Polska już nie jest demokracją skonsolidowaną, ocenili eksperci w rankingu jakości demokracji

Polska już nie jest demokracją skonsolidowaną, ocenili eksperci w rankingu jakości demokracji

Polska już nie jest demokracją skonsolidowaną – ocenili eksperci Freedom House w międzynarodowym rankingu jakości demokracji.

 

„Spadek wynika z wydarzeń w 2019 roku dotyczących niezawisłości sądownictwa, samorządów i przestrzeni dla społeczeństwa obywatelskiego” – mówią współautorzy raportu o Polsce Anna Wójcik i Miłosz Wiatrowski, na podstawie którego powstał ranking. Dlaczego? Dowiesz się z podkastu „OKO do Słuchania”.


Komentarze

  1. Andrzej Kolasa

    Polskę oceniła w swym raporcie organizacja pozarządowa o poważnym autorytecie międzynarodowym. "Freedom House – założona w 1941 przez Wendella Wilkiego i Eleanorę Roosevelt amerykańska organizacja, określająca się jako "pozapartyjna organizacja non-profit", która jest "wyraźnym głosem na rzecz demokracji i wolności na całym świecie".
    Freedom House mówi o sobie, że "wyrażała stanowczy sprzeciw wobec dyktatur w Ameryce Środkowej i Chile, apartheidu w Afryce Południowej, tłumienia praskiej wiosny, radzieckiej inwazji Afganistanu, ludobójstwa w Bośni i Rwandzie i brutalnego gwałcenia praw człowieka na Kubie, w Birmie, Chinach, Iraku. Jest szermierzem obrony praw działaczy demokratycznych, ludzi wierzących, związkowców, dziennikarzy i rzeczników wolnego rynku.".
    W latach 40. XX wieku Freedom House popierała plan Marshalla i utworzenie NATO. W latach 50. i 60. była orędownikiem ruchu praw obywatelskich w USA. W latach 80. wspierała ruch „Solidarność” w Polsce i opozycję demokratyczną na Filipinach."

  2. Agnieszka Charzynska

    Dlaczego jakaś amerykańska organizacja ma wtrącać się do polskiej praworządności? Nie lubię PiS, ale może niech ci praworządni Amerykanie się zajmą prawami kobiet w Alabamie. Albo przemocą amerykańskiej policji wobec obywateli. Ewentualnie może niech zainteresują się przemocą w amerykańskich szkołach? Czy polskie organizacje pozarządowe jojczą, bo w USA co roku są dziesiątki wyroków śmierci? Nie. Ponieważ Amerykanie mają prawo sądzić i karać według własnego uznania i nie potrzebują do tego zgody Polski. Więc może niech Amerykanie zajmą się własną praworządnością?
    Kwestia techniczna – albo Eleanor, albo Eleonora. Nie Eleanora.

    • Andrzej Kolasa

      Kto się wtrąca i do jakiej praworządności? Czy prowadzony ranking np. uczelni wyższych to także wtrącanie się do naszych spraw? Czy oceny wystawiane przez Moody’s czy też Fitch Ratings i Standard & Poor's – trzy największe agencje ratingowe także amerykańskie to także ingerencja w nasze sprawy? Czy się Pani podoba czy nie, żyjemy w coraz bardziej zglobalizowanym świecie, w którym takie sondaże i oceny są elementem niezbędnym do podejmowania zarówno decyzji biznesowych jak i w wielu innych sektorach aktywności. Normalne państwa zabiegają, aby te oceny były jak najwyższe z racji tego, iż przyczyniają się wydatnie do osiąganych wyników gospodarczych. Chyba że chce Pani, aby nasz kraj był skansenem jak np. Korea płn.

      • Agnieszka Charzynska

        To, jak konstruuje się wskaźniki, jest kwestią umowną. Gdyby jakiś wskaźnik obejmował dostęp do opieki medycznej, bezpłatnej edukacji, nierówności dochodowe, naruszanie praw człowieka przez policję i brak kary śmierci – to okazałoby się, że USA może uczyć się od Polski. Owszem, wskaźniki są pomocne przy podejmowaniu decyzji, ale sam proces konstruowania wskaźników nie jest – nazwijmy to – przezroczysty. Wskaźniki te mówią jedynie, na ile państwo jest zbliżone do określonego modelu (np. wskaźnik Giniego – lewicowe państwo opiekuńcze). I zabieganie o to aby oceny były jak najwyższe może przyciągnąć inwestorów, ale nie znaczy, że życie w danym kraju na pewno będzie lepsze.

        • Andrzej Kolasa

          Tak tylko problem w tym, że wskaźniki do badania określonych obszarów działania państwa nie określa się oddzielnie dla każdego badanego, tylko są one takie same dla wszystkich badanych państw. Czy Pani to rozumie? Gwoli ścisłości, w ekonometrii współczynnik Giniego nazywany jest wskaźnikiem nierówności społecznej i stosowany do liczbowego wyrażania nierównomiernego rozkładu dóbr. Przypisywanie temu wskaźnikowi typowo ideologiczno politycznej metryczki jest totalną głupotą.

          • Agnieszka Charzynska

            Nie neguję tego, że dany wskaźnik jest tak samo używany wobec różnych krajów. To jest konieczne, żeby dane były porównywalne.
            Chodzi mi o to, że mogą być różne – równoprawne modele państwa, równie dobrze działające, i niekoniecznie model państwa preferowany przez jakąś organizację musi być słuszny i najlepszy. Przykład: katolicka organizacja powie "Najlepszy kraj to X, bo tam jest zakaz aborcji i dożywocie za homoseksualizm. Trzymajmy się Biblii".
            Organizacja lewicowa powie: "Najlepszy kraj to Y, bo tam są śluby gejów i aborcja na życzenie. Dajmy ludziom żyć po swojemu. "
            Te same kraje, te same dane, a wnioski diametralnie różne. Czy Pan to rozumie?
            Tak, dane są tak samo zbierane dla różnych krajów. Tylko że dla obywatela państwa X, który ma rozwiązane wszystkie kwestie bytowe, owa wolność urządzania protestów, wolność sądów i niezawisłość samorządów będą kluczowe. Dla obywatela uboższego państwa Y ważniejsze będzie to, że rząd wreszcie ludziom coś daje (500+ czy pracę przy budowie, za przeproszeniem, autostrad). Zestawienie jak najbardziej zamierzone z mojej strony.
            Reasumując – być może przed PiS była "wolność i praworządność", ale ludzie mieli poczucie że władza ma ich w zadku. Dla 90% ludzi takie kwestie, jak wolność sądów czy wolność sztuki są wydumanymi problemami pierwszego świata.
            Co do wskaźnika – słusznie, to nie miał być wskaźnik Giniego, tylko HDI (długość życia+edukacja+ dochód narodowy na osobę).
            Pozdrawiam.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press