Posłowie nie porozumieli się w sprawie nowelizacji ustawy Lex Szyszko, która doprowadziła do masowej wycinki na prywatnych posesjach. Drzewa i krzewy stały się zakładnikami polityki

„Przed godziną 23 przerwałem posiedzenie Komisji OŚ. #PiS #LexSzyszko chce”naprawić” jeszcze gorszą ustawą. Wygraliśmy głosowanie? Stop złej zmianie” – obwieścił na Twitterze w środę (22 marca) późnym wieczorem Stanisław Gawłowski, poseł PO i przewodniczący komisji środowiska.

Być może dla PO był to doraźny polityczny sukces. Ale dla polskich drzew i krzewów ta informacja oznacza następne tygodnie nieskrępowanej wycinki, którą umożliwiła nowelizacja ustawy o ochronie przyrody. Nowe prawo obowiązuje od 1 stycznia tego roku.



Projekt pisany na kolanie

Po serii doniesień medialnych o „rzezi” drzew na prywatnych posesjach lider PiS Jarosław Kaczyński zapowiadał pod koniec lutego zmiany w dopiero co znowelizowanej ustawie. Podejrzewał, że na kształt nowych przepisów mogli mieć wpływ lobbyści.

Posłowie PiS złożyli 3 marca 2017 projekt kolejnej nowelizacji. Wprowadzał dwie zasadnicze zmiany:

  1. osoby, które usuwają drzewa i krzewy ze swoich posesji, powinny to zgłosić;
  2. przez 5 lat od wycinki na posesji nie można prowadzić działalności gospodarczej (co ma zatrzymać wycinki robione „pod dewelopera”).

Projekt spotkał się jednak z falą krytyki, a działacze organizacji ekologicznych wprost mówili, że został napisany „na kolanie”.



Pomysły posłów PiS miały być dyskutowane na komisji środowiska 7 marca, ale plan uległ zmianie. O zdjęcie tego punktu z porządku obrad wnioskował poseł PiS Wojciech Skurkiewicz. Tłumaczył – zapewne mając już świadomość jego słabości – że projekt „wymaga doprecyzowania”.

Na tym samym posiedzeniu przedstawiono społeczny projekt nowelizacji, który powstał z inicjatywy stowarzyszenia „miastoDrzew” i Instytutu Drzewa. Posłowie odnieśli się do niego życzliwie.

Pomysły ekspertów i społeczników

Posłowie z komisji środowiska zajęli się projektem PiS 22 marca. Poseł Skurkiewicz zakomunikował zebranym, że ma listę poprawek. Na życzenie reszty polityków uwagi wydrukowano i rozdano członkom komisji.

„Ten tekst zawierał część zaproponowanych przez nas zapisów” – mówi OKO.press dr Piotr Tyszko-Chmielowiec, dyrektor Instytutu Drzewa i współautor społecznego projektu nowelizacji, który uczestniczył w posiedzeniu komisji.

Posłowie przyjęli kilka z sugerowanych przez społeczników i ekspertów rozwiązań. Zgodzili się na to, że wycinka drzew w pasie przydrożnym powinna odbywać się za zgodą Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Akceptację zyskała również część propozycji dotyczących szczegółów, jakie powinno zawierać zgłoszenie drzewa do wycięcia. Przystano też na regułę „milczącej zgody”. Działać ma ona tak: dany organ ma określony czas na wniesienie sprzeciwu od momentu zgłoszenia wycinki, a jeśli tego nie zrobi, to drzewa i krzewy można usunąć bez groźby sankcji.



Spór o wycinkę pod developera

Ale dyskusja utknęła w martwym punkcie, gdy debatowano nad tym, czy utrzymać znajdujący się w nowelizacji PiS pomysł wprowadzenia pięcioletniej karencji na prowadzenie działalności gospodarczej na ziemi, z której usunięto roślinność. W praktyce ten przepis niewiele by dawał, ponieważ np. deweloper może kupić teren jako osoba prywatna, by po 5 latach przekazać go swojej firmie. Jednak PiS uparcie trwa przy tym zapisie. Dlaczego? To pytanie pozostaje otwarte.

Jednak posłowie z opozycyjnych partii nie dali się przekonać. W pewnym momencie nawet posłowie PiS stracili zapał, by bronić tej części nowelizacji.

Drzewa zakładnikiem polityki

„Niestety, podczas całych obrad mało było merytorycznej dyskusji, bo posłowie głównie się kłócili. Nie zwracano uwagi na to, czy argumenty są sensowne. Tylko na to, z jakiej partii jest poseł, który je wypowiada.

Dobro polskich drzew stało się zakładnikiem politycznego sporu, nad czym ubolewam” – mówi dr Tyszko-Chmielowiec.

Ostatecznie, w drodze głosowania, zdecydowano o przeniesieniu obrad komisji do następnego posiedzenia. A to oznacza, że wadliwe przepisy, które dają pełną dowolność w wycinkach na terenach prywatnych – również „pod dewelopera” – będą wciąż obowiązywały. Jak długo? Póki co, na to pytanie niestety nie ma odpowiedzi.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!