Poseł Stanisław Pięta (PiS) tłumaczy, dlaczego Władysław Bartoszewski nie powinien być wymieniany na apelu pamięci podczas obchodów powstania warszawskiego. Zdaniem Pięty „nie wiadomo”, dlaczego Bartoszewski został zwolniony z Auschwitz. „Oko” wyjaśnia posłowi


Władysław Bartoszewski nie powinien być wyczytany podczas apelu pamięci. Nie wiadomo, dlaczego został zwolniony z Auschwitz.

Stanisław Pięta, „Rzecz o Polityce”, cyt. za tweetem Jacka Nizinkiewicza - 26/07/2016

Fot . Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta


Fałsz i insynuacja. Wiadomo, dlaczego został zwolniony.


Władysław Bartoszewski był więźniem Auschwitz od września 1940 r. do kwietnia 1941 r. W pierwszym okresie Auschwitz nie było jeszcze przemysłową fabryką śmierci: egzekucje były względnie rzadkie, a więźniowie umierali głównie z powodu wycieńczenia i chorób. Zwalniano z niego także niektórych – np. w październiku 1940 r. ok. 150 osób, w tym grafika Eryka Lipińskiego i reżysera Bohdana Korzeniewskiego. Niekiedy wymagało to wstawiennictwa rodziny lub organizacji (takich jak Polski Czerwony Krzyż). W wywiadzie-rzece „Życie trudne, lecz nie nudne” z Andrzejem Friszkem Bartoszewski wspominał:

Miałem dość dotkliwe odmrożenia. Pal betonowy z ogrodzeniem, który niosłem z sześcioma czy ośmioma ludźmi, upadł i przygniótł mi stopę, ale tak szczęśliwie, że uszkodził mi tylko jeden palec, a nie zmiażdżył stopy. Byłem bardzo wycieńczony, osłabiony, pokaleczony, obolały, owrzodzony (miałem na ciele ponad trzydzieści czyraków) i w tym stanie koledzy mnie namówili: pójdź do izby chorych, może cię przyjmą”.

Bartoszewski stracił przytomność w szpitalu. Przeżył dzięki pomocy współwięźniów i polskich lekarzy.

8 kwietnia 1941 r. został zwolniony.

Najzupełniej nieoczekiwanie rano po apelu zostałem wywołany (…) Zaprowadzono mnie na coś w rodzaju komisji lekarskiej, gdzie lekarze polscy – więźniowie, zanim pokazali mnie lekarzowi SS, pouczyli, jak się mam zachowywać: bo gdybym uskarżał się na cokolwiek albo wyglądał na nadmiernie chorego, decyzja mojego zwolnienia – no i tak dowiedziałem się, że mam być zwolniony – byłaby odroczona. Mógłbym zostać i umrzeć nawet w obozie (…). Dbano tylko o to, czy nadawałem się do pokazania jako były więzień. (…) Dostaliśmy do wypełnienia drukowane formularze, z których wynikało, że nie mamy żadnych pretensji do obozu, że byliśmy dobrze traktowani”.

Nie jest jasne, co ma na myśli poseł Pięta, mówiąc, że nie są znane okoliczności zwolnienia Władysława Bartoszewskiego z obozu. Być może jest to insynuacja sugerująca współpracę Bartoszewskiego z niemieckimi władzami – absurdalna w świetle jego wojennej i wielokrotnie opisywanej biografii. Zarówno osadzenie, jak i zwolnienie z obozu było w dużym stopniu dziełem przypadku, chociaż oczywiście to drugie było znacznie mniej prawdopodobne.

Poseł Pięta krytykuje więc bohatera, któremu nie dorasta do pięty.

Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym