31 grudnia 2021

Polscy pogranicznicy wyrzucili na Białoruś 16-latka z padaczką i urazem głowy. W lasach grozi mu śmierć

Straż Graniczna wypchnęła na Białoruś 16-letniego samotnego chłopaka z epilepsją i urazem głowy, pomimo złożenia przez aktywistów wniosku o ochronę międzynarodową. Syryjczyk ma leki tylko na 12 godzin, a potem przy ataku na mrozie grozi mu śmierć - ostrzega neurolog. Pogranicznicy zabrali mu telefon, zmniejszając jego szanse na przeżycie. SG milczy

AKTUALIZACJA: Obadahowi udało się ponownie przejść na polską stronę granicy. Odnalazły go aktywistki Grupy Granica, są z nim w szpitalu w Sokółce. "Nie możemy dopuścić do kolejnego pushbacku, bo to dla chłopca śmiertelne zagrożenie!" - pisze GG.

Dwa lata temu 14-letni wówczas Obadah - Syryjczyk, nazwisko znane redakcji - został ranny w głowę w wypadku drogowym. Na tyle poważnie, że dostał padaczki. Od tego czasu bierze regularnie - co 6 godzin - leki. Musi.

"Obadah dostaje ataku krótko po tym, gdy ich nie zażyje", mówi OKO.press jego wuj Mustafa Alderi, który żyje z rodziną w Niemczech - mają tam status uchodźców.

Chłopak nie ma żadnych szans na leczenie w zrujnowanej wojną domową Syrii, dlatego rodzice zdecydowali, że z bratem ruszą do Niemiec, do wuja i jego rodziny. Tam Obadah może leczyć epilepsję. "Tu w Niemczech robiliśmy już konsultacje medyczne i jesteśmy gotowi rozpocząć jego leczenie od razu" – mów nam wuj Mustafa. Aktywiści z Polskiego Forum Migracyjnego dostali dokumenty medyczne chłopca.

Obadah. Fot. archiwum rodzinne.

Wypchnęli 16-latka mimo wniosku o ochronę międzynarodową

W grudniu tego roku 16-latek razem ze starszym bratem, 17-letnim Abdallahem, ruszyli w podróż do Unii Europejskiej, przez Białoruś. Wg ustaleń Grupy Granica bracia przekroczyli granicę Polski i Białorusi 23 grudnia 2021. Ok. 8 km od niej trafili na „wojsko” - nie wiadomo jakie. Uciekali. Abdallah - starszy, silniejszy i zdrowszy - szybciej biegł i zdołał zbiec. Obadah - młodszy, słabszy i z urazem głowy - został zatrzymany. Polscy pogranicznicy wypchnęli go na Białoruś. Starszy brat znalazł kuriera, który zawiózł go do Niemiec, do rodziny. Gdy rozmawiamy z nim telefonicznie, jest bezpieczny ze swoim wujem.

Obadah ponownie przeszedł polską granicę i 29 grudnia policja złapała go ok. 03:00 w nocy w okolicach ul. Kawaleryjskiej 25 w Białymstoku. Tam szukał transportu do Niemiec. Wg naszych informacji trafił do Komendy Miejskiej w tym mieście. Dyżurny w tejże nie chce potwierdzić, że policjanci przekazali młodego Syryjczyka Straży Granicznej. "Ale jeśli był nielegalnym, to na pewno go przekazali straży" – zapewnia nas policjant (nie przedstawia się) w Komendzie Miejskiej, do której przełącza nas dyżurny. Rzecznik prasowy Policji Podlasie nie odbiera telefonu. St. asp. Marcin Gawryluk z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej też nie chce udzielić nam odpowiedzi na pytanie: czy i kiedy przekazali nastolatka z Syrii pogranicznikom. Odsyła do rzecznika, na następny dzień.

Prawnikowi współpracującemu z Grupą Granica, Łukaszowi Lipskiemu udało się potwierdzić, że chłopak był w Komendzie Miejskiej i przekazano go Straży Granicznej. I tutaj trop się urwał. Bo Straż Graniczna nie poinformowała go, w którym ośrodku przetrzymywany jest 16-latek.

„W oddziale Straży Granicznej w Białymstoku powiedzieli mi, że go nie mają i nie potrafią go zidentyfikować po imieniu i nazwisku. Generalnie nie było współpracy ze strony SG, bo aktywiści też próbowali się dowiadywać”, mówi nam Łukasz Lipski.

Rodzina w Niemczech straciła kontakt z Obadahem, gdy zatrzymała go nocą policja.

W działania włączyło się biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Też nie ustaliło gdzie jest Obadah. "Wieczorem 29 grudnia złożyliśmy do SG wniosek o ochronę międzynarodową. Gdy sprawa dotyczy osoby małoletniej, to w jego imieniu wnioski może złożyć inna osoba" – mówi Karolina Czerwińska z Polskiego Forum Migracyjnego, która osobiście składała wniosek. Ten trafił także do RPO, UNHCR, oraz komendanta Podlaskiego Oddziału SG gen. Andrzeja Jakubaszka. Mimo tego w nocy nastolatek został wypchnięty na Białoruś przez polskich pograniczników. Prawdopodobnie w większej grupie.

Aktywiści podkreślają - nastolatek miał przy sobie nie tylko paszport - skan jego dostaje redakcja OKO.press - ale i dowód osobisty. Pogranicznicy mogli więc łatwo się dowiedzieć, że chłopak ma 16 lat.

Już kończą się Obadahowi tabletki. Potem w razie ataku grozi mu śmierć

30 grudnia ok. 10:00 Obadah wysłał informację rodzinie, że żyje. I pinezkę - na południe od Kuźnicy tuż przy granicy, prawdopodobnie w samym pasie między drutami Polski i Białorusi. Tam go wypchnęli Polacy. Informację dostali też aktywiści.

Chłopak nie miał już swojego telefonu, bo zabrali mu go polscy pogranicznicy. Tymczasem smartfon to narzędzie, które ratuje życie – nie tylko można nim wezwać pomoc przy wyczerpaniu, hipotermii czy wypadku, ale też pozwala nie gubić się w lasach pogranicza. Pozbawienie migranta telefonu, przy obecnych mrozach, drastycznie zmniejsza szanse na przeżycie.

Bardzo istotne jest to, że 30 grudnia rano Obadah miał już tylko 2 tabletki na padaczkę. To wystarcza na 12 godzin.

„Rodzina zgłasza, że kiedy Obadah jest wycieńczony, to ciężko mu się poruszać. A taki napad padaczkowy może go zabić” mówi Karolina Czerwińska. Prof. Marek Kowalczyk, toksykolog i neurolog b. naczelny toksykolog Wojska Polskiego potwierdza w rozmowie z OKO.press te tragiczne prognozy.

„Jeśli chłopak będzie w stanie padaczkowym, bez leków, ale ciepło ubrany to jakiś czas może żyć. Ale gdy się wychłodzi, to tylko na krótko może mu to pomóc – kilkadziesiąt minut. Potem może się to skończyć śmiercią. Jeśli napadu się nie przerywa następuje bardzo szybkie zużycie organizmu, w sensie zablokowania energii, i mózg zatrzymuje się. A razem z nim wszystko inne”, opisuje prof. Kowalczyk.

Dodaje, że w warunkach, jakie panują obecnie w lasach na granicy każdy, przebywający tam długotrwale, jest zagrożony śmiercią z wychłodzenia. Potwierdza też, że 2 tabletki standardowo wystarczają na 12 godzin kuracji dla osób z epilepsją.

W chwili, gdy kończymy ten artykuł, kończy się 12 godzin, na które miały starczyć tabletki.

Straż graniczna milczy. Bo wiedzą jak wiele razy łamali prawo?

Rzecznik prasowa Podlaskiego Oddziału SG, mjr Katarzyna Zdanowicz nie odebrała od nas telefonu. Z Onetem rzeczniczka też nie chciała rozmawiać o sprawie Obadaha tłumacząc "informacje o konkretnych osobach podawane są wyłącznie stronom prowadzonych postępowań".

Zapytaliśmy mailem rzecznik prasową POSG:

  • Dlaczego Obadah nie został przekazany do sądu rodzinnego/ SG nie zwróciła się w jego sprawie do sądu rodzinnego?
  • Czy wypchnięto go na Białoruś w grupie?
  • Czemu wypchnięto nieletniego, który jest chory na padaczkę i dodatkowo ma tabletki tylko na 12 h przeciwko temu schorzeniu?
  • Czy funkcjonariusze SG, którzy podjęli decyzję o wypchnięciu są świadomi tego, że atak padaczki u wycieńczonego chłodem człowieka może zakończyć się śmiercią?
  • Kto i dlaczego zabrał Obadahowi jego telefon?

Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi do momentu zamknięcia tego tekstu.

Milczenie Straży Granicznej ma swoje wytłumaczenie. „Oni absolutnie złamali prawo. Wielokrotnie”, twierdzi Marta Górczyńska z Helsińskiej Fundacji Praw człowieka i Grupy Granica, prawniczka specjalizująca się w prawach migrantów i uchodźców. Bo o przejęciu 16-latka pogranicznicy powinni natychmiast powiadomić sąd rodzinny. „Muszą ustanowić kuratora dla takiego dzieciaka i wnioskować o umieszczenie go w pieczy zastępczej”, podkreśla prawniczka. Małoletni migrant powinien niezwłocznie trafić do placówki opiekującej się takimi osobami. „Do ciepłego domu, a nie na mroźną granicę na Białorusi”, dodaje Karolina Czerwińska.

Marta Górczyńska wymienia, które z praw złamała SG:

  • narażenie na utratę zdrowia i życia;
  • narażenie małoletniego na niebezpieczeństwo;
  • niedopełnienie obowiązku zapewnienia odpowiedniej pieczy nad małoletnim;

Jeśli Obadah by zmarł w wyniku tego push-backu, to do zarzutów dojdzie także spowodowanie śmierci.

„Oni chyba nie zadali sobie nawet trudu, by go przez tłumacza zapytać o cokolwiek”, sądzi Górczyńska.

Marwa - Syryjka z padaczką „wyrwana śmierci” na granicy

W październiku w okolicy zalewu Siemianówka aktywiści z Grupy Granica znaleźli młodą Syryjkę Marwę, też cierpiącą na padaczkę. Była w stanie już agonalnym.

„Marwa rano dostała leki, a my dotarliśmy do niej wieczorem i już była nieprzytomna”, wspomina tę akcję Marta Górczyńska. Dziewczyna trafiła na OIOM szpitalu w Hajnówce. Przestały jej działać nerki, była w stanie krytycznym przez długie tygodnie. Lekarze wprowadzali ją w stan śpiączki klinicznej i z niej wybudzali. Po ponad 2 miesiącach wreszcie udało się ustabilizować jej stan. „Wyrwano jej z rąk śmierci”, twierdzili.

Przed wyprawą przez granicę Polski i Białorusi Marwa przez lata bezskutecznie próbowała uzyskać wizę do EU, by połączyć się z legalnie przebywającymi w Niemczech rodzicami. Dlatego jej tragedię nagłośniły media nad REnem. I dopiero wtedy, pod naciskiem opinii publicznej, pod koniec grudnia, gdy Marwa stanęła na własne nogi, otrzymała wizę od Niemiec. Jako pierwsza migrantka z granicy polsko- białoruskiej.

Marwa zapłaciła za to ogromną cenę – nadal jest w kiepskim stanie, ma trudności z mówieniem, chodzeniem. A kluczowy w jej tragedii był brak leków na padaczkę i wycieńczenie/ wychłodzenie.

Podobną sytuację może mieć Obadah. Wuj Mustafą i brat Abdallah, boją się o jego życie i zdrowie. W Niemczech przeżywają dramat, prosząc, by informować media. By - poprzez presję - pomogły ich bratu i siostrzeńcowi. Zanim będzie za późno.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne