Komisja ustawodawcza przyjęła propozycję tekstu uchwały ws. referendum edukacyjnego. Miałoby odbyć się 17 września 2017 roku. Ale uchwałę musi przyjąć Sejm, a PiS, który ma większość, nie chce dopuścić do referendum. Wiceminister edukacji Marzena Machałek powtarzała, że reforma się dokonała i nie ma od niej odwrotu

Komisja Ustawodawcza zajęła się w środę 19 lipca obywatelskim wnioskiem o referendum edukacyjne – prawie trzy miesiące po złożeniu przez Komitet Referendalny 910 tys. podpisów na ręce marszałka Marka Kuchcińskiego i miesiąc po skierowaniu wniosku do komisji. Do ostatnich chwil nie było wiadomo, czy w debacie wezmą udział sami wnioskodawcy.

Bo rozporządzenie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego z 14 lipca 2017 roku ograniczyło wstęp do Sejmu dla obywateli i obywatelek. Jednak legitymując się zaproszeniami od posłów – do sali wpuszczeni zostali reprezentanci Komitetu – Dorota Łoboda („Rodzice przeciwko reformie edukacji”) i Sławomir Broniarz (prezes ZNP). Pod Sejmem zgromadzili się protestujący rodzice, przedstawiciele OPZZ i wspierający ich członkowie partii Razem.

Sejmowa komisja ustawodawcza przyjęła ostatecznie tekst uchwały o przeprowadzeniu referendum szkolnego. Datę wyznaczono na 17 września 2017 roku. Podczas głosowania posłowie PiS wstrzymali się od głosu. Biuro Legislacyjne Sejmu wspólnie z Państwową Komisją Wyborczą przygotowały kalendarz referendalny – również przyjęty przez posłów. To oznacza, że uchwała jeszcze tego samego dnia (tj. 19 lipca) może zostać złożona na ręce marszałka. Opozycja, by mieć pewność, że tak się stanie, złożyła wniosek o sporządzenie sprawozdania.

PiS i tak odrzuci uchwałę w Sejmie

W zmianę frontu PiS w sprawie referendum trudno uwierzyć. Dorota Łoboda z inicjatywy Rodzice Przeciwko Reformie, członkini Komitetu Referendalnego, mówiła OKO.press: „W pierwszej części posiedzenia w zdumieniu wysłuchałam wypowiedzi posłów Prawa i Sprawiedliwości, że zależy im na tym, żeby jak najszybciej uchwalić ten projekt o przeprowadzeniu referendum, bo to, co do tej pory robili, a także to, czego do tej pory byliśmy świadkami, pokazuje zupełnie inne intencje PiS.

Gdyby rzeczywiście zależało im na przeprowadzeniu referendum, to już 3 miesiące temu zakończyliby całą procedurę. To, co wydarzyło się w drugiej części posiedzenia, czyli przyjęcie projektu uchwały o przeprowadzenie referendum 17 września, jest krokiem, który świadczy o chęci przeciągnięcia tej procedury.

Natomiast to, co na koniec powiedział przewodniczący Ast nie pozostawia złudzeń. To tylko projekt uchwały, wszystko zależy od głosowania w Sejmie, a więc od PiS”.

Łoboda zapowiedziała, że są gotowi wyjść na ulicę w dniu głosowania: „Jesteśmy przygotowani, by demonstrować pod Sejmem. Liczymy też, że dostaniemy przepustki, by móc uczestniczyć w głosowaniu. Nie poddajemy się do końca”.

Ostro podczas debaty wypowiadał się prezes ZNP Sławomir Broniarz: „Dołożyliście wszelkich starań, by referendum było karykaturalne. Od czasu złożenia 910 tys. podpisów na ręce marszałka Kuchcińskiego odbyło się pięć posiedzeń Sejmu. Dziś chcecie pokazać jego absurdalność, ustawiając termin na przełom września/października. Jesteśmy zdegustowani. Z jakim przekazem mamy wrócić do rodziców i samorządowców? To są wirtualne opowieści minister Machałek, że reforma się już dokonała”.

PiS do ostatniej chwili przeciągał

PiS znów próbował opóźniać procedowanie wniosku, mimo że posiedzenie odbyło się w wyjątkowym spokoju. I w cieniu burzliwych obrad Komisji Sprawiedliwości nad ustawą o Sądzie Najwyższym. Przewodniczący Komisji Ustawodawczej Marek Ast (PiS) na wstępie zaznaczył, że dopiero po przyjęciu uchwały Biuro Legislacyjne Sejmu w asyście Państwowej Komisji Wyborczej ustali kalendarz referendalny. Od daty przyjęcia przez Sejm wniosku do referendum musi minąć co najmniej 55 ustawowych dni.

Posłowie opozycji i wnioskodawcy uznali to za kolejna próbę opóźniania prac na projektem. „Pan przewodniczący próbuje rozwlec ten projekt w czasie. Uciekacie od powiedzenia, że nie chcecie tego referendum. Proszę o zobowiązanie Państwowej Komisji Wyborczej o przedstawienie kalendarza jeszcze dzisiaj na Komisji” – domagał się poseł Jacek Protasiewicz.

I dodał: „Mijają cztery tygodnie od decyzji Sejmu. W międzyczasie mieliśmy posiedzenie tej Komisji. Było posiedzenie nadzwyczajne Sejmu. Jeśli spotykamy się na kolejnym już posiedzeniu i dziś nie będziemy w stanie określić kalendarza referendalnego, to będzie celowe działanie na zwłokę”.

Przedstawiciel Państwowej Komisji Wyborczej wywołany do odpowiedzi powiedział, że wraz z Biurem Legislacyjnym Rządu mogą jeszcze dziś przygotować załącznik z kalendarzem i rozwiał wątpliwości czy można podczas jednego posiedzenia Komisji uchwalić wszystkie niezbędne dokumenty, by skierować projekt ponownie do Sejmu.

Ostatecznie kalendarz został przygotowany i uchwalony przez Komisję.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym