Partia Kaczyńskiego co innego mówi, co innego robi. Czy raczej, co innego mówi swoim wyborcom w kraju, a co innego Komisji Europejskiej i członkom Unii. Pierwszych zapewnia, że nie cofa się ani o krok w likwidacji niezależności sądów, drugich zapewnia, że wprowadza korekty do ustaw sądowych. Czy ten szpagat narracyjny wyjdzie Polsce na zdrowie?

Partia rządząca znalazła się w kłopocie. Komisja Europejska nie odstępuje od procedury uruchomienia art. 7 Traktatu UE za naruszenie podstawowych wartości Unii. Strategia „na niezłomność” zupełnie się nie sprawdziła i PiS zaczyna wprowadzać korekty do reform sądowych. Na razie niewielkie, ale już są wyzwaniem dla partii rządzącej: jak wytłumaczyć wyborcom tę uległość wobec nienawistnej Brukseli.

Przez ostatnie dni PiS przestawia słynną MaBeNę – maszynę narracyjną i testuje nową opowieść.

„To inicjatywa pań poseł z naszego klubu” — tak nową narrację rozpoczął poseł Marek Ast w czwartek 22 marca 2018. To wtedy zapowiedział, że PiS „zreformuje swoje reformy”, jak to określiła „Gazeta Wyborcza”.

Chodzi o odwoływanie prezesów i wiceprezesów sądów (zamiast ministra sprawiedliwości ma to robić prezydent), orzekanie przez sędziów po 65. roku życia i przywrócenie równego wieku emerytalnego. Zróżnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn – a tak było w ustawie o sądach powszechnych – jest niezgodne z prawem europejskim.

„To oczekiwanie pań naszego klubu jest zbieżne z oczekiwaniami KE” – deklarował Ast.

Czyli: inicjatywa jest po stronie PiS, a że akurat jest zgodna z tym, czego oczekuje Europa, to dobrze się składa.

PiS wyciąga rękę. Komisja Europejska chce zachować twarz

Najważniejszy przekaz PiS w tej sprawie obecnie brzmi:

Unia Europejska jest w tarapatach, a PiS biegnie na ratunek wspólnoty.

Przekaz jest bardzo szczegółowy: Komisja Europejska zachowywała się dotąd dziecinnie, histerycznie, stawiała nieracjonalne żądania, ale w końcu dojrzała do rozmowy z takim ważnym partnerem, jakim jest Polska.

A Polska to ważny kraj, dlatego idzie na rękę Komisji i proponuje zmiany.

To Polska, a dokładnie rząd PiS, jest zbawcą Europy – dzięki niemu UE się nie rozpadnie.

Z jednej strony mamy więc podkreślanie znaczenia naszego kraju, z drugiej – pokazywanie Polski jako strony aktywnej i zatroskanej losem wspólnoty. Jest też – obecne od dawna w opowieści PiS – zaznaczenie, że to konflikt tylko z Komisją Europejską, z biurokracją brukselską, a nie z całą Unią.

W tym tonie wypowiedziała się już w piątek 23 marca rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek: „Spór z Komisją Europejską nie jest sporem merytorycznym, tylko jest sporem politycznym, a że chcemy dialogu, to pewne rozwiązania przedstawiamy”.

W tony dumy narodowej uderzył europoseł Ryszard Czarnecki: „Dla Komisji Europejskiej na dłuższy okres też będzie lepiej, gdy dojdzie do porozumienia z piątym co do wielkości państwem Unii Europejskiej. Polska jest liderem naszego regionu. Bo bez tego nie da się uratować projektu europejskiego”.

Krok w bok

O dobrej woli polskiego rządu opowiadał wicepremier Jarosław Gowin, szef koalicyjnej partyjki  Porozumienie: „Jedni mówią, że to krok wstecz. Ja mówię, że robimy krok w bok. To gest w stronę Komisji Europejskiej”.

Słowa o „kroku w bok” są teraz w PiS popularne lub wyuczone, mówił tak też wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański:

„To nie jest krok w tył, to krok w bok w sytuacji, gdy druga strona (…) dojrzała do tego, by urealnić oczekiwania. Polska zachowuje się racjonalnie”.

W felietonie dla Telewizji Republika, czyli medium najbardziej konserwatywnej części elektoratu, europoseł Zbigniew Kuźmiuk przekonywał, że „biała księga” premiera Morawieckiego zrobiła wrażenie na szefie Komisji Europejskiej i „uzmysłowiła” urzędnikom UE, że zmiany w sądach nie zagrażają praworządności. W związku z tym:

„tę cenę za kompromis z Komisją Europejską warto zapłacić”.

Najdalej poszedł poseł PiS Marcin Horała w Sygnałach Dnia w poniedziałek 26 marca:

„Komisja Europejska chce się z tej procedury wycofać, bo chce zachować twarz. Potrzebny jest tylko pretekst”.

W tej narracji jest cząstka prawdy: w interesie wspólnoty europejskiej nie jest ograniczanie praw jej członków ani głęboki konflikt wewnętrzny.

Co jest nie tak z tą narracją

Po pierwsze, proporcje. Wiceminister Szymański komentuje: „pojawiła się szansa na wyjście z impasu, który jest zły dla UE i niewygodny dla Polski”.

Jest dokładnie odwrotnie: konflikt z UE jest zły dla Polski, a niewygodny dla UE. Ten konflikt może doprowadzić do marginalizacji Polski, a nawet do zmniejszenia środków z budżetu UE (część krajów chce uzależnić fundusze od przestrzegania wartości europejskich zawartych w art. 2 Traktatu o UE) i zmniejszenia naszego wpływu na decyzje dotyczące funkcjonowania Unii.

Po drugie, ustępstwa rządu są niewielkie, nie dotyczą najważniejszej kwestii (upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości i niekonstytucyjności ustaw). Sądy nadal pozostaną pod kontrolą Zbigniewa Ziobry – pisała Ewa Siedlecka. Na tym etapie zmiany proponowane przez PiS nie wystarczą, by zatrzymać art. 7.

Po trzecie, to nie Komisja „dojrzała do rozmowy”, tylko „dojrzał” polski rząd. Za czasów dyplomacji pod szefostwem Witolda Waszczykowskiego Polska nie prowadziła rozmów z Komisją, wręcz ich unikała lub wysyłała do Brukseli obraźliwe komunikaty. Kiedy nie przyniosło to efektów i Komisja nie zrezygnowała z postępowania przeciwko Polsce, PiS zmienił strategię i premiera.

Mateusz Morawiecki wniósł do rządu podstawowe know how negocjacyjne: kiedy się siada do stołu do rozmów, to należy mieć coś, co można zaproponować partnerom. A jeśli chce się ustępstwa, to samemu też trzeba z czegoś ustąpić.

O tym, jak dotąd wyglądał „dialog” Polski z Unią i co o tym myślą unijni komisarze, pisaliśmy m.in. w tekście „Fiński komisarz tego nie wytrzymał„.

Wygląda też na to, że to Komisja pozwala Polsce wyjść z tego sporu z twarzą. Między innymi temu miała służyć wizyta Angeli Merkel w Polsce – twierdzi korespondent Deutsche Welle i „Gazety Wyborczej” Tomasz Bielecki. Ale tylko kosmetyczne ustępstwa nie wystarczą. Widać to po bardzo krytycznym przyjęciu tzw. Białej Księgi przez państwa członkowskie UE i przez Komisję Europejską.

My wcale niczego nie zmieniamy

Zupełnie inaczej formułowana jest rządowa narracja na potrzeby polityki wewnętrznej – polega na podkreślaniu, że korekty są niewielkie i nie zmieniają istoty zmian w wymiarze sprawiedliwości, czyli pełnego podporządkowania sądów i sędziów władzy wykonawczej. I jest to prawda!

To rzadki moment, gdy propaganda jest zgodna z faktami, więc warto tę chwilę odnotować.

Żeby udowodnić przed Komisją Europejską, że ruch PiS-u jest pozorny, wystarczyłoby zacytować te wypowiedzi polityków partii rządzącej: „Nie można powiedzieć, że ktokolwiek w PiS zmienił zdanie co do istoty reformy wymiaru sprawiedliwości”.

„Nie ma wycofania się z reformy sądownictwa, natomiast poprawki i korekty podnoszą jakość tej reformy”.

uspokajał wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański w RMF FM.

„Prezydent już się wypowiadał, że te zmiany, które zostały przedstawione w ostatnim czasie, one nie idą w złym kierunku, nie są takimi zmianami, które wypaczałyby całą reformę” – zapewniał w radiowej Trójce rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

„To nie są ustępstwa, to korekta. (…) Nie jest to zmiana filozofii reformy wymiaru sprawiedliwości. Jest to doprecyzowanie warunków tej reformy, korekta” – zaręczała w TVN24 minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz.

Świat nie jest ślepy i głuchy

Naiwnością jest sądzić, że ta podwójna narracja PiS komukolwiek za granicą umknie, Komisja Europejska ma w Warszawie swoje bardzo kompetentne przedstawicielstwo (kieruje nim Marek Prawda, były ambasador RP przy UE),  wszystkie think tanki brukselskie analizują każdy krok rządu Morawieckiego i zdarza się, że szybciej niż media krajowe analizują konkretne posunięcia.

Pytanie tylko, co z tą wiedza zrobią partnerzy Polski w Unii Europejskiej. PiS jest przekonany, że obalenie demokracji liberalnej i podporządkowanie władzy sądowniczej i ustawodawczej jednej partii ujdzie mu na sucho.

Nie jest to takie pewne – wystarczy przypomnieć odmowę irlandzkiej sędzi wydania przestępcy do Polski, bo polski system sądowniczy nie budzi już zaufania.

PiS wchodzi na ścieżkę, która może doprowadzić do nawet do Polexitu. Może nie od razu, może nie formalnie, ale de facto Polska może się znaleźć na unijnych kresach.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym