to zrobić, stojąc w mieszkaniu. Policjanci zarzucali też, że rzucaliśmy butelkami w demonstrantów, chociaż było na odwrót".

Interwencję widać na nagraniu opublikowanym przez jedną z kontrmanifestantek, które weszła za policją do budynku.

Na miejscu była posłanka Lewicy Paulina Matysiak.

"Pojawiłam się w biurze już po samej manifestacji, przypadkiem, w zasadzie chwilę przed interwencją policjantów" - mówi OKO.press Matysiak. "Było ich kilkunastu, chcieli wejść do lokalu, po krótkiej rozmowie ze mną i Konradem Wiśliczem-Węgorowskim po prostu sobie poszli - nie wiedzieli, dlaczego prowadzą interwencję i nie byli w stanie podać podstawy prawnej. Byli spokojni i kulturalni".

Czy weszliby do środka, gdyby nie jej legitymacja poselska?

"Nie mam pojęcia. Ale zrobiło to na nich wrażenie, tak samo jak informacja o tym, że w lokalu mieszczą się biura poselskie posłanek i posłów, w sumie pięciu parlamentarzystów" - mówi Matysiak.

Wiślicz-Węgorowski: "Powiedzieli, że idą zadzwonić. Później zeszliśmy do nich, zapytać, czy wciąż czekają na decyzję i okazało się, że sprawy nie ma".

Warszawscy działacze lewicy zarzucają prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu, że pozwala na agresywną działalność nacjonalistów w rocznicę powstania (obserwator-urzędnik miasta ma prawo rozwiązać demonstrację, jeśli dochodzi do łamania prawa przez uczestników).

"Z roku na rok opór i blokady są coraz mniej liczne. Jasne, takie kontry czy blokady zawsze są nieprzyjemne i wszyscy się boimy, ale gorsza od butelek, które leciały w naszą stronę, była ponad godzinna okupacja biura Lewicy Razem przez policję" - komentują Pajęcka i Widawski.

"Żadnego wsparcia, żadnego bezpieczeństwa, tylko tropienie butelek, które leciały w naszą, nie z naszej strony".

Nacjonaliści maszerują, atak na dziennikarza OKO.press

Marsz Powstania Warszawskiego zorganizowały Stowarzyszenie Marszu Niepodległości i Roty Marszu Niepodległości pod hasłem „Niemieckie zbrodnie nierozliczone”.

Środowiska skrajnej prawicy już od lat próbują nadać obchodom rocznicy powstania agresywny, nacjonalistyczny wymiar. Uczestnicy nieśli transparenty z napisami: „Stop totalitaryzmom”, „Normalna rodzina – silna Polska” i „Ruch Narodowy”. Wznoszono hasła: „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”, „Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa”.

„Ave, Ave, Christus Rex” - krzyczał organizator Robert Bąkiewicz, który przemawiał tuż obok figury Chrystusa przed kościołem św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu - tej samej, na której parę dni temu wywieszono tęczową flagę. Tuż obok członek straży marszu podarł antyfaszystowski baner, aktywistce Elżbiecie Podleśnej wyrwano i podeptano tęczową flagę.

Podczas marszu zaatakowano dziennikarza OKO.press, Maćka Piaseckiego.

„Mówili, że to nie jest dla mnie miejsce. Próbowałem ich obejść, ale pojawiało się coraz więcej osób, które mnie szturchały. Byłem popychany, bity, wreszcie rzucony na ziemię”

- relacjonował Maciek.

Atak na Maćka widać na robionej przez niego transmisji z marszu (pełny zapis na naszym profilu facebookowym: część pierwsza i część druga).

Na marszu przemawiał m.in. poseł Konfederacji Robert Winnicki. „Każda zaraza kiedyś mija. Minęła niemiecka zaraza, która przez sześć lat trawiła Polskę, minęła czerwona zaraza, minie i zaraza tęczowa” - mówił szef Ruchu Narodowego.

W trakcie zgromadzenia uczestnicy podarli i próbowali podpalić tęczową flagę. Policja nie interweniowała.

Udostępnij:

Bartosz Kocejko

Redaktor OKO.press. Kieruje działem społeczno-ekonomicznym. Czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne