Do rady nadzorczej warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, podczas nadzwyczajnego zebrania akcjonariuszy, Ministerstwo Rozwoju powołało dwóch nowych członków, którzy nigdy z obrotem akcjami nie mieli nic wspólnego. Tymczasem giełda już niemal drugi miesiąc nie ma prezesa, bo Komisja Nadzoru Finansowego nie ma pewności, czy może go zatwierdzić

Dziwne rzeczy dzieją się we władzach warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych (GPW). 22 lutego 2017 r. zwołano nadzwyczajne zgromadzenie akcjonariuszy, podczas którego powołano dwóch nowych członków rady nadzorczej – Grzegorza Kowalczyka i Eugeniusza Szumiejko.

Kandydaci zostali zgłoszeni przez PKO PB, a decyzję o ich zaakceptowaniu wydało Ministerstwo Rozwoju. Decyzja należała do niego, bo większość akcji GPW posiada skarb państwa, który znajduje się teraz pod zarządem resortu.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że żaden z kandydatów nie miał dotąd nawet przelotnej styczności z rynkami finansowymi czy giełdą.

Szumiejko w latach 80-tych był działaczem Solidarności, współpracownikiem m.in. Zbigniewa Bujaka, Władysława Frasyniuka i Lecha Wałęsy, ale z finansami niewiele ma wspólnego. Z wykształcenia jest astronomem – w latach 70-tych przedmiot ten wykładał w Instytucie Astronomicznym na Uniwersytecie Wrocławskim. W latach 90 skończył co prawda podyplomowe studia na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, ale na kierunku Zarządzanie Finansami Firmy. Potem był m.in. wiceprezesem lotniska we Wrocławiu, pełnomocnikiem wojewody wrocławskiego ds. usuwania skutków powodzi, zarządcą komisarycznym w Kopalni Surowców Skalnych oraz członkiem zarządu w EnergiaPro, ale do giełdy nawet się nie zbliżył.

Kowalczyk to prawnik z uprawnieniami sędziowskimi i radcowskimi. W latach 90-tych pracował w częstochowskiej firmie leasingowej, później w kancelariach prawniczych. Od 2012 r. jest prezesem agencji nieruchomości Sunny Investments, a wcześniej, w latach 2008-2012 był nawet członkiem rady nadzorczej w Zakładzie Wyrobów Cukierniczych „Miś”.

Dwa miesiące bezkrólewia

Ale to nie jedyna dziwna rzecz, jaka dzieje się ostatnio z GPW. Bowiem

już od niemal dwóch miesięcy nie ma ona prezesa.

Wyboru prezesa Giełdy również dokonuje zgromadzenie akcjonariuszy GPW, czyli – jak wspomnieliśmy wcześniej – resort rozwoju.

4 stycznia 2017 r. zgromadzenie powołało Rafała Antczaka, w przeszłości pracownika m.in. Deloitte Consulting. Mimo to, nadal nie objął on stanowiska.

Poprzednią i de facto nadal urzędującą prezes jest Małgorzata Zaleska. Ona również powołana była już przez Prawo i Sprawiedliwość, 12 stycznia 2016 r., niedługo po wyborach. Wtedy GPW podlegała ministrowi skarbu państwa Dawidowi Jackiewiczowi. Wypadł on jednak z łask przywódców partii rządzącej, gdy na jaw wyszło, że ważne i wysoko płatne posady w państwowych spółkach na potęgę obsadzał swoimi znajomymi i współpracownikami, często pozbawionymi odpowiednich kompetencji.



We wrześniu 2016 r. odwołano go, zlikwidowano resort, a pieczę nad większością państwowych spółek – także GPW – przejęło Ministerstwo Rozwoju z Mateuszem Morawieckim na czele. 4 stycznia 2017 roku podjął on decyzję o odwołaniu Zaleskiej, prawdopodobnie jako „człowieka Jackiewicza” i powołaniu Antczaka (w spółkach skarbu państwa było wiele przetasowań, odkąd Jackiewicz stracił posadę).

Problem w tym, że wybór nowego prezesa musi za każdym razem potwierdzić Komisja Nadzoru Finansowego. A ta jeszcze tego nie zrobiła. Dlaczego?

Zaleska została odwołana, nie odeszła ze stanowiska dobrowolnie. Dlatego, by kolejny prezes objął stanowisko, KNF musi zatwierdzić wniosek o odwołanie starej prezes i powołanie nowego. Z tymi decyzjami jednak zwleka. M.in dlatego, że uchwała zgromadzenia akcjonariuszy o odwołaniu Zaleskiej nie zawierała żadnego uzasadnienia. KNF może i tak ją zaakceptować, ale może też domagać się uzasadnienia takiej decyzji.

Problem może też leżeć w tym, że KNF wolałby Zaleską, bo ta ma dużo większe kompetencje od Antczaka by takie stanowisko piastować. Mało tego – Antczak być może nie spełnia merytorycznych kryteriów by można było mianować go prezesem. Ustawa o obrocie instrumentami finansowymi mówi, że członek GPW powinien posiadać przynajmniej trzyletni staż pracy w instytucjach rynku finansowego. Nowy kandydat na prezesa ma doświadczenie w dziedzinie ekonomii – od 1994 r. przez wiele lat był ekonomistą w Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE), potem głównym ekonomistą w PZU, a do 2016 r. członkiem zarządu w Deloitte. Ale właściwie żadna nie jest „instytucją rynku finansowego” i na tej podstawie KNF teoretycznie może nominacji nie poprzeć. Zaleska ma zaś w tym zakresie wyjątkowo imponujące CV – całe życie pracowała w polskich i zagranicznych instytucjach związanych z rynkami finansowymi, ma też duże osiągnięcia naukowe.

Jak twierdzi „Wyborcza”, Zaleska nie chce rezygnować z funkcji i próbuje dogadać się z Komisją Nadzoru Finansowego. A KNF ma jeszcze tylko kilka dni na ostateczną decyzję, bo według prawa tego typu postępowanie nie może toczyć się dłużej niż dwa miesiące.

Zapewne ani brak prezesa, ani wątpliwe nominacje do rady nadzorczej specjalnego zaufania do GPW wśród inwestorów nie wzbudzą.


Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Masz cynk?