Zdaniem premier Beaty Szydło dopiero za rządów PiS Polska staje się partnerem gospodarczym Chin. W rzeczywistości ekspansja Państwa Środka trwa w regionie przynajmniej od czasów rządów koalicji PO-PSL. To element długofalowej strategii Państwa Środka w Europie. Rząd PiS, w osobie Antoniego Macierewicza, jak dotąd tylko stawał na drodze tej współpracy

Podczas piątkowej (12 maja 2017) wizyty w Chinach po spotkaniu z przewodniczącym ChRL Xi Jinpingiem oraz premierem Li Keqiangiem – polska premier Beata Szydło powiedziała dziennikarzom:


Te umowy, które zostały już dzisiaj podpisane i rozmowy, które odbywały się z przywódcami chińskimi wskazuję bardzo jasno, że Polska stała się w tej chwili państwem, na które władze chińskie zaczynają zwracać uwagę, jeżeli chodzi o współpracę gospodarczą.

Beata Szydło, Konferencja prasowa - 12/05/2017

fot. KPRM / Flickr


fałsz. Fałsz. Chińskie władze zajmują się Polską od dawna.


Sugeruje więc, że to właśnie teraz, za rządów PiS, Polska staje się dla Chin istotnym gospodarczo miejscem. Tymczasem powszechnie wiadomo, że ekspansja Chin w Europie Środkowej trwa w najlepsze od przynajmniej dekady.

Polska na chińskim celowniku

Gdy w pierwszej dekadzie XXI wieku raptowny wzrost gospodarczy Chin wytworzył tam znaczne nadwyżki kapitałowe, Państwo Środka zaczęło szukać miejsca do nowych inwestycji. Jednym z naturalnych kierunków była Europa Środkowa – region dynamicznie rozwijających się gospodarek z niską „barierą wejścia”. Jednak dopiero gdy państwa Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Węgry, Czechy i Słowacja) stały się członkami Unii Europejskiej, region zyskał status „furtki do Europy” i chiński kapitał zaczął napływać ze zwielokrotnioną siłą.

O 2005 do 2011 roku Chińskie inwestycje w Polsce urosły ponad 16-krotnie (z ponad 12 do ponad 200 mln USD). Do 2016 roku już ponad 45-krotnie i w roku tym całkowita wartość chińskich inwestycji w Polsce wyniosła 536 milionów USD. To pierwszy wynik w Grupie Wyszehradzkiej i ósmy w całej UE, a nasza pozycja będzie prawdopodobnie rosnąć.

Widać więc, że żadna w tym zasługa PiS. Szydło na piątkowej konferencji, zakomunikowała, że zostały podpisane kolejne umowy i zobowiązania inwestycyjne. To już oczywiście wynik jej negocjacji, ale wpisuje się w proces, który zaczął się na długo przed jej dojściem do władzy.

To poprzedni rząd koalicji PO-PSL wszedł na prochiński kurs. Dzięki staraniom tego właśnie rządu przystąpiliśmy w 2015 roku do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. To chiński pomysł wzorowany na Międzynarodowym Funduszu Walutowym, który finansować ma wspólne przedsięwzięcia infrastrukturalne.

PiS podąża w tym samym kierunku – widać to chociaż po liczbie spotkań. OKO.press naliczyło przynajmniej pięć rozmów z chińskimi decydentami od początku kadencji Andrzeja Dudy. Uczestniczyli w nich m.in.: sam prezydent, premier Beata Szydło i wicepremier Jarosław Gowin.

Z Szanghaju do Londynu przez Łódź

Mimo to Prawo i Sprawiedliwość już dała się poznać, jako przeszkoda w zacieśnianiu współpracy gospodarczej z Chinami.

Po wybuchu globalnego kryzysu ekonomicznego w 2008 roku nie tylko nasz region, ale i cała Unia Europejska w coraz większym stopniu musiała polegać na chińskich inwestycjach, by utrzymać jakikolwiek wzrost gospodarczy. Strumień juanów płynął w największym stopniu m.in. do sektora transportu.

W międzyczasie (a dokładnie w 2013 roku) przewodniczący ChRL Xi Jinping podczas wizyty w Kazachstanie przedstawił pomysł utworzenia tzw. „Nowego Jedwabnego Szlaku”.

Nazwa nawiązuje do historycznego szlaku handlowego, łączącego Chiny z Bliskim Wschodem. Nowy „Szlak” miał być ogromną – wartą nawet 100 mld USD – inwestycją w połączenie kolejowe między Państwem Środka a Zachodem Europy, służącą do szybkiego transportu towarów. Inwestycji przyświeca idea zbudowania własnego szlaku transportowego, niezależnego od innych gospodarczych potęg (głównie Stanów Zjednoczonych – bowiem to głównie ten kraj kontroluje szlaki morskie, z których korzystają teraz Chiny).

Plan jeszcze nie został zrealizowany w pełni, ale wygląda na to, że się powiedzie. 18 stycznia 2017 roku –  po 18 dniach podróży – pierwszy pociąg z chińskiego Yiwu dotarł do Londynu. Dwa i pół tygodnia to w porównaniu z drogą morską imponująco szybkie tempo.

Polska miała być istotnym odcinkiem Jedwabnego Szlaku. Połączenie przebiega przez Łódź i to tu miał powstać olbrzymi terminal logistyczno-przeładunkowy dla towarów przesyłanych po szlaku. Łódź od lat o to zabiegała, bo inwestycja przysporzyłaby miastu olbrzymich gospodarczych korzyści.

Macierewicz kładzie się na torach

Do inwestycji jednak nie doszło – z winy ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Kierowana przez niego Agencja Mienia Wojskowego odmówiła bowiem sprzedania Chińczykom działki, na której miał powstać obiekt. Wszystko wskazuje na to, że Chiny wycofały się ze swoich planów i miejsca na terminal poszukają gdzie indziej.  Można uważać to za zwykłe negocjacyjne fiasko, ale wypowiedzi ministra wskazują, że było to jednak celowe działanie .

Skądinąd wiadomo bowiem, że projekt Jedwabnego Szlaku Macierewicz uważa za antypolski spisek.

W 2015 roku w wywiadzie dla polonijnej telewizji w Toronto powiedział:  „W Łodzi nic nie powstaje. W Łodzi powstają, że tak powiem, gazetowe opowieści. Ta koncepcja, Jedwabnego Szlaku, ekspansji Chin, jest częścią (…) porozumienia Europy Zachodniej z Rosją i z Chinami i wyeliminowania z obszaru euroazjatyckiego wpływów Stanów Zjednoczonych oraz zlikwidowania jako niepodległego podmiotu Polski”. Sprawę opisywała „Wyborcza”.

Ot i tyle z inwestycji.


OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press