Komisja Europejska rozpoczęła drugi etap procedury dyscyplinującej w stosunku do Polski, Czech i Węgier w związku z odmową przyjęcia uchodźców z procedury relokacyjnej. Polska jest krok bliżej do tego, żeby stanąć przed Trybunałem Sprawiedliwości UE – grożą nam kary finansowe.

W środę 26 lipca 2017 Komisja Europejska rozpoczęła drugi etap procedury dyscyplinującej wobec Polski, Czech i Węgier w sprawie odmowy przyjęcia uchodźców przebywających w obozach we Włoszech i Grecji.

Procedurę relokacji rozpoczęto we wrześniu 2015 roku w związku z bezprecedensową liczbą migrantów napływających do Grecji i Włoch. Rada Unii Europejskiej wydała w związku z tym dwie prawnie wiążące decyzję – w lipcu 2015 dotyczącą relokacji 20 tysięcy osób, i we wrześniu 2015 o relokacji 140 tysięcy osób. Relokacja miała potrwać 2 lata i zakończyć się we wrześniu 2017 roku. Polski rząd na czele z premier Ewą Kopacz w 2015 roku zobowiązał się do przyjęcia ponad 6 tys. osób i to tę liczbę Komisja Europejska traktuje jako obowiązującą Polskę.

Podczas gdy do Włoch w ostatnich sześciu miesiącach przybyła rekordowa liczba uchodźców, a w Grecji w tzw. „obozach tymczasowych” nadal przebywa ponad 50 tysięcy osób, Polska twardo odmawia wypełnienia zobowiązania przyjęcia uchodźców z relokacji. W lipcu 2017 rządy Polski, Czech i Węgier przysłały do Brukseli pisemną odpowiedź, podtrzymując swoje dotychczasowe stanowisko. Argumentowały to m.in.: trudnościami w przeprowadzaniu procedur bezpieczeństwa, okazywaniem solidarności z Grecją i Włochami na „inne sposoby” oraz toczącą się w Trybunale Sprawiedliwości sprawą, w której Węgry i Słowacja zaskarżyły procedurę relokacji jako niezgodną z prawem europejskim.

Ta argumentacja nie przekonała jednak Komisji, która wystosowała do rządów trzech krajów wyszehradzkich oficjalne zalecenie, wzywające do przestrzegania prawa europejskiego – w tym przypadku zobowiązania się do przyjęcia konkretnej liczby uchodźców. Podobnie jak w sprawie ustaw sądowych, rządy mają miesiąc, żeby odnieść się do zalecenia Komisji. Jeśli tego nie zrobią, staną przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Również 26 lipca rzecznik Trybunału Sprawiedliwości, Yves Bot, wniósł o oddalenie wniosku Słowacji i Węgier, argumentując, że relokacja jest „proporcjonalnym środkiem” wspierającym Grecję i Włochy z poradzeniem sobie z kryzysem migracyjnym.

Co to jest procedura relokacji i dlaczego jest potrzebna?

Relokacja to transfer osób ubiegających się o azyl z Grecji i Włoch do innych członków Wspólnoty. Procedurę relokacji rozpoczęły w 2015 roku decyzje Rady Unii Europejskiej, wydane na podstawie art. 78.3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Dotyczy on pomocy krajom członkowskim, które znajdują się w sytuacji kryzysowej w związku z napływem obywateli krajów trzecich.

Komisja ma więc niezbędną podstawę prawną, żeby postawić Polskę, Czechy i Węgry przed Trybunałem Sprawiedliwości. Procedurą relokacji objęte są osoby, które pochodzą z państw, których lista jest stale aktualizowana przez Komisję Europejską – aktualnie to m.in.: Syria, Bahrajn, Erytrea i Jemen.

Do tej pory przesiedlono 25 tysięcy osób, w tym zero do Polski. Czechy przyjęły zaledwie 12 osób, Węgry nie zaproponowały miejsc dla nikogo i nikogo też nie przyjęły. Tymczasem inne kraje członkowskie solidarnie wzięły na siebie część odpowiedzialności od Włoch i Grecji.

Do procedury relokacji podłączyły się nawet Norwegia i Liechtenstein, które nie są członkami Unii Europejskiej. Przykładowo, Holandia,  Łotwa, w której mieszka niecałe 2 miliony osób przyjęła 321 uchodźców. Tymczasem, jak szacuje Komisja Europejska, we Włoszech przebywa ponad 26 tysięcy Erytrejczyków oczekujących na relokację, w Grecji uchodźców zarejestrowanych do procedury relokacji jest 27 tysięcy.

Pełny wykaz osób relokowanych z Włoch i Grecji do poszczególnych państw członkowskich, według stanu na 24 lipca 2017, znajdziesz tu.

Co grozi Polsce za nieprzyjęcie uchodźców?

Podstawą prawną procedury dyscyplinującej jest artykuł 258 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Procedura składa się z trzech etapów. Pierwszy to wysłanie formalnego ostrzeżenia – w przypadku Polski, Węgier i Czech ten etap został rozpoczęty 15 czerwca 2017 roku. Kolejny etap, który Komisja rozpoczęła 26 lipca, to wystosowanie oficjalnego zalecenia przez Komisję.

Jeśli dany kraj nie zmienia swojego postępowania i dalej łamie unijne prawo, Komisja może pozwać jego rząd przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Jego wyrok jest wiążący. Jeśli kraj się do niego nie zastosuje, Trybunał Sprawiedliwości może nałożyć karę finansową na podstawie art. 260 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Do tego, zanim zapadnie wyrok, Komisja ma możliwość wnioskowania do Trybunału Sprawiedliwości o tzw. środki tymczasowe, np. nakaz zamrożenia wprowadzanych zmian w prawie pod groźbą kar finansowych – tak jak postąpiła w przypadku wycinki Puszczy Białowieskiej.

Rzecznik Generalny Trybunału odrzuca wniosek Węgier i Słowacji

Decyzję o tzw. rozdzielniku, czyli przyjętym przez Radę Europejską podziale uchodźców między poszczególne państwa, już w grudniu 2015 roku zaskarżyły do Trybunału Sprawiedliwości UE Węgry i Słowacja. Argumentowały, że relokacja, planowana na dwa lata, nie jest „środkiem doraźnym”, o którym mówi art. 78.3.

Dodatkowo oba państwa kwestionowały podjęcie decyzji o relokacji przez Radę Europejską większością głosów, a nie jednomyślnie. Decyzji sprzeciwiły się Czechy, Słowacja, Rumunia i Węgry. Jednak Rzecznik Generalny (Advocat General) Trybunału Sprawiedliwości, Yves Bot, zalecił Trybunałowi oddalenie wniosku obu państw, potwierdzając, że relokacja może być traktowana jako środek tymczasowy. (Kto to jest Rzecznik Generalny i jaka jest jego rola w Trybunale czytaj tu.)

Werdykt zapadnie dopiero we wrześniu, ale Trybunał Sprawiedliwości tradycyjnie orzeka w zgodzie z linią rzeczników. W odpowiedzi na opinię Bota węgierski minister spraw zagranicznych, Peter Szijjarto powiedział, że „jest on w linii z planem Sorosa, który zamierza zalać Europę uchodźcami”.

Na Morzu Śródziemnym nadal giną ludzie

Relokacja to tylko częściowe rozwiązanie problemu migracji do Europy Południowej, zwłaszcza dla Włoch. Od 2014 roku drogą morską do Włoch dotarło 500 tysięcy osób, a od początku 2017 roku już ponad 95 tysięcy osób – to 20 proc. więcej niż w tym samym okresie w 2016 roku.

Większość z nich pochodzi spoza krajów objętych procedurą relokacji, co oznacza, że Włochy będą musiały pomóc im na własną rękę. Na początku lipca rząd włoski w akcie desperacji zagroził, że zamknie swoje porty i nie będzie wpuszczać statków innych krajów i organizacji pozarządowych, które ratują uchodźców.

Jednym z rozwiązań ma być odstawianie wyłowionych z morza uchodźców z powrotem do Libii, skąd najczęściej wypływają.

Premier Paolo Gentiloni powiedział, że Włochy są „głęboko sfrustrowane” brakiem solidarności ze strony innych krajów Wspólnoty, które „odwracają wzrok od problemu”.  Według danych ONZ, w ostatnich 6 miesiącach w Morzu Śródziemnym utonęło prawie 2,5 tysiąca osób, które próbowały się dostać do Europy.


OKO liczy uchodźców. I rozlicza polityków.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!