Ogłoszony przez rzecznika prezydenta biało-czerwony marsz 11 listopada - jako uroczystość państwowa - “mocą samego prawa” unieważni Marsz Niepodległości zarejestrowany na tej samej trasie. Chyba mocą prawa kaduka. Bo terminu "uroczystość państwowa" nie zna prawo, a zasada legalizmu obowiązuje nawet premiera i prezydenta

Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta RP, ogłosił, że w związku z decyzją prezydent Warszawy o zakazaniu Marszu Niepodległości, prezydent wraz z premierem podjęli decyzję o zorganizowaniu uroczystości państwowej w tym samym miejscu i czasie. Decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz nie jest jeszcze ostateczna, bo może ją podważyć sąd.

Zdaniem Spychalskiego nie ma to jednak znaczenia, bo:


Marsz będzie miał charakter uroczystości państwowych, więc inne marsze idące tą samą trasą z mocy samego prawa nie mogą mieć miejsca

Błażej Spychalski, Wypowiedź rzecznika prezydenta - 07/11/2018

Wypowiedź rzecznika prezydenta

13.09.2018 Warszawa . Sejm . Rzecznik prezydenta Blazej Spychalski . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


zbity zegar. W prawie nie ma pojęcia "uroczystości państwowych". Obowiązuje za to zasada legalizmu


Próżno szukać przepisów prawa, które swoją mocą miałyby uniemożliwiać odbycie się jakiegokolwiek zgromadzenia w miejscu rządowego marszu. Termin “uroczystość państwowa” nie pojawia się w żadnej ustawie, nie ma żadnych specjalnych regulacji, które mówiłyby o wyższości takich uroczystości nad zgromadzeniami publicznymi.

Pomysł zadekretowania wyższości zgromadzeń państwowych nad zwykłymi pojawił się w projekcie nowelizacji prawa o zgromadzeniach z 2015 r., ale po protestach m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich PiS się z niego wycofał.

Jeśli więc sąd uchyli decyzję prezydent Warszawy o zakazie Marszu Niepodległości, dojdzie do konfrontacji prawa o zgromadzeniach zakorzenionego w ustawie i 57 artykule konstytucji z jednej strony i nagiej woli politycznej z drugiej.

Rzecznika prezydenta na Twitterze próbował wesprzeć m.in. Maciej Wąsik, poseł PiS i sekretarz stanu w Kancelarii Premiera, argumentując, że nikt nie może rozwiązać marszu premiera i prezydenta, bo według prawa o zgromadzeniach ustawa ta nie stosuje się do zgromadzeń organizowanych przez organy władzy publicznej.

Poseł Wąsik trafnie cytuje prawo o zgromadzeniach, ale bezpodstawnie interpretuje art. 2 tej ustawy.

Zdaje się twierdzić, że skoro ustawa nie dotyczy imprez państwowych, to państwo może organizować je bez ograniczeń, zupełnie jakby nie słyszał o zasadzie legalizmu, nakazującej działać organom państwowym jedynie na podstawie i w granicach prawa.

Decyzja prezydenta i premiera to nie działanie na podstawie prawa o zgromadzeniach, ale jego zupełne zignorowanie.

Wąsik może mieć jednak rację w takim sensie, że prawdopodobnie w tym przypadku przed łamaniem prawa nikt władz PiS nie będzie w stanie powstrzymać.

Jeśli rząd 11 listopada zrobi to samo, co w trakcie miesięcznic smoleńskich, czyli zleci Służbie Ochrony Państwa wygrodzenie terenu marszu ze względu na bezpieczeństwo VIP-ów, Urząd Miasta nie będzie miał możliwości ingerowania w decyzje SOP ani odwoływania się od nich.

Głównym wydarzeniem obchodów setnej rocznicy niepodległości ma być więc przejęcie przez polski rząd marszu narodowców z obejściem prawa.

 

 

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi.
Razem tworzymy OKO.press!

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!