Politycy niewiele wiedzą o problemach kultury - artystów, pracowników, o problemach finansowych. Przez dwa dni w Teatrze Powszechnym artyści i działacze społeczni dyskutowali o tym, co robić z zagrożoną kulturą. Na koniec Forum Przyszłości Kultury zaproszono polityków. Ich wypowiedzi zrecenzowali działacze ruchów obywatelskich działających w kulturze

Podczas Forum Przyszłości Kultury spierali się wyłącznie przedstawiciele opozycji. Zaproszenie wysłano też do ministra kultury – jednak wicepremier Piotr Gliński nie przyszedł. Odpowiedział listem (list-do-uczestnikow-forum-przyszlosci-kultury): „Idea obywatelskiej debaty o kulturze jest mi szczególnie bliska” – gdy Agata Diduszko-Zyglewska odczytywała te słowa ministra, ze strony publiczności słychać było śmiech. Minister zaprosił gości Teatru Powszechnego do udziału w Ogólnopolskiej Konferencji Kultury organizowanej przez MKiDN i podzielenia się z ministerstwem wnioskami z niedzielnej debaty.

Wina elit III RP, wina Platformy

„Czy należy zlikwidować ministerstwo kultury?” – rozpoczęli prowadzący Agata Diduszko-Zyglewska (Krytyka Polityczna) i Edwin Bendyk (Polityka). Przypomnieli, że są kraje, gdzie takiego ministerstwa nie ma (np. Stany Zjednoczone czy Niemcy).

„Jak ktoś puści listę, żeby zlikwidować obecne ministerstwo kultury, to pierwszy podpiszę” – odpowiedział Robert Biedroń, prezydent Słupska.

„Ale generalnie uważam, że ministerstwo kultury powinno istnieć” – dodał. Kontrola nad finansami i dbanie o równą dystrybucję środków – taką rolę ministerstwa widzi Barbara Nowacka (Inicjatywa Polska), a Jakub Stefaniak (PSL) chce, żeby ministerstwo odzyskiwało dzieła sztuki, bo samorządy tego nie zrobią.

Jak refren powracały zarzuty wobec poprzednich rządów. Biedroń mówił, że żadna partia po 1989 roku nie zadbała, żeby państwo realizowało konstytucyjne zapisy o równym dostępie do kultury, mówił: „Politycy mieli ogromną pokusę, żeby wykorzystywać instytucje kultury do swoich celów”. Krzysztof Mieszkowski, dawniej dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, a obecnie poseł Nowoczesnej, wytykał politykom poprzednich kadencji, że to oni zniszczyli zaufanie do instytucji publicznych oraz że pozwalali na ich zadłużanie, tak było w przypadku teatru, który prowadził. „W miastach powiatowych instytucje kultury są poddane niesamowitej presji ze strony władz samorządowych, to się działo przez ostatnich 30 lat” – mówił z kolei Mateusz Mirys z partii Razem.

Kiedy Rafał Grupiński, minister kultury w Gabinecie Cieni PO powiedział, że jeden z podstawowych strumieni pieniędzy powinien być kierowany na edukację kulturalną, prowadząca Agata Diduszko zareagowała: „Szkoda, że tak późno na to wpadliście!”, nawiązując do tego, że ludzie kultury, m.in. ruch Obywatele Kultury, przez wiele lat walczyli o program edukacji kulturalnej, a rząd PO ich ignorował.

Pieniądze

Debatujący politycy często powoływali się na przykłady z lokalnej perspektywy, zwłaszcza Biedroń, Mieszkowski i Mirys.

Rafał Grupiński (PO) mówił, że mecenat państwa to mit: włoscy malarze żyli z prowadzenia karczm, a dopiero w drugiej kolejności ze sztuki. Przywołał też przykład Poznania, gdzie ze 100-milionowego budżetu na kulturę 13 milionami zarządza 200 organizacji pozarządowych. Zapowiedział, że jego partia przygotuje projekt przekazania wpływów z CIT i PIT samorządom. W ten sposób miałaby być finansowana kultura. Opracowuje to główny ekonomista partii, wieloletni współpracownik Leszka Balcerowicza, Andrzej Rzońca. Projekt ma być gotowy na początku roku.

Ostro zareagował Mateusz Mirys (Razem):

„Pomysł Platformy, oddać samorządom wpływy z CIT i PIT to pomysł na budowanie wysp nierówności, to jest bardzo groźny pomysł, dziwię się, że PO go zgłasza”.

Biedroń zauważył, że zamożni Polacy i Polki nie chcą przeznaczać pieniędzy na kulturę: „wiele osób ma wrażenie, że kultury nie warto wspierać, państwom, które nie rozumieją wartości kultury, zawsze będzie brakować pieniędzy na kulturę”. Krzysztof Mieszkowski proponował, by umożliwić odpisywanie darowizn na kulturę od podstawy dofinansowania, a także by wszystkie instytucje kultury były finansowane z trzech źródeł: przez miasto, region i źródło centralne.

Barbara Nowacka stwierdziła, że kto za młodu zostanie wyedukowany do korzystania z kultury, również tej kontrowersyjnej, będzie za nią płacił i w przyszłości. Przywołała propozycje Inicjatywy Polska, by państwo finansowało wycieczki szkolne do instytucji kultury przynajmniej raz w roku i darmowy wstęp dla osiemnastolatków przez rok. Uznała, że przyznając fundusze, należy się zastanawiać, co będzie budowało tożsamość przyszłych pokoleń.

Zaorać, zabrać politykom! Opozycja o telewizji publicznej

„Wyobraźmy sobie, że Jacek Kurski jest dyrektorem tego teatru, a on zarządza dużo większą instytucją kultury” – mówił Robert Biedroń. „Wielkim nieszczęściem jest, że największą instytucję kultury oddaliśmy politykom. Zabrać im te zabawki!” Publiczność zareagowała głośnymi oklaskami. Co zatem zrobić?

„Telewizji publicznej nie da się odbudować. Jako członek PSL powiem: trzeba zaorać” – mówił Jakub Stefaniak.

Politycy różnili się w ocenie tego, skąd wziął się kryzys telewizji. Biedroń mówił, że politycy mają zbyt duży wpływ. Mateusz Mirys z Razem widział źródła problemu w sytuacji pracowników: „Telewizja publiczna została spacyfikowana wcześniej przez przerzucenie pracowników na śmieciówki, to umożliwiło zniszczenie tej instytucji i wielu innych instytucji kultury”. Postulował uregulowanie sytuacji pracowników kultury, wprowadzenie emerytury obywatelskiej i uzwiązkowienie. Sala klaskała, a Grupiński ripostował: „W TVP działa 20 związków zawodowych, nie dogadały się i nie umiały ochronić pracowników przed wyprowadzeniem ich na śmieciówki”.

Cierpliwie robić swoje

„Jestem rozczarowana, jest [tutaj] tak mało konkretów, ta rozmowa mogłaby się odbyć w 2008 roku” – podsumowała Aldona Machnowska-Góra, wicedyrektorka Teatru Studio, reprezentująca ruch Kultura Niepodległa. Zwróciła uwagę na ustawy, nad którymi pracuje obecny rząd, m.in. o prowadzeniu działalności kulturalnej i o prawie autorskim – politycy się do nich nie odnieśli. Pierwsza z ustaw prawdopodobnie scentralizuje zarządzanie kulturą – dziś wiele instytucji kultury zależy od samorządów, PiS chce je podporządkować ministerstwu.

Machnowska pytała też, jak zabezpieczyć wynagrodzenia twórcom kultury, którzy nie są na etatach.

„Tematy, które były odkładane przez wiele lat, nagle stały się aktualne. W Polsce od wielu lat brakuje sieci instytucji kultury. W Europie od wielu lat istnieją sieci, które są partnerami do dyskusji, wypracowują legislację” – mówił Piotr Michałowski z wędrującego Forum Kultury Dolnego Śląska.

„Myśmy na to wszystko zasłużyli” – spuentowała Joanna Kos-Krauze z gildii reżyserów. „Myśmy niczego nie zabezpieczyli w kulturze. Dlatego demontaż instytucji jest możliwy w tak zastraszającym tempie.

Jak to odzyskać? Jestem pesymistką. Możemy się obudzić za cztery lata i okaże się, że ten obecny rząd jest bardzo liberalny. Idzie czarna falanga, która uważa tych panów za leśnych dziadków, a PiS-owi się wydaje, że nad tym panuje. Bez edukacji, pozytywistycznej roboty [tego się nie zmieni]”.

Kos-Krauze opowiadała o swoich doświadczeniach w komisji konkursowej ministerstwa kultury na scenariusz filmu historycznego. Zaskoczyły ją życiorysy ludzi, którzy ubiegali się o stypendium, np. wygrane konkursy, którymi się chwalili: „PiS zrobił nieprawdopodobne rzeczy lokalnie, jest nieprawdopodobna ilość konkursów, nawet przewodnicy PTTK mają swoje konkursy na pieśni religijne. Oni tych lat nie przespali. Cierpliwie i nieustępliwie trzeba robić swoje, ale naprawdę trzeba zrobić rachunek sumienia”. Wypowiedź reżyserki nagrodzono gorącymi brawami.


Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Masz cynk?