„To rodzaj bluźnierstwa mówić źle o narodzie. Naszość jest najważniejsza. Nie lubię pojęcia narodu” - mówiła prof. Magdalena Środa w dyskusji na stulecie praw wyborczych kobiet. Ale to emancypantki-patriotki w 1918 roku wywalczyły te prawa. „Żadna siła polityczna nie mogła się opowiedzieć przeciwko prawom kobiet”, przypomniała Aneta Górnicka-Boratyńska

Czy walka o niepodległość łączy się czy wyklucza z walką o równość kobiet i mężczyzn? W ciągu ostatnich 30 lat kobiety stale słyszały: są sprawy ważne i ważniejsze, wasze prawa to te drugie – muszą poczekać. Jak to się stało, że w 1918 roku czekać nie musiały? Czy nasze prababki miały na to jakiś specjalny przepis?

Co zrobić z faktem, że część kobiet utożsamia się z nacjonalizmem — wiele z nich poszło w Marszu Niepodległości, niektóre popierają skrajnie prawicowe ugrupowania. Czy ruch walki o prawa kobiet powinien wspierać również kobiety-nacjonalistki?

Między innymi na takie pytanie odpowiadały 10 listopada 2018 uczestniczki jednej z dyskusji podczas Gali 100-lecia Praw Wyborczych Kobiet Kongresu Kobiet w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.

Rodzaj bluźnierstwa

„Jedyną różnicą między głosem polskim a głosem sufrażystek [z Zachodu] było to, że Polki zawsze umieszczały walkę o prawa kobiet w kontekście narodowym. Spięcie słowa „naród” i słowa „feminizm” w naszej kulturze ma miejsce.

Być może to było myślenie bardzo racjonalne, praktyczne, w ten sposób żadna siła polityczna nie mogła się opowiedzieć przeciwko prawom kobiet, bo je umieszczały w kontekście narodu” – mówiła Aneta Górnicka-Boratyńska,

autorka m.in. wyboru polskich tekstów feministycznych z lat 1870-1939 „Chcemy całego życia”. „Naród i nacjonalizm to są dwie różne rzeczy. Żadna sufrażystka nie była nacjonalistką, natomiast w każdym tekście – gdyby podłubać – znalazłybyśmy naród”.

Wiązaniu praw kobiet z narodem gorąco sprzeciwiła się prof. Magdalena Środa, filozofka:

„Nie lubię pojęcia narodu. To jest jakiś rodzaj bluźnierstwa mówić źle o narodzie. Chodzi mi o ten ciężki, wielki cień, który ciąży nad Polską i któremu na imię »naród«.

Polski patriotyzm jest nacjonalistyczny. Naród jest wspólnotą zamkniętą, określa swoją tożsamość albo przez swoją przeszłość, albo przez wrogów. Naszość jest najważniejsza. Jesteśmy tym romantyzmem czy chcemy, czy nie chcemy, przesiąknięci. Nasze podstawowe pojęcia mają charakter romantyczny.

Jak możemy się z tego wyzwolić? To jest prawie niemożliwe. Ja mam się za kosmopolitkę. Jestem fanką Unii Europejskiej. Państwo narodowe jest tworem stosunkowo młodym, [ale] być może już jest formą starą i trzeba ją przekroczyć. Widzę pojęcie narodu jako potężne obciążenie”.

Nacjonaliści bronią silnych

Z pojęciem narodu nie utożsamia się też pisarka Sylwia Chutnik:

„Moje poczucie solidarności i siostrzeństwa przechodzi wielką próbę – próba zrozumienia kobiet, które wybierają postawy skrajne. Bliskie jest mi sformułowanie Virginii Woolf, że jako kobieta nie mam ojczyzny. Nie muszę się chować za narodem, jeśli chcę być aktywistką feministyczną.

Dla wielu kobiet chowanie się za tymi pojęciami jest może wewnętrzną emancypacją. W jakiś sposób szukają, budują swoją tożsamość.

Są zawsze kobiety, które niektórzy nazywają strażniczkami patriarchatu. Element strachu jest ważnym elementem tej tożsamości”.

„Nie widzę powodu, żeby tak ostro przeciwstawić indywidualizm i wspólnotę” — sprzeciwiała się z kolei literaturoznawczyni prof. Ewa Graczyk. „Pojęcie narodu zrobiło nam wiele złego, jesteśmy w szponach Kościoła katolickiego, ale nie zmienia to faktu, że ja bym relacje między wspólnotowością i indywidualnością widziała dużo bardziej elastycznie.

Z tego, że okropny jest nacjonalizm nie wynika, że nie istnieją inne wspólnoty,

przez które indywidualność może przechodzić, kiedy są łagodniejsze, więcej dają niż zabierają. Mogę być Polką, Europejką, jestem kobietą, osobą nieheteronormatywną, jestem akademiczką, rozumiem, że istnieją klasy, że mój punkt widzenia nie jest jedyny”.

Prof. Graczyk zauważyła też, że patriotyzm przedwojenny był zupełnie inny niż dzisiejszy:

„Do 1918 roku bycie patriotką oznaczało walkę o wolność słabszych i uciśnionych — narodu, który nie ma wolności. Dziś nacjonaliści bronią praw grupy dominującej. To jest dramatyczna różnica”.

„Odzyskanie niepodległości to moment, kiedy obciążenie tradycją martyrologiczną zyskuje nową szansę. Trzeba tę polskość z czegoś sklecić” — mówiła dr Agata Araszkiewicz, literaturoznawczyni. „Martyrologia zmienia się w sklerotyczny, karłowaty dyskurs i jest też drugi dyskurs, który próbuje się mierzyć z modernizacją, nowoczesnością. Dyskurs emancypacyjny zanika w dwudziestoleciu [międzywojennym] i przechodzi do literatury. Za mało czytamy tę literaturę”.

Czy wspierać kobiety nacjonalistki?

„W Marszu Niepodległości pójdzie wiele kobiet”, zwróciła uwagę prowadząca Aleksandra Klich, wicenaczelna „Gazety Wyborczej” i naczelna „Wysokich Obcasów”. Pytała uczestniczki, co sądzą o kobietach zaangażowanych w ruchy nacjonalistyczne. Czy Kongres Kobiet staje też po ich stronie?

Sylwia Chutnik: „Myślę, że byłabym skłonna siąść z dziewczynami z marszu narodowców. Zawsze byłam skłonna szukać wspólnych płaszczyzn porozumienia. Nauczyła mnie tego działalność społeczna, różne alianse z osobami, które były po drugiej stronie barykady. Ale z biegiem lat mam coraz więcej pytań, czy warto rozmawiać. Nasze życie publiczne sprawia, że zwyciężą silniejsi, ci, którzy przerywają, nie mają wartości demokratycznych.

Jestem w momencie, kiedy zastanawiam się, czy warto się pochylać i szukać tego, co wspólne”.

Prof. Magdalena Środa: „W Kongresie Kobiet miałyśmy taka politykę, żeby wspierać wszystkie kobiety bez wyjątku. Ale teraz mamy jasność, że nie.

Wspieramy kobiety świadome praw kobiet, które działają na rzecz innych kobiet.

Kobiet, które są narzędziami obecnej władzy, jest bardzo dużo. To jest rodzaj radykalnej niewdzięczności. Kobiety, które są dziś u władzy, nie zawdzięczają swojej pozycji naturalnemu kołu historii ani Bogu, ale walce innych kobiet. Stawanie po stronie praw kobiet wiąże się z byciem ośmieszaną, niedocenianą. Stawiamy na kobiety, które dają gwarancję ciągłości, emancypacji, że równość nie będzie związana ze strachem”.

Kobiety, które robią coś po raz pierwszy

„Polska była krajem głęboko feudalnym, jeszcze w okresie międzywojennym resztki feudalizmu trwały. To, o czym mówimy, dotyczy warstwy inteligenckiej, najwyżej kilkunastu procent. Mówimy o inteligentkach z warstwy postszlacheckiej”  zwróciła uwagę prof. Ewa Graczyk.

„Ważne jest żebyśmy patrzyły, co te kobiety robiły praktyczne. To, co pisze Orzeszkowa, jest dość konserwatywne. Ale to, co robiła – nie.

Orzeszkowa w 1863 roku miała odwagę działać w organizacjach kobiecych, które pomagały powstańcom, rozwiodła się z mężem, nie pojechała na Sybir, walczyła o swoje wykształcenie.

Niesłychanie ważne są życiorysy kobiet, które robią coś po raz pierwszy.

Osiągają ogromny procent wolności. W praktyce mogły sobie pozwolić na dość dużo wolności, która była słabo teoretyzowana.

Co krępowało kobiety? Feudalizm. Kościół? Wbrew pozorom, w drugiej połowie XIX wieku nie było tak źle. To czas wielu konfliktów polskości z Kościołem. W XIX wieku Watykan był przeciw wolności Polski. Papież mówił, że Polacy muszą się pogodzić z brakiem wolności. Wszyscy nasi wielcy wieszcze byli skonfliktowani z Kościołem”.

Jestem baba

Agata Araszkiewicz przypomniała, jak protekcjonalnie były traktowane pisarki przez kolegów – Czesława Miłosza czy Witolda Gombrowicza. „Być może to był mój seksizm, baby piszące niezbyt mi się podobały” – mówił Miłosz.

Jedną z głównych bohaterek dyskusji była Irena Krzywicka — publicystka i pisarka, która wraz Tadeuszem Boyem-Żeleńskim prowadziła kampanię na rzecz świadomego rodzicielstwa i liberalizacji prawa do aborcji. To ona przedstawiała konkretne propozycje tego, „jak zbudować nowe tworzące się państwo polskie w sposób liberalny i racjonalny. Świeckie szkolnictwo, świeckie ustawodawstwo cywilne dotyczące ślubów, zniesienie kary śmierci, penalizacji aborcji” — przypominała Aneta Górnicka-Boratyńska.

„Była fenomenem” – mówiła prof. Magdalena Środa. „Krzywicka reprezentuje tradycję zakorzenioną w Europie Zachodniej. Wolnoć, godność, prawo do bezpieczeństwa, równość”.

Prof. Ewa Graczyk przypomniała poetkę Annę Świrszczyńską: „W tomie „Jestem baba” – z niezwykłą odwagą wypowiada się jako feministka, nie jako dumna poetka z elity, tylko w siostrzańskiej więzi z kobietami klasowo ulokowanymi”.

Wspominając powieść Anieli Gruszeckiej „Przygoda w nieznanym kraju”, dr Agata Araszkiewicz, zaproponowała nową ideę patriotyczną: „Tam jest zapisany koncept demokracji narcystycznej. Opowiada o duchowym pobudzeniu dwóch kobiet, które są razem.

Miłość własna, ukochanie własnych możliwości twórczych powoduje, że zupełnie inaczej można zobaczyć drugą osobę. To lekcja otwartej wspólnoty politycznej. Pokochać siebie, żeby zadbać o innych”.


A,b,c,d,e… POMÓŻ nam dokończyć Alfabet buntu!

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym