Jarosław Kaczyński uzupełnia narrację smoleńską w swoim stylu. Zbigniew Wasserman wiedział o czymś, co miało zagrozić. I mówił o tym nie wiadomo komu. Nie wiadomo, o czym wiedział, ale było to tak poważne, że gdyby Kaczyński o tym wiedział, to by powstrzymał lot

Z okazji odsłonięcia tablicy w KPRM poświęconej z imienia i nazwiska Lechowi Kaczyńskiemu oraz dwóm politykom PiS Przemysławowi Gosiewskiemu i Zbigniewowi Wassermanowi, Jarosław Kaczyński wypowiedział wiele wzniosłych partyjnych myśli np. „Jestem przekonany, że ten dzisiejszy dzień, to wmontowanie w tak ważnym miejscu tablicy pamięci tych trzech polityków, jest kolejnym krokiem ku temu, by ci, którzy szerzą nienawiść i niszczyć pamięć, przegrali. By zwyciężyła pamięć, prawda i Polska”, a także „Doszło do tragedii, w której mieliśmy do czynienia z jednej strony z bólem jednej, lepszej części narodu i eksplozję zła, nienawiści. Do dziś można powiedzieć te dwie siły, dwa żywioły ze sobą walczą”.

Z konkretów powiedział jednak coś zaskakującego o postawie Zbigniewa Wassermana (na zdjęciu).


Natomiast Zbigniew wiedział, że to jest wyprawa bardzo ryzykowna. Mówił o tym. Ale uważał, że warto. Szkoda, że dowiedziałem się o tym już post factum, bo może by wtedy nie polecieli. Na pewno bym do tego przekonywał.

Jarosław Kaczyński, Przemówienie w URM -

Przemówienie w URM

Fot. Lukasz Krajewski / Agencja Gazeta


fałsz. Lot samolotem, nawet rządowym, nie jest ryzykowną wyprawą


Ta wypowiedź stanowi nowy element PiS-owskiej narracji smoleńskiej. Do tej pory wydawało się, że ta „wyprawa”, w której na służbie państwu polegli (to słowo obowiązuje) jego najlepsi synowie i córki zdradzeni przez wrogów zewnętrznych i wewnętrznych, okazała się taką tragiczną i ryzykowną dopiero post factum.

Teraz okazuje się, że Zbigniew Wasserman wiedział, że wyprawa jest ryzykowna, zanim tam poleciał.

W jakim sensie wiedział? Kaczyński pozostawia to domysłom. Miał przeczucia? Chyba coś więcej, skoro „o tym mówił”. I to, co mówił, brzmiało tak poważnie, że gdyby Jarosław Kaczyński dowiedział się o tym ante factum, a nie post factum, to „może by tam nie polecieli”.

Wasserman mógł oczywiście zdawać sobie sprawę, że w Smoleńsku nie ma systemu ILS, który pozwala na lądowanie przy pomocy autopilota. Jednak w normalnych warunkach pogodowych nie powinno to być problemem. Trudno przypuszczać, by Wasserman kierował się długoterminową prognozą pogody.

Według światowych statystyk prawdopodobieństwo śmierci w wypadku lotniczym wynosi 1: 29 000 000 i jest znacznie niższe niż jakimkolwiek innym środkiem komunikacyjnym.

Kaczyński wie, że o słowach Wassermana może powiedzieć rzecz dowolną. Nie można zapytać Zbigniewa Wassermana, co takiego mówił i co miał na myśli.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?