PiS nie może się zdecydować: albo straszy protestami, za którymi podobno stoją obce wrogie Polsce siły, albo protesty bagatelizuje. Zbigniew Ziobro w wywiadzie dla "Sieci Prawdy" przyjmuje drugą strategię i mówi, że protesty były "niewielkie". Nie wiemy, gdzie minister był od 16 lipca, ale chyba nie w Polsce. Albo oglądał tylko "Wiadomości" TVP

Politycy PiS i prorządowe media stosują różne strategie, by poradzić sobie z wymowa masowych protestów w obronie niezależności sądów. Poszukują obcych wpływów albo protesty umniejszają. Tę drugą strategię zastosował w obszernym wywiadzie dla tygodnika „Sieci Prawdy” minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.


I nie możemy stwarzać wrażenia, że ulegamy akcjom protestacyjnym, które rzeczywiście są dość nieliczne.

Zbigniew Ziobro, wywiad dla "Sieci Prawdy" - 31/07/2017

Zbigniew Ziobro. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Fałsz. Demonstracje odbyły się w 1/4 polskich miast.


W Polsce są 923 miasta, protesty odbyły się w ponad 250, czyli więcej niż w jednej czwartej. Do tego dochodzi 35 miejscowości poza Polską. Takie dane podała „Gazeta Wyborcza”, która przygotowała mapę protestów 20-23 lipca.

Komitet Obrony Demokracji zebrał dane w dłuższym okresie od 20 do 27 lipca i ma nieco wyższe liczby: „Protestowało 271 miast plus 46 miast za granicą, pod ambasadami, konsulatami czy ośrodkami dla Polonii” – informuje OKO.press Anna Knap z KOD, która koordynowała zbieranie informacji. Zgłoszenia pochodziły od uczestników, organizatorów, w tym „KOD-erów” i były potwierdzane zdjęciami.

To oznacza, że protesty ogarnęły prawie co trzecie miasto, dokładnie 29,4 proc. polskich miast.

Czy wiemy, ile osób w całej Polsce wyszło na ulice? „Nikt nie jest w stanie tego policzyć. Od 20 tys. w dużych miastach jak Kraków, Wrocław, Poznań, czy Opole do tysiąca lub nawet dwóch-trzech osób w małych miejscowościach” – odpowiada Anna Knapp. „Gazeta Wyborcza” spróbowała oszacować liczbę uczestników jednego dnia (zdjęcia). W czwartek 20 lipca, kiedy Sejm przegłosował ustawę o Sądzie Najwyższym. Ok. 50 tys. osób przyszło wówczas pod Pałac Prezydencki – to wtedy przemawiał tam prof. Adam Strzembosz, Joanna Szczepkowska czytała preambułę Konstytucji, a wystąpienie Kamili Gasiuk-Pihowicz wzbudziło entuzjazm tłumu. To tego dnia prezydent przebywał na Helu.

Tylko 20 lipca w protestach wzięło udział ponad 100 tys. osób.

Trudno się zgodzić, że to „niewiele”, jak mówi minister Ziobro.

A protesty trwały przez kolejne dni, dołączały kolejne miasta. Skalę protestów widać na przykład tutaj albo tutaj, albo tutaj, albo tutaj (widok z góry na tłum zgromadzony nocą 20 lipca pod Sejmem).



„Frekwencja na manifestacjach nie jest szczególnie wysoka” – oceniał lektor w materiale Marcina Tulickiego dla głównego wydania „Wiadomości” 21 lipca 2017, czyli dzień po demonstracjach, które zgromadziły 100 tys. osób. Kamera telewizji publicznej jakoś ich nie wypatrzyła. Charakterystyczny jest dobór materiałów filmowych – demonstranci pokazywani są od dołu, tak, by w kadrze zawsze znajdowało się maksymalnie kilkanaście osób. Zaledwie raz widzowie mogli zobaczyć demonstrację z góry i przekonać się, że był na niej tłum. Oprócz tego dostali stały zestaw obrazków: Adam Michnik i co bardziej agresywne fragmenty z występów opozycyjnych polityków. Widzowie TVP nie zobaczyli najbardziej charakterystycznego elementu lipcowych protestów: łańcucha światła.

„Frekwencja nie jest wysoka, biorąc pod uwagę, że w ostatnich wyborach parlamentarnych Platformę Obywatelską, Nowoczesną i PSL poparło łącznie blisko 6 milionów Polaków”. Biorąc pod uwagę, że protesty organizowały przede wszystkim niezależne organizacje takie jak Akcja Demokracja, KOD czy Ogólnopolski Strajk Kobiet – zarzut „Wiadomości” nie ma sensu.

W materiale jest też niezamierzony chyba element komiczny. Pod Pałacem Prezydenckim Władysław Kosiniak Kamysz mówił: „A wszystkim ludziom, którym na sercu nie leży dobro Rzeczpospolitej, wszystkim ludziom złej woli mówimy: go to Hel/hell!”.  Szef PSL-u nawiązywał do wakacji Andrzeja Dudy, który w czasie protestów, gdy ludzie przychodzili pod Pałac, wyjechał na Hel. Ta gra słów wywołała śmiechy i oklaski tłumu.

Co zrozumiały „Wiadomości”? „Kosiniak-Kamysz politycznych przeciwników wysyłał do piekła”.

Równie humorystyczna jest koincydencja: „Te protesty były relatywnie mało liczne” – mówił 21 lipca w „Wiadomościach” Jacek Karnowski z „wSieci” (dziś: „Sieci Prawdy”). Dokładnie to samo mówi Zbigniew Ziobro w wywiadzie, który przeprowadził z nim tenże Jacek Karnowski.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym