"2/3 miejsc pracy, które powstały w europejskim przemyśle w 2017, powstały w Polsce" - mówił premier w rozmowie z braćmi Karnowskimi. Te liczby brzmiały nam trochę zbyt pięknie, więc zwróciliśmy się o pomoc do Eurostatu, który przesłał nam dokładne statystyki. Wniosek? Słowa premiera to kolejna niepoparta niczym konfabulacja. Opisujemy jej historię

„Panie Morawiecki, pana wystąpienie wskazuje, że żyje Pan w pewnej rzeczywistości, a pana kraj żyje w zupełnie innej” – mówiła 5 lipca po wystąpieniu premiera w Europarlamencie Tania González Peñas, hiszpańska posłanka z lewicowej frakcji GUE/NGL.

W wizji premiera Polska okazała się nie tylko kwitnącą demokracją, ale i dostatnim, skutecznym i doskonale zorganizowanym państwem. Fantazja o przyszłości? Nie – zdaniem premiera to rzeczywistość rządów PiS.

W wywiadzie dla tygodnika „Sieci”, który ukazał się parę dni przed wystąpieniem w Strasburgu, Mateusz Morawiecki kreślił podobny obraz dostatniej i silnej Polski pod rządami religijnej prawicy.

„To jest właśnie Polska moich snów: atrakcyjne państwo, które zatrzymuje i przyciąga talenty, nie wypycha ludzi na emigrację, tworzy bogactwo, naszą polską drogę do trwałego dobrobytu. Ale także zachowuje chrześcijańską tożsamość i kulturę, i tym też przyciąga. O tym mówię Polakom”.

I znów – nie chodzi o przyszłość, ale o teraźniejszość.


2/3 miejsc pracy, które powstały w europejskim przemyśle w 2017, powstały w Polsce

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla tygodnika "Sieci" - 01/07/2018

Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta


Fałsz. Jeśli takie kalkulacje w ogóle mają sens, to w Polsce powstało mniej niż 20 proc. miejsc pracy w przemyśle UE w 2017


O tym twierdzeniu już raz pisaliśmy, gdy Morawiecki użył go w swoim exposé 12 grudnia 2017. „2/3 nowych miejsc w przemyśle w całej Unii Europejskiej powstało w Polsce. Zaczęto nas nazywać fabryką Europy” – mówił premier. I choć wówczas 2017 rok się jeszcze nie skończył, było jasne, że twierdzenie jest fałszywe.

Nie przeszkadza to premierowi powtarzać je do dziś. W międzyczasie straciło wszelkie pozory prawdopodobieństwa i stało się czystą konfabulacją.

Eurostat rozwiewa wątpliwości

Statystki Eurostatu są niemal w całości dostępne w sieci, ale dla pewności zwróciliśmy się o pomoc wprost do tej instytucji. Czy wiadomo dokładnie, ile miejsc pracy w przemyśle europejskim w 2017 powstało w Polsce? Czy rzeczywiście aż dwie trzecie spośród wszystkich w UE?

„Możemy tylko dostarczyć dane, nie możemy ich w żaden sposób komentować” – odpisała pracownica luksemburskiego biura Eurostatu. Ale zestawienia, które nam przesłała raczej nie wymagają komentarza.

W przemyśle wytwórczym w Polsce w pierwszym kwartale 2017 roku pracowało 3 mln 363 tys. osób. Rok później w tym sektorze gospodarki pracowało 3 mln 474 tys. osób. Przybyło 111 tys. pracowników. Taki wzrost – 3,3 proc. był dobry na tle Unii, ale Polska nie była liderem wzrostu zatrudnienia w przemyśle.

Lepiej od Polski wypadają:

  • Chorwacja – wzrost o 7,7 proc.
  • Estonia – 7,1 proc.
  • Słowenia – 5 proc.
  • Cypr – 4,7 proc.
  • Portugalia – 4 proc.
  • Finlandia – 3,6 proc.
  • Słowacja – 3,5 proc.
  • Malta – 3,4 proc.

Wszystkie te gospodarki są mniejsze od naszej, ale w 2017 także w dużych państwach liczba pracowników przemysłu wytwórczego wzrosła, nawet jeśli nieco mniej niż w Polsce.

  • Hiszpania – wzrost o 3 proc.
  • Wielka Brytania – 1,6 proc.
  • Niemcy – 1,4 proc.

Ogólnie w Unii Europejskiej zatrudnienie w produkcji w 2017 wzrosło o 1,8 proc. Ile to pracownic i pracowników? W pierwszym kwartale 2017 – 32 mln 159 tys.; na początku 2018 roku – 32 mln 720 tys.

Oznacza to, że w europejskiej gospodarce przybyło 591 tys. miejsc pracy w przemyśle wytwórczym.

Polska gospodarka odpowiada za prawie jedną piątą tego wzrostu zatrudnienia. To przyzwoity wynik, ale do dwóch trzecich naprawdę daleko. Dla pełnego obrazu dodajmy jeszcze wzrost zatrudnienia w produkcji między 2016 a 2017 rokiem. Przeciętny poziom zatrudnienia w tym sektorze gospodarki wyniósł w 2016 roku 3 mln 244 tys, a rok później 3 mln 383 tys. To wzrost o 4.3 proc, jeden z wyższych w Europie (rok wcześniej wzrost był nawet wyższy i wyniósł 4,9 proc.; zatrudnienie w produkcji rosło szybko od drugiego kwartału 2014 roku). W całej Europie przybyło 540 tys. nowych miejsc pracy w produkcji. Posługując się kategoriami Morawieckiego można powiedzieć, że Polska odpowiadała za jedną czwartą nowych miejsc pracy w tym sektorze. Sam taki sposób mówienia o wzroście zatrudnienia jest jednak bardzo wątpliwy – o tym za chwilę.

Do słów Morawieckiego warto przyłożyć jeszcze jedną miarę. Pracujący w Polsce stanowią nieco ponad jedną dziesiątą wszystkich pracowników przemysłu wytwórczego w UE – nasz kraj ma największą rzeszę pracowników produkcji po Niemczech. W Polsce produkowane są jednak towary o niższej wartości dodanej niż w Zachodniej Europie. Wartość naszej produkcji to zaledwie 4 proc ogólnej wartości sprzedanej produkcji UE (dane z 2016 roku). Wyprzedzają na Niemcy (22 proc.), Włochy (13 proc.), Francja (10 proc.), Wielka Brytania (7 proc.), Hiszpania (6 proc.).

Nie piszemy tego, żeby pokazać, że Polska jest jakimś europejskim pariasem – bo nim nie jest. Ale z pewnością nie jest też fabryką Europy z fantazji Morawieckiego. Ani pod względem poziomu zatrudnienia i jego wzrostu, ani wartości produkowanych dóbr.

Od nagłówka w internecie do exposé premiera

Nawet konfabulacje niosą zazwyczaj jakieś dalekie echo rzeczywistości. Dlaczego premier wymyślił takie, a nie inne liczby? Nie wiemy, ale mamy swoje podejrzenia.

We wrześniu 2017 roku serwis Money.pl opublikował tekst pt. „Polska fabryką Europy. Dwie trzecie miejsc pracy w przemyśle powstaje u nas”. Był to komentarz do wzrostu zatrudnienia w przemyśle odnotowanego przez Eurostat w dwóch pierwszych kwartałach 2017 roku.

Faktycznie w dwóch pierwszych kwartałach 2017 roku przy produkcji zatrudniono wielu nowych pracowników (223 tys.), ale mniej niż dwie trzecie wszystkich w EU. W kilku krajach zatrudnienie spadło – w takiej sytuacji nawet kilka krajów jednocześnie może „odpowiadać za dwie trzecie nowych miejsc pracy” (albo i więcej), więc mówienie o wzroście w jednym kraju jako części wzrostu w całej UE nie ma większego sensu. Ale choć nie było tak fantastycznie, jak opisywał to serwis money.pl, to wówczas Polska faktycznie była jednym z liderów wzrostu zatrudnienia. Dwa kwartały danych nieskorygowanych o czynniki sezonowe i kalendarzowe to jednak zdecydowanie za mało, by wyciągać jakiekolwiek poważniejsze wnioski.

Morawiecki nie tylko je wyciągnął, ale nagłówek z polskiego serwisu internetowego włożył w usta zachodnich polityków. Podczas debaty budżetowej w październiku 2017 roku przyszły premier chwalił swoją „Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”:

„Komisarze Komisji Europejskiej, którzy mi to pokazywali nie mogli uwierzyć własnym oczom, ale sami takie dane wyprodukowali. Dwie trzecie wszystkich nowych miejsc pracy w przemyśle w UE powstało w Polsce” – zapewniał Morawiecki

W grudniu 2017 powtórzył swoją tezę podczas exposé. „Zaczęto nas nazywać fabryką Europy” – dodał. „Największe firmy budują u nas zaawansowane technologicznie fabryki i centra rozwoju”.

Minęło 8 miesięcy. Od tego czasu Eurostat przedstawił kompletne dane za 2017 rok, które w ogóle nie przystają do opowieści Morawieckiego.

Ale premier wciąż opowiada swoją bajkę.


Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym