Portal wpolityce.pl donosi, że skala inwigilacji obywateli za czasów PiS jest dwukrotnie mniejsza niż podczas rządów PO-PSL. To nieprawda. Korzysta z danych, który nie da się porównać i omija meritum sprawy. Najważniejsze jest to, że ustawa inwigilacyjna wprowadzona przez PiS pozostawiła sądy i obywateli bez narzędzi kontroli nad działaniami służb

Po publikacji danych dotyczących skali inwigilacji prawicowy portal wpolityce.pl stwierdził, że za rządów PiS skala inwigilacji obywateli jest dwukrotnie niższa niż za PO-PSL. I postawił tezę, że można walczyć z patologiami (korupcją, dziką reprywatyzacją i terroryzmem), nie zamieniając się w państwo policyjne. Można, ale PiS tego nie robi. Uchwalając w styczniu 2016 roku tzw. ustawę inwigilacyjną, nie zagwarantował, że nie będzie dochodzić do nadużyć. W raporcie podsumowującym rok działania ustawy fundacja Panoptykon wymienia najważniejsze zmiany:

  • łatwiejszy dostęp do danych internetowych;
  • pozorna kontrola nad pobieraniem danych;
  • zmniejszenie przejrzystości działania służb.

Ze sprawozdania Ministerstwa Sprawiedliwości złożonego w parlamencie wynika, że w 2016 roku ABWCBA, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Policja, Służba Celna, Straż Graniczna, Wywiad Skarbowy oraz Żandarmeria Wojskowa złożyły 1 147 092 zapytania o billingi i inne dane komunikacyjne Polaków i Polek. W poprzednich latach zapytań faktycznie było więcej – rekordowa liczba padła w 2014 roku, kiedy było ich 2,35 mln.

Według fundacji „Panoptykon” znacząca różnica wynika z wprowadzenia tzw. ustawy inwigilacyjnej. Po pierwsze, wyłączyła ona ze statystyk zapytania o tzw. dane abonenckie, czyli imię i nazwisko właściciela telefonu.

A te „proste” zapytania stanowiły do tej pory około 40 proc. wszystkich.

Po drugie, konieczność składania sprawozdań przed sądami mogła doprowadzić do zmiany praktyki funkcjonariuszy – albo rezygnowali z podejmowania niektórych działań, albo zmieniali ich definicję.

Według Wojciecha Klickiego z fundacji „Panoptykon”, to co robią prawicowe media, to przekłamanie polegające na „porównywaniu nieporównywalnych danych”.



Inwigilacja bez kontroli

Jednak przede wszystkim o inwigilacji nie można rozmawiać na podstawie liczb, za którymi nie wiadomo co się kryje. Meritum to możliwość jej kontrolowania. Wojciech Klicki mówi OKO.press: „Najchętniej w ogóle nie odnosiłbym się do tego czy skala wzrosła, czy spadła. To nie jest ważne. Ważne, że niezależnie czy sprawdzono milion czy dwa miliony bilingów, to mimo obietnic – wszystko odbywa się poza kontrolą. Sądy, które rzekomo sprawują kontrolę nad działaniem służb, udowadniają, że nie mają do tego narzędzi”.

I twierdzą tak same sądy, które mają sprawować nadzór nad inwigilacją. W piśmie, które otrzymał Panoptykon od Sądu Okręgowego w Gdańsku możemy przeczytać:

„ustawa nie stwarza możliwości zweryfikowania, czy sięgnięcie po informacje było niezbędne, celowe i należycie uzasadnione, a więc nie daje podstawy do przeprowadzenia realnej – spełniającej standardy ochrony praw człowieka – kontroli”.

Dlaczego? Ustawa inwigilacyjna ze stycznia 2016 roku wprowadziła mechanizm, który nakazuje służbom składać sprawozdania, dokumentujące jak często pytali o dane. Klicki mówił: „De facto, sąd dostaje do obejrzenia tabelkę, w której figuruje wykaz zapytań. Jednak nie może zweryfikować, jaki był cel zapytania, czy takie działanie było potrzebne. Nie ma gwarancji, że nie dochodzi do nadużyć”.

Z ustaleń fundacji wynika, że do nieuzasadnionych zapytań dochodzi. Według Panoptykonu „braku niezależnej kontroli nad pozyskiwaniem danych nie rekompensuje wewnętrzny nadzór. Ze zdobytych przez nas informacji wynika bowiem, że funkcjonariusze Policji pobierają dane w sytuacjach, w których nie mają do tego uprawnień, np. w sprawach o wykroczenia. Przyznało to nawet Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji, które na skutek naszej interwencji… zobowiązało komendantów wojewódzkich do omówienia zaistniałych nieprawidłowości w ramach szkoleń”.

Mniejsza przejrzystość działania służb

Do momentu wejścia w życie nowej ustawy Urząd Komunikacji Elektronicznej publikował informacje uzyskane od operatorów telekomunikacyjnych o łącznej liczbie zapytań (o uzyskanie konkretnych danych) ze strony służb. Te informacje były podawane do wiadomości publicznej. Nowa ustawa uchyliła te przepisy. Zamiast tego minister sprawiedliwości raz do roku przedstawia parlamentowi „zagregowane informacje” z przetwarzania danych przez służby.


Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press