Premier Morawiecki podczas rozmowy z prezydentem Francji porównał reformę sądów przeprowadzaną przez PiS z reformą sądownictwa po upadku reżimu Vichy. To chybiona analogia, a porównanie jest obraźliwe i dla Polaków, i dla Francuzów

Z prezydentem Macronem Morawiecki rozmawiał podczas szczytu Unii Europejskiej w Brukseli 14 grudnia 2017. Według PAP zapowiedział to w ten sposób na konferencji prasowej:

„Akurat tak się zdarzyło, że znam dość dokładnie specyfikę na przykład reformy wymiaru sprawiedliwości we Francji po upadku Francji Vichy, po upadku IV Republiki. Opowiem o tym prezydentowi Macronowi, który na pewno jeszcze lepiej ode mnie zna tę historię”. I dalej:


Może zrozumie [Macron], że nie bardzo mi się podoba to, że sędziowie ze stanu wojennego siedzą cały czas jeszcze w składzie SN dzisiaj. (…) Może odczyta pewne analogie do sędziów z czasów marszałka Petain, może trochę to do niego trafi

Mateusz Morawiecki, Konferencja prasowa - 14/12/2017

Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta


Prawie fałsz. Porównanie PRL do rządu Vichy niezbyt trafne


Po powrocie do Polski Morawiecki wspominał rozmowę w wywiadzie dla „Wiadomości TVP” (w sobotę 16 grudnia). Cały wątek zmian w polskim sądownictwie, jak relacjonował premier, „trwał nie dłużej niż 60 sekund”.

„Ja przypomniałem panu prezydentowi reformę Michela Debré, premiera z lat 1959-62, którą robił razem z Charlesem de Gaullem po jego powrocie do władzy. Bardzo mu się spodobała ta analogia historyczna, bo w końcu wtedy właśnie, w 15 lat po wojnie, Francja z piętnem Vichy, czyli tej części, która kolaborowała z Hitlerem, podbita Francja, chciała zrzucić z siebie tę spuściznę kolaboracji i tych sędziów, którzy rzeczywiście splamili się tamtą współpracą (…) My nie 15, niestety, ale 25 lat, a nawet już 28 lat, po upadku komunizmu chcemy również zrzucić tamto niedobre brzemię”.

Morawiecki dodał później, że jego zdaniem Macron „miał o czym pomyśleć i natychmiast zmienił temat”.

Naszym zdaniem rzeczywiście Macron miał o czym pomyśleć i nie zaskakuje nas, że zmienił temat. Po prostu wykazał się uprzejmością i nie chciał być niemiły wobec polskiego partnera.

Sednem wypowiedzi Morawieckiego jest porównanie PRL z reżimem Vichy – państwem francuskim utworzonym po przegranej wojnie z III Rzeszą w czerwcu 1940 roku. To zestawienie pozornie ma pewne podstawy. Zarówno PRL i państwo Vichy (formalnie nazywane „Państwem Francuskim”, w odróżnieniu od Republiki Francuskiej) były:

  • niesuwerenne,
  • niedemokratyczne,
  • początkiem obu była wojskowa okupacja.

Na tym jednak podobieństwa się kończą.

Vichy opierało się w ogromnej mierze na przedwojennych francuskich elitach związanych z monarchistyczną, katolicką i konserwatywną częścią francuskich ugrupowań politycznych – które w znacznej mierze nigdy nie zaakceptowały upadku monarchii i powstania Republiki Francuskiej w 1871 roku. Jego przywódcami byli przedwojenni politycy francuscy: marszałek Philippe Petain, bohater I Wojny Światowej, „przywódca” Vichy w latach 1940-1944 i premier w latach 1940-1942, oraz Pierre Laval, eks-socjalista, przed wojną bliski skrajnej prawicy (premier Republiki w latach 1931-32 i premier rządu Vichy 1942-1944).

Vichy nominalnie administrowało całą okupowaną Francją – poza Alzacją i Lotaryngią, przyłączonymi do Rzeszy – a faktycznie rządziło nieokupowaną przez Niemcy południową i środkową częścią kraju oraz niektórymi koloniami. Niemcy zajęli całe terytorium Vichy w 1942 roku i wówczas nawet teoretycznie niezależność „państwa Francuskiego” stała się fikcyjna.

Petain obiecywał wprowadzić „rewolucję narodową” i zmienił tradycyjne motto republiki „Wolność, równość, braterstwo” na konserwatywne „Praca, rodzina, ojczyzna”. Vichy wprowadziło planowanie gospodarcze, ograniczyło prawa kobiet (ich miejsce było w domu), a jego propaganda była radykalnie antysemicka i antybolszewicka. Reżim kolaborował także z Niemcami podczas zagłady Żydów, wysyłając całe pociągi francuskich Żydów do obozów zagłady.

Faktycznie jednak Vichy opierało się w ogromnej mierze nie na niemieckiej okupacji, ale na realnych wpływach społecznych skrajnej prawicy francuskiej – której popularność wśród Francuzów przed wojną rosła – oraz podporządkowaniu administracji francuskiej (która specjalnie nie oponowała). Trudno ocenić akceptację dla reżimu (nie było wówczas badań opinii), ale według wielu anegdotycznych świadectw na początku cieszył się znacznym poparciem.

Podsumujmy różnice:

  • Vichy było skrajnie prawicową dyktaturą o cechach państw faszystowskich, PRL – państwem komunistycznym;
  • Vichy zostało stworzone przez przedwojenne elity, PRL – przez zmarginalizowanych przed wojną komunistów;
  • Vichy było krajem okupowanym przez hitlerowskie Niemcy, PRL przez większą część swojej historii był niesuwerennym sojusznikiem ZSRR, ale nie krajem okupowanym, chociaż stacjonowały u nas wojska radzieckie;
  • Vichy miało na sumieniu zbrodnie przeciw ludzkości (czynny współudział w Holocauście), PRL – ofiary politycznych represji władz; jak piszą historycy Michael R. Marrus i Robert O. Paxton („Vichy France and the Jews”, Stanford University Press, 1995), antysemityzm państwowy był wcielany w życie przez sądy, które przestrzegały antysemickiego ustawodawstwa. Zacytujmy (s. 138):

„Francuskie sądownictwo dało swoje błogosławieństwo Marszałkowi Petainowi i Narodowej Rewolucji, włącznie z „ustawami żydowskimi”, które tworzyły integralną część tej rewolucji. Cieszący się prestiżem juryści publicznie i z entuzjazmem pochwalali reżim”.

  • Vichy upadło po lądowaniu Aliantów we Francji latem 1944 roku, trwało więc cztery lata (1940-1944); PRL zakończył swoje istnienie w wyniku demokratycznych wyborów po 45 latach (1944-1989).

Mamy więc do czynienia z zupełnie innymi formami niesuwerennego państwa i obcej dominacji, które nie sposób sensownie zestawić.

Opowieści Morawieckiego były – jak zauważył też w TOK FM 15 grudnia komentator Tomasz Wołek – obraźliwe dla Francuzów. Nie jest raczej przyjęte w dyplomacji, żeby na pierwszym spotkaniu z głową państwa (Morawiecki spotkał się już wcześniej z Macronem, ale nie był wówczas premierem) przypominać jej czarne karty z historii jej kraju. Zwłaszcza, jeżeli te karty należą do przeszłości. To, delikatnie rzecz biorąc, nietakt.

Porównanie Morawieckiego jest także obraźliwe dla polskich sędziów – w tym sędziów Sądu Najwyższego – których porównał do nazistowskich kolaborantów, wcielających w życie antysemickie ustawodawstwo i wysyłających Żydów do niemieckich obozów zagłady.

Nic dziwnego, że Macron tego nie skomentował.


 

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym