Prawicowe media oszalały. Polska jest na drugim miejscu wolności słowa! Szach mat lewaki. Z resztą komunikatu jest jak w starym dowcipie o Placu Czerwonym i mercedesach. Idzie nie o wolność słowa lecz ocenę badanych, ile wolno mówić bez ograniczeń. I Polska nie JEST, ale BYŁA za czasów PO, bo badanie przeprowadzono wiosną 2015. Poza tym wszystko się zgadza

Od kilku dni w polskich, głównie prawicowych i niszowych mediach, głośno o Free expression index, czyli wskaźniku wolności ekspresji, który opracowała amerykański ośrodek (tzw. fact tank) PEW Research Center gromadzący wiedzę o postawach i faktach społecznych w Ameryce i na świecie.

Portal PCH24:„Polska wolnością słowa stoi. Lepiej tylko w USA”. wmeritum.pl:„Polska na podium światowego rankingu wolności słowa”. Krystyna Grzybowska w wPolityce: „Tymczasem jak wykazały badania niezależnego amerykańskiego Pew Research Center w rankingu, który dotyczył wolności słowa i swobody wypowiedzi, Polska zajęła drugie miejsce po USA”.



Bliższe prawdy było TVP.INFO: „W rankingu mierzącym swobodę i wolność wypowiedzi na pierwszym miejscu uplasowały się Stany Zjednoczone. Polska wyprzedziła natomiast Hiszpanię, Wielką Brytanię czy Niemcy”.

A więc po kolei.

Nie wolność słowa lecz przekonanie, że wolno mówić bez ograniczeń

Polska rzeczywiście zajęła drugie miejsce, tuż za USA.

Ale nie w rankingu wolności słowa, tylko w postawie wobec szeroko rozumianej swobody wypowiedzi, zarówno obywateli jak mediów

Różnica jest zasadnicza. W kraju z silną cenzurą, stosunek do swobody wypowiedzi – jako wartości – może być bardzo pozytywny.  Cenimy to, czego nie mamy. W grę wchodzi tu wiele różnych wartości, które mogą ograniczać przekonanie, że wolno mówić i pisać wszystko (np. wrażliwość różnych mniejszości, wiara, bezpieczeństwo państwa).

O co pytali w ankiecie

W ankiecie Pew Research Center było osiem pytań (a nie jak mówi część mediów – pięć) diagnozujących stosunek badanych do wolności słowa i wolności mediów, a dokładniej tego, czy wolno publicznie wyrażać swoje poglądy czy też rząd powinien, w niektórych wypadkach, mieć prawo by powstrzymać takie wypowiedzi? Kolejne pytania dotyczyły wypowiedzi:

  • krytykujących rząd (89 proc. Polaków/Polek powiedziało tak, co dało nam 12. miejsce);
  • obraźliwych dla mniejszości (41 proc., 17. miejsce);
  • Tak to było po angielsku

    Do you think people should be able to say these types of things publicly OR the government should be able to prevent people from saying these things in some circumstances.

    • statements that criticize the government’s policies;
    • statements that are offensive to minority groups  

Pozostałe pytania – według tego  samego wzorca – dotyczyły wypowiedzi, które:

  • mogą być obraźliwe dla wyznawców twojej religii (40 proc., 16.miejsce Polski – tu w czołówce były kraje muzułmańskie);
  • nawołują do gwałtownych protestów (60 proc. i 1.miejsce);
  • zawierają treści pornograficzne (50 proc., 3. miejsce za Hiszpanią i USA).

Ostatnie trzy pytania dotyczyły swobody wypowiedzi już nie ludzi lecz mediów oraz zgody na ograniczenia nakładane przez władze, gdy treści:

  • wyrażają protest polityczny (w Polsce 90 proc. odpowiedzi  tak,  co dało 4.miejsce za Libią, Brazylią i Chile);
  • zawierają postulaty ekonomicznych, które mogą zdestabilizować kraj (78 proc., 14 miejsce);
  • mogą naruszyć bezpieczeństwo narodowe (76 proc., 18. miejsce).

Polski profil

Układa się to w ciekawy profil, zgodnie z którym

Polacy i Polki najczęściej na świecie uważają, że nie powinno być ograniczeń we wzywaniu do protestów politycznych. To może wiązać się z pamięcią historyczną o doświadczeniu „Solidarności”. Stosunkowo często widzimy wskazania do ograniczania wypowiedzi antyreligijnych czy naruszających bezpieczeństwo narodowe

Odpowiedzi respondentów na wszystkie osiem pytań były przeliczane na punkty. Polska uzyskała wynik 5,66 punków i uplasowała się za Stanami Zjednoczonymi, które zyskały 5,73 punków. Za nami znalazły się takie kraje jak Hiszpania, czy Kanada, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy.

Ale PEW Research Center badał opinie obywateli o różnych ograniczeniach wolności słowa, a nie samą wolność słowa.

W dodatku półtora roku temu

Triumfalizm prawicowych komentatorów jest więc nieco na wyrost, czy raczej obok tematu. Zwłaszcza, że badanie zostało przeprowadzone wiosną 2015 roku, a więc obrazuje stosunek do swobody wypowiedzi (a nie samą wolność słowa) za poprzedniej władzy. Próby uzasadniania tym badaniem poszanowania wolności ekspresji dzisiaj są podwójnie nieudolne.

Dlaczego dopiero teraz

Jest jeszcze jedna interesująca kwestia. Wyniki badanie zawierające Free expression index pojawiły się na stronach PEW w listopadzie 2015 roku. Dlaczego podana w triumfalistycznym tonie (i w krzywym zwierciadle) informacja pojawia się na wielu polskich portalach właśnie teraz?

Rozwiązanie jest banalne.

„Wprost”, który pierwszy zamieścił przekręconą informację, wziął ją z twittera Jacka Saryusza-Wolskiego, który retwittował post z 12 października 2016 Richarda Wike’a z PEW Research Center, który był komentarzem do artykułu o tym, że Amerykanie są za mniejszymi niż inne narody ograniczeniami swobody wypowiedzi.

W artykule była grafika z wiele sugerującym podpisem „Free expression index”.

Tak wygląda historia wirusa. W Polsce pacjentem zero był Saryusz-Wolski. A zarażonymi głównie prawicowe portale.

Abonament na wolność słowa

 

Analityk nierówności społecznych i rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, prekariusz, autor poczytnego magazynu na portalu Facebook, który jest adresowany do tych, którym nie wyszło, czyli prawie do wszystkich.
W OKO.press pisze o polityce społecznej i pracy.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym