Dziś pogrzeb Wiktora Osiatyńskiego. Zostawia nam zadanie do wykonania - Archiwum Osiatyńskiego, zapis czynów władzy, gdy narusza prawo i wykracza poza demokratyczny mandat. W poprzedniej epoce politycznej bronił praw mniejszości przed "dyktaturą większości". Wtedy i teraz wzywał do determinacji i odwagi, bo "jak ktoś niczego nie żąda, nie dostaje nic"

To nie będzie typowe pożegnanie, w którym opisuje się wszystkie zasługi Zmarłego, wybitnego obrońcy praw człowieka, zdolnego pisarza, ważnego feministy, współautora Konstytucji RP, wykładowcy na najlepszych uniwersytetach świata. Nie trzeba też szerzej rozwodzić się nad stratą, jaką poniosła Polska, zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy na groźnym zakręcie historii i tak potrzebne są autorytety.

To będzie raczej pożegnanie robocze. Bo Wiktor zostawił nam w OKO.press zadanie do wykonania. Nazywamy je Archiwum Osiatyńskiego, on sam wolał mówić o Księdze Bezprawia i odwoływał się do cytatu z Miłosza „spisane będą czyny i rozmowy”. Chciał, żeby na bieżąco powstawał dobrze udokumentowany zapis czynów ludzi władzy, które naruszają istniejące prawo, a gdy prawo jest niekonstytucyjne, naruszają Konstytucję i zasady demokratycznego państwa prawa.

14 kwietnia 2017 roku, na dwa tygodnie przed śmiercią, nagraliśmy 11 minutową wypowiedź Wiktora. Nowotwór zaatakował mu także struny głosowe, mówił już tylko szeptem. Ten szept pozostaje jego ostatnim apelem do opinii publicznej i do ludzi władzy, by nie ulegała pokusie przekraczania demokratycznego mandatu, by nie popadała w pychę.

„Nie jest tak, że władza, która sama utożsamia się z suwerenem, z tytułu aktu wyborczego może wszystko. Bezustannie trzeba przypominać, że władza ma wytyczone prawem pole działania. Trzeba obywatelom, ale także samym ludziom władzy, bezustannie wskazywać na to, co już wykracza poza ten dopuszczalny mandat.

Suwerena się nie wybiera, suweren jest. Wybiera się tylko ludzi, którzy mają sprawować władzę w ramach swojego mandatu i w ramach prawa”.

Posłuchajcie tego fragmentu.

Demokratyczne ograniczanie władzy było istotą jego działalności publicznej od zawsze. W poprzedniej epoce politycznej to wolnościowe przesłanie wyrażało się w krytyce „dyktatury większości”. „Prawa człowieka ograniczają demokrację” przypominał rządzącym, buntował się przeciw samozadowoleniu elit III RP.

„W demokratycznym państwie prawnym, nawet tak niedoskonałym jak nasze, prawa większości ludzi nie są łamane, a w każdym razie nie powszechnie. Dziś front walki o prawa człowieka przebiega na granicy między terytorium większości, a enklawami różnych mniejszości”. Tłumaczył, że trzeba bronić – i sam bronił – grup wykluczonych czy ograniczanych: kobiet, ludzi ubogich, grup LGBT, więźniów, uzależnionych, chorych na AIDS.

Nigdy nie zapomnę, jak na konferencji przed Paradą Równości 2011 Stefan Niesiołowski zwrócił się do sali, której dobrą połowę stanowili geje i lesbijki, że ma dla nich „złą wiadomość”. „Reprezentuję większą część Platformy Obywatelskiej, która będzie robiła wszystko, żeby ta ustawa [o związkach partnerskich] nie przeszła, żeby ją odrzucić, żeby w ogóle nie wpuścić jej do debaty publicznej”. I wtedy Wiktor cichym, ale przenikliwym głosem powiedział to, co należało: „Wszystko rozumiem, panie marszałku. Ale jak demokrata może odmawiać debaty? Za tym musi stać strach”.

Tłumaczył też, że homofobia odbiera ludziom najważniejsze prawo człowieka – do bycia sobą. Marszałek po latach wycofał się ze swoich wypowiedzi.

Wiktor był odważny. Tak bardzo, że miał odwagę powiedzieć mniejszościom, które są gnębione w demokracji, że same muszą się zdobyć na odwagę działania, aby wywalczyć wolność. „Tak jakoś jest ten świat urządzony, że ludzie uzyskują między 15 a 70 proc. tego, czego się domagają, a ile dokładnie, zależy od ich odwagi i determinacji. A jak ktoś niczego nie żąda, nie dostaje nic”.

To była ta sama nauka, wtedy i teraz. Nauka odwagi i wolności. Wolność rozumiał dosłownie, przeżywał ją po ludzku, bo – jak mówił – sam kiedyś upadł na dno i wiedział, że „można to dno podnosić”. „Wolność mnie pociągała może dlatego, że jej nie mieliśmy. Ale naprawdę mnie zafascynowała, kiedy spotkałem ludzi z Zachodu i zobaczyłem, że oni tej wolności nie doceniają. A potem sam straciłem wolność na rzecz alkoholu. Gdy ją odzyskałem, staram się ją szanować dla siebie i dla innych”.

Wiktor był odważny także w obliczu śmierci. O umieraniu – czymś, co czeka każdego i każdą z nas –  mówił jako uciążliwości, która przeszkadza w pracy. Ale zauważył także, że stwarza okazję do skupienia uwagi na tym, co łatwo zaniedbać, na kontaktach z najbliższymi, na życiu prywatnym. Dużo mówił o odpowiedzialności w tych dwóch wymiarach: życia publicznego i życia prywatnego, łącząc je ze sobą zaskakującą klamrą, żebyśmy wiedzieli, co sami robimy i biorąc za to odpowiedzialność unikali zakłamania.

 


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym