Posłowie dokonali przewrotu w naukach politycznych. W ustawie dekomunizacyjnej stworzyli nową definicję totalitaryzmu - dopisali do niej m.in. "militaryzm pruski" czy "nacjonalizm litewski". To bez sensu. Poza tym: jeśli zły jest nacjonalizm litewski, to dlaczego też nie polski?

We wtorek 13 grudnia nad projektem „ustawy o zmianie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej” debatowała sejmowa Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych. W projekcie ustawy znalazła się poprawka, w której posłowie definiują, czym jest „inny ustrój totalitarny” (druk można znaleźć tu). Nasi prawodawcy napisali:

Za inny ustrój totalitarny uważa się w szczególności faszyzm, nazizm niemiecki, nacjonalizm ukraiński i litewski, militaryzm pruski, rosyjski i niemiecki.

Kiedy tę definicję przytoczył jeden z dyskutantów na Forum Badaczy Historii Najnowszej na Uniwersytecie Warszawskim (10 grudnia 2016 r.), przez salę przetoczyła się fala śmiechu.

I słusznie, ponieważ jest całkowicie pozbawiona sensu.

Po pierwsze – ani „nacjonalizm ukraiński”, ani „nacjonalizm litewski”, ani „militaryzm” nie są ustrojami. Nacjonalizm i militaryzm to ideologie, a nie ustroje (jak napisali posłowie). Ukraińcy nie mieli własnego państwa w okresie międzywojennym i w czasie wojny. Litwini je mieli (do 1940 r.), ale jego ustrojem nie był „nacjonalizm”, tylko dyktatura (od zamachu stanu w 1926 r.). Podobnie „militaryzm” nie jest ustrojem, tylko ideologią, która naczelne miejsce w państwie przyznaje wojsku: np. państwo pruskie, a potem Rzesza Niemiecka przed 1914 r. były monarchiami konstytucyjnymi.

Po drugie – w definicji zrównuje się ideologie nieporównywalne. O ile nazizm był ideologią zbrodniczą i stanowił podstawę totalitarnej dyktatury, to państwo pruskie i Rzesza Niemiecka przed 1914 r. były państwami prawa (Rechtsstaat), w których reguł przestrzegano pedantycznie. To prawo było często wrogie Polakom, ale też nasi przodkowie szybko nauczyli się z nim grać i wykorzystywać jego przepisy przeciwko władzy (czego przykładem jest chociażby polski chłop Michał Drzymała). Zrównywanie państwa niemieckiego z XIX w., w którym Polacy zasiadali w parlamencie, z nazistowską Rzeszą, która dążyła do biologicznego wyniszczenia Żydów i Słowian, jest całkowicie absurdalne.

Po trzecie – skoro posłom nie podoba się „nacjonalizm ukraiński” i „nacjonalizm litewski”, to dlaczego nie zakazują upamiętniania nacjonalizmu polskiego? Wcale nie był lepszy. Polscy nacjonaliści przed wojną prześladowali mniejszości narodowe, marzyli o wprowadzeniu totalitarnej dyktatury, podziwiali Hitlera, atakowali fizycznie przeciwników politycznych. Byli zajadłymi antysemitami – niebezpiecznymi, agresywnymi i nietolerancyjnymi ludźmi, którzy chcieli zmienić Polskę w jednonarodowe państwo pod swoją wyłączną władzą. Nie ma żadnego powodu ich upamiętniać – a jeśli tak, to jako przestrogę dla przyszłych pokoleń.



Drodzy posłowie, zdecydujcie się! Zamiast pisać o „zakazie propagowania totalitaryzmu” zmieńcie nazwę ustawy na „zakaz propagowania tego, co się nie podoba PiS”. To będzie dużo bardziej trafne.

OKO pilnuje, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!