Sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek poskarżył się, że w hotelu sejmowym żyje się trudno, a za 9 tys. złotych netto trudno jest przeżyć w Warszawie. To wizerunkowy strzał w stopę. Średnia pensja w stolicy to ok. 4,7 tys. zł netto. W całym kraju połowa pracujących zarabia poniżej ok. 2,8 tys. zł netto. Przypominamy posłowi, ile zarabia się w Polsce

Portal Interia zapytał posłów o warunki w hotelu sejmowym. Posłowie opowiadali o tym, że słynne kiedyś balangi są już przeszłością, jeden z nich zastrzegł sobie anonimowość, żeby powiedzieć, że przez dwie kadencje wypił tam tylko dwa piwa. Inni postanowili wykorzystać okazję, aby nieco ponarzekać.

„W pokoju mogę zrobić sobie jedynie herbatę, poza tym muszę stołować się na mieście (…). To są wszystko koszty. Gdybym chciał sobie zrobić śniadanie, to mam to utrudnione. Nie mogę sobie ani podgrzać parówki, ani usmażyć jajecznicy, bo nie ma gdzie” – narzekał w rozmowie z dziennikarzem Interii poseł klubu Lewicy i sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek.

I dodał: „Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę i dietę 2,5 tys. zł”

Łącznie daje to 9 tys. złotych netto. Tymczasem według GUS średnie wynagrodzenie w Warszawie wyniosło w 2018 roku 6432,78 złotych brutto. Na umowie o pracę będzie to wynagrodzenie około 4,7 tys. złotych netto. Czyli prawie dwa razy mniejsze niż to, co otrzymuje poseł Kulasek i reszta parlamentarzystów.

Zarządzanie kryzysowe

Marcin Kulasek był dotychczas mało znaną postacią w polskiej polityce. W październiku został wybrany na posła z list Lewicy z okręgu olsztyńskiego. Jest doktorem nauk rolniczych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, odbył także studia podyplomowe z zakresu bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego na Akademii Morskiej w Gdyni. Skoro poseł uważa, że za 9 tysięcy złotych trudno jest przeżyć, doświadczenie w zarządzaniu kryzysowym może mu się przydać. Podobnie z kryzysem wizerunkowym.

Artykuł na Interii został opublikowany 5 grudnia o 06:00 rano. O 11:15 Kulasek tłumaczył się na Twitterze:

Marcin Kulasek: Szanowni Państwo Sens wypowiedzianych przeze mnie słów był inny, nigdy nie powiedziałem, że z pensji posła nie można utrzymać się w Warszawie.Uważam, że posłowie zarabiają dobrze. Rozmowa nie była autoryzowana.Wszystkich przepraszam i obiecuję zawsze autoryzować swoje wypowiedzi.

Potraktujmy jednak wypowiedź Kulaska poważnie. Dane mówią jasno, że 9 tysięcy złotych netto to spora kwota, nawet w Warszawie. Zdecydowana większość Warszawiaków żyje za mniej, a często za kilkukrotnie mniej.

Średnia w Warszawie – ok. 4,7 tys. netto

Kulasek odnosił się do samej stolicy. Rzeczywiście koszty życia i dochody w stolicy są wyższe niż w reszcie kraju. Spójrzmy więc, jak 9 tysięcy złotych na rękę ma się do przeciętnych zarobków – najpierw mieszkańców Warszawy, a potem reszty Polski.

Według GUS średnie wynagrodzenie w Warszawie wyniosło w 2018 roku 6432,78 złotych brutto. Na umowie o pracę będzie to wynagrodzenie około 4,7 tys. złotych netto. Czyli prawie dwa razy mniejsze niż to, co otrzymuje poseł Kulasek i reszta parlamentarzystów.

Z badań ogólnopolskich wynika, że mniej więcej dwie trzecie Polaków zarabia poniżej średniego wynagrodzenia. Powód jest prosty: na średnią składają się wszystkie zarobki, zarówno niskie, jak i bardzo wysokie. Niskie występują częściej, ale te najwyższe są znacznie większe od średniej i zwiększają jej wartość. Czy zarobki w Warszawie rozkładają się podobnie jak te w całej Polsce? Ile wynosi mediana zarobków? Nie wiemy, ale z pewnością większość mieszkańców Warszawa zarabia mniej niż wspomniane 4,7 tys. na rękę.

Połowa Polaków poniżej ok 2,8 tys. netto

GUS podaje za to wartość mediany zarobków w całej Polsce. Publikuje ją co dwa lata, niedawno podał dane za 2018 rok. Mediana wyniosła prawie 4100 złotych brutto, czyli niecałe 3 tys. zł netto.

Rzeczywista kwota jest jednak niższa, ponieważ GUS podaje dane dla przedsiębiorstw, które zatrudniają ponad 9 pracowników.

W listopadzie oszacowaliśmy, że oznacza to, że połowa Polaków dostaje mniej niż ok. 2,7-2,8 tys. złotych na rękę miesięcznie.

To połowa Polaków. Mogą oni nie najlepiej przyjąć słowa, że za 9 tysięcy złotych jest trudno przeżyć.

Jak wspominaliśmy, poseł Kulasek dostał się do Sejmu z okręgu olsztyńskiego. W październiku 2019 średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4172,21 złotych. Na umowie o pracę to ok. 3 tys. złotych netto. Trzy razy mniej niż 9 tys. posła Kulaska. Oczywiście, poseł SLD odnosił to do kosztów życia w Warszawie. Powinien jednak pamiętać, że słuchają go jego wyborcy w Olsztynie i okolicach.

Posłowie w górnych 2 proc. najlepiej zarabiających

Z dostępnych danych możemy też oszacować, jaki odsetek pracowników w Polsce zarabia 9 tys. złotych netto i więcej.

Na umowie o pracę będzie to kwota zbliżona do 15 tys. złotych brutto. Najnowsze dane GUS pokazują, że w firmach, w których pracuje więcej niż 9 osób, takie zarobki ma 2,2 proc. pracowników. A trzeba pamiętać, że gdy uwzględnić mniejsze przedsiębiorstwa z niższymi pensjami, to będzie to jeszcze mniejsza grupa – zapewne poniżej 2 proc pracujących.

Posłowie są więc ścisłą elitą płacową w Polsce.

Nawet jeśli nie mogą sobie ugotować obiadu w hotelu sejmowym, za który nie muszą płacić.

Jedni chcą więcej, drudzy mniej

Kulasek nie jest pierwszym posłem, który narzeka na wysokość swoich zarobków. W lutym 2018 Jarosław Gowin żalił się, że gdy był ministrem sprawiedliwości w rządzie PO-PSL, nie starczało mu do pierwszego. Zarabiał wówczas ok. 17,5 tys. złotych brutto.

W marcu 2019, przy okazji strajku nauczycieli poseł PiS Marek Suski mówił, że różnica między pensją posła a pensją nauczyciela nie jest duża. Obliczyliśmy wówczas, że ta różnica wynosi 6,5 tys. złotych brutto.

Z tej samej okazji ówczesny marszałek Senatu Stanisław Karczewski mówił do nauczycieli, że on pracuje dla idei, nie dla pieniędzy. Ideę marszałek ceni wysoko – na swoim stanowisku otrzymywał 19,7 tys. złotych brutto.

3 grudnia 2019 posłowie Konfederacji Artur Dziambor i Jakub Kulesza zorganizowali konferencję prasową, na której mówili, że posłowie zarabiają za mało.

Inaczej do sprawy podchodzi szóstka posłanek i posłów partii Razem, czyli członkowie tego samego klubu parlamentarnego co Kulasek. Rada krajowa partii zobowiązała ich do oddania części wynagrodzenia na cele społeczne. Według programu partii posłowie powinni zarabiać trzykrotność płacy minimalnej. Szóstka z Razem zadeklarowała, że będzie oddawać resztę pensji powyżej tej kwoty.

Można wyobrazić sobie, że poseł, który dotychczas zarabiał więcej, nie jest zadowolony, gdy musi zmniejszyć swoje wynagrodzenie. Niemniej, mówienie tego mediom w tej formie jest politycznie co najmniej nieroztropne. Zdecydowana większość wyborców nie będzie w stanie empatyzować z Marcinem Kulaskiem, wicepremierem Gowinem, czy którymkolwiek z posłów.

OKO pisze o polskiej gospodarce.
Wesprzesz nasze finanse?

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    Sądzę, że gdyby ciemny chłopina z Polesia został posłem, dostał miejsce w domu poselskim i pieniądze, nie opowiadałby takich głupot. Chłop z Polesia nie epatowałby swoim chamstwem wszystkich a ten z Olsztyna i chwali się jakim jest prostackim chamem.

  2. Wlodzimierz Galant

    Ręce opadają. Mamy kolejne potwierdzenie faktu, że ci ludzie – tj. politycy – żyją w zupełnie innym świecie i nie mają pojęcia, jakie są problemy normalnych ludzi. Nie ma co się dziwić, że potem podejmują oni decyzje i mówią o sprawach niezrozumiałych dla większości, której interesów mieliby pilnować i o nie walczyć. Czy oni już na starcie wyborów są tacy głupi, czy może z jakiegoś powodu błyskawicznie głupieją, gdy stają się posłami? Kto potrafi odpowiedzieć na to pytanie?

  3. Krzysztof Skladanowski

    Jakie pieniądze potrzebne są aby przekupić człowieka zarabiającego 9 tysięcy a ile aby przekupić takiego zarabiającego 15 tysięcy? W tym pierwszym wypadku mówimy o złotówkach w tym drugim o US$. Pewna Amerykanka (a jak wiemy Amerykanie szczycą się swoją wysoką moralnością przed całym światem) powiedziała mi, że każdego przekupi – kwestia tylko ceny.

  4. Andrzej Rokosz

    Kolejny dowód, że politykami zostają ci którzy nie nadają się do sensownej roboty, za to świetnie się nadają na pretorianów mafijnych bossów. Rozumiem, że reprezentacja narodu musi kosztować ale nie jest to coś czym należy się chwalić. Ciekawe czy doczekam się czasów, gdy ludzie będą mogli wybierać swoich reprezentantów, zamiast głosować na jakieś struktury mafijne o nazwie partia.

Masz cynk?