Prezydent Trump podpisał przyjętą przez Kongres i Senat Ustawę 447, która umożliwia dyplomatyczny nacisk na Polskę w sprawie bezspadkowego mienia ofiar Holocaustu. Politycy PiS nie wiedzą, co o niej powiedzieć - jedni sugerują żydowski spisek, inni narzekają na amerykańską „zdradę”, jeszcze inni mówią, że nic się nie stało. Tłumaczymy, co jest w ustawie

Podpisana 10 maja 2018 roku przez Donalda Trumpa Ustawa 447 ekscytuje media prawicowe oraz polityków PiS od początku jej procedowania w amerykańskim Kongresie. Wiadomość o jej ostatecznym zaakceptowaniu przez prezydenta – chociaż na weto Trumpa, popierającego Izrael jednoznacznie, nie sposób było liczyć – wywołała w najbardziej skrajnych zakątkach naszego internetu jęk zawodu i rozczarowania.

„Trump nas zdradził! Podpisał ustawę 447. Żydzi mogą złupić Polskę nawet na 300 miliardów dolarów!” – napisał portal „Najwyższy Czas!”. W tle krążyła jeszcze teoria spiskowa, według której amerykańscy Żydzi specjalnie wywołali skandal związany z próbą usunięcia pomnika katyńskiego w Jersey City, aby perfidnie odwrócić uwagę od kwestii ustawy. 

W prawicowym internecie można znaleźć dowolne głupstwo, sięgnęliśmy więc do źródła – tekstu ustawy. (Można go znaleźć na stronie Kongresu USA, tutaj.) Zacytujmy streszczenie:

„Ustawa nakazuje Departamentowi Stanu, w odniesieniu do wskazanych krajów [w tym Polski, przyp. OKO.press], żeby dorocznie włączyć albo do odpowiedniego Rocznego Raportu o Prawach Człowieka, względnie do Międzynarodowego Raportu o Wolności Wyznania, albo do innego stosownego raportu, oszacowanie natury i zakresu narodowych praw albo wcielanych w życie polityk dotyczących identyfikacji, zwrotu lub restytucji przejętego w czasach Holocaustu mienia (…)”. 

W szczególności amerykańscy kongresmeni i senatorowie są zainteresowani:

  •  zwrotem mienia prawowitym właścicielom, włączając w to wspólnoty religijne czy własność gmin;
  •  zwrotem cennych zrabowanych ruchomości, takich jak dzieła sztuki, pozostających w rękach prywatnych i będących dziś własnością publiczną;
  •  zwrotem mienia bezspadkowego ofiar Holocaustu w celu „pomocy potrzebującym Ocalałym”;
  •  postępem w rozstrzygnięciu roszczeń amerykańskich obywateli, którzy przeżyli Holocaust oraz ich rodzin.

Przypomnijmy, że ustawa nakłada obowiązki na Departament Stanu – i chodzi tylko o przygotowywanie odpowiednich informacji w opracowywanych przez amerykańską administrację raportach.

Państwo polskie zwróciło nieruchomości należące przed wojną do żydowskich organizacji społecznych i związków religijnych, albo wypłaciło za nie rekompensaty Związkowi Gmin Wyznaniowych Żydowskich (odpowiednią komisję powołano w 1997 roku)

Po 1989 roku Polska nie uchwaliła jednak – mimo kilku podejść – ustawy reprywatyzacyjnej, ostatecznie rozstrzygającej sprawę zwrotu mienia i odszkodowań. Nie tylko dotyczy to mienia żydowskich obywateli II RP, ale także polskich czy niemieckich.

Sprawa mienia bezspadkowego jest szczególnie trudna: zamordowani w czasie Zagłady Żydzi pozostawili ogromny zasób nieruchomości, często bez spadkobierców. Te nieruchomości mają dziś polskich właścicieli. Nie jest jasne, jak je wycenić, jak zrobić ich spis i kto miałby dostać odszkodowanie.

W dodatku część tych nieruchomości zmieniła właścicieli jeszcze w czasie wojny – np. uwięzionych w gettach Żydów zmuszano do sprzedawania za grosze domów czy kamienic. Ta operacja mogła być nawet  legalna, ale z pewnością została dokonana pod przymusem. Angielskie słowo „wrongfully” można tłumaczyć jako „bezprawnie”, ale jego zakres znaczeniowy jest szerszy bywa także tłumaczone jako „niesłusznie”, „bezpodstawnie” i „bez przyczyny”. 

Kongresmen Ed Royce, Republikanin z Kalifornii, mówił w przemówieniu w Kongresie 24 kwietnia (tekst tutaj), że ustawa ma służyć jako narzędzie nacisku – „wskazując i zawstydzając, taka jest tutaj intencja”.

Dodawał: „To prawo daje Stanom Zjednoczonym kolejne narzędzie, aby walczyć o sprawiedliwość dla Ocalałych z Holocaustu oraz ich rodzin.

Mamy nadzieję, że samo uchwalenie ustawy zmotywuje [wskazane jest w niej 46 krajów] do poprawy, jeszcze przed napisaniem raportu.

Już widzimy, że niektóre z tych krajów wznawiają zainteresowanie tematem, i to jest sposób nacisku, którego chcemy użyć”.

Faktycznie, w Polsce sprawa wróciła na agendę. Co mówią więc o niej politycy PiS? 

PiS kluczy

Partia rządząca nie ma w kwestii ustawy 447 jednej wspólnej linii, co jest trochę zaskakujące i może świadczyć o rozregulowaniu się pisowskiej machiny medialnej. Tradycyjnie w sposób bardzo oderwany od rzeczywistości wypowiedział się o ustawie eksminister obrony (i wiceprezes PiS) Antoni Macierewicz.

W wywiadzie dla „Radia Maryja” 10 maja mówił: „Polonia zbiera się, żeby ją zaskarżyć do Sądu Najwyższego, a polska dyplomacja mówi: „E tam, nie zwracajmy na nią uwagi, ona nie ma żadnego znaczenia”. To szokujące. To naprawdę jest wstrząsające.

Ta ustawa bije nie tylko w Polskę i w możliwość zrujnowania naszej gospodarki, ale w honor, dumę i poczucie własnej godności całej Polonii, rozsianej szeroko po świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych”.

Macierewicz oczywiście nie ma racji, kiedy mówi, że ustawa może zrujnować polską gospodarkę (nie ma w niej mowy np. o żadnych sankcjach). To fantazje na użytek prawicowego odbiorcy, którego Macierewicz może postraszyć, że Żydzi przyjdą „nas zrujnują”.

Nie wiadomo też, w jaki sposób ustawa 447 może godzić w „honor” oraz „poczucie godności” Polonii. Dotyczy ona sprawy ewidentnie przez państwo polskie – mamy tu na myśli kolejne rządy, nie tylko rząd PiS – zaniedbanej. Trzeba ją załatwić, a nie jęczeć o honorze; zabieranie cudzej własności nie jest aktem przesadnie honorowym. Ta wypowiedź to także uderzenie Macierewicza, który coraz częściej krytykuje rząd PiS, w ministra spraw zagranicznych.

Oburzał się także – i znów bez sensu – poseł Jan Mosiński (PiS). W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl 10 maja mówił:

„Czy to może rodzić dla nas konsekwencje prawne w rozumieniu prawa międzynarodowego? Nie, ponieważ obce państwo nie może wiązać drugiego państwa, państwa suwerennego, jakimikolwiek decyzjami prawnymi. Pamiętajmy, że w  tym przypadku chodzi być może o majątek o wartości biliona złotych. Natomiast ta ustawa daje jakiś oręż środowiskom żydowskim w USA do działań lobbystycznych”.

Jak pamiętamy, w ustawie nie ma nic o zobowiązaniach ani o „jakichkolwiek decyzjach prawnych”. Mosiński znów więc wyciąga z szafy tego samego chochoła, którego wcześniej używał Macierewicz. Dodaje równie, że Holocaust był „straszną zbrodnią dokonaną przez hitlerowskie Niemcy”, czego nikt nie kwestionuje, i państwo podziemne polskie w nim nie uczestniczyło, czego też nikt nie kwestionuje (naprawdę).

Przypomnijmy, że znów nie o to w ustawie chodzi, tylko o bezprawnie przejęte mienie – przejęte bezprawnie nie przez Niemców, ale przez Polaków. Tych nieruchomości nie da się wymazać z mapy. One mają dziś właścicieli.

O tym poseł Mosiński dziwnym zbiegiem okoliczności nie wspomina. 

Czaputowicz najprzytomniej

Na tym tle najprzytomniej wypada minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. 10 maja przypominał, że w umowie z PRL z 1960 roku  USA przejęły na siebie wszystkie roszczenia swoich obywateli w sprawie pozostawionego w Polsce mienia.

Minister jednak też mówił:Naszym zdaniem ustawa ta jest nie fair, bo dzieli Polaków. (…) To, co chcemy zrobić i co robię, to podkreślamy, że ta ustawa JUST Act ma negatywny wydźwięk i jest niepotrzebna. W tym sensie, że wprowadza rozróżnienie między obywatelami polskimi. (…) Gdybyśmy Polakom zwracali utracone mienie, a nie obywatelom polskim żydowskiego pochodzenia, to wówczas byłaby to dyskryminacja. Czegoś takiego nie ma w Polsce.

Żaden sąd, który przywraca majątki nie weryfikuje czy dana osoba jest Żydem, czy nie. Nie możemy więc zaakceptować narzuconego nam podziału, żeby obywateli polskich narodowości żydowskiej traktować lepiej, bo byłoby to niesprawiedliwie wobec innych”.

Jest to oczywiście argument całkowicie dęty. W przekładzie na język polski brzmi on bowiem: „RP nie rozwiązała sprawy reprywatyzacji dla swoich obywateli, byłoby więc niesprawiedliwe, gdyby rozwiązać ją tylko dla amerykańskich Żydów”.

Czyli: „skoro jesteśmy niesprawiedliwi, to bądźmy równo niesprawiedliwi dla wszystkich”.

Minister ma za to oczywiście rację, kiedy mówi, że w Polsce żaden sąd nie weryfikuje, czy stojący przed nim obywatel jest Żydem, czy nie. Do tego jeszcze nie doszliśmy.

Ustawa 447 jest więc nieprzyjemna dla rządu RP, ale wywarła dokładnie ten skutek, na który liczyli Amerykanie: wymusiła na rządzących zainteresowanie tematem. Ciekawe, czy rząd zrobi coś więcej poza skarżeniem się na amerykańsko-żydowską niesprawiedliwość.

Duża ustawa reprywatyzacyjna w szufladzie

Jak wiadomo, tzw. duża ustawa reprywatyzacyjna przygotowana przez wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego została schowana do głębokiej szuflady przez rząd PiS. Nie ma w niej mowy o mieniu bezspadkowym. O odszkodowania – nie w naturze – mogli by ubiegać się dawni właściciele oraz ich  spadkobiercy – ale tylko jeśli są dziś obywatelami Polski.

Rekompensaty mają wynosić 20 proc. wartości nieruchomości ustalanej na podstawie dziś obowiązujących cen. Będą wypłacane w ratach. Co roku Ministerstwo Finansów będzie przeznaczało określoną na ten cel kwotę. Autorzy projektu szacują, że koszty wyniosą od 10 do 15 mld zł, rząd Jerzego Buzka szacował, że wartość mienia przejętego po wojnie to 190 mld zł.

Czy uchwalenie jakiejś wersji tej ustawy zadowoli autorów ustawy 447? Zobaczymy.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym