Jeszcze nie padło oskarżenie sformułowane wprost, ale frustracja prawego skrzydła PiS po zawetowaniu przez prezydenta Dudę „ustawy degradacyjnej” jest wyraźna. Na razie padają tylko aluzje do zdrady, ale to słowo jest już na końcu języka. Piotr Bączek, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, właściwie już to powiedział - na serio

Prezydent Andrzej Duda zawetował „ustawę degradacyjną” 30 marca 2018. Ustawa miała objąć z automatu wojskowych członków WRON – Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, umundurowanej, niekonstytucyjnej junty rządzącej PRL w czasie stanu wojennego. Dawała także możliwość pozbawiania stopni wojskowych tych, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”.

Duda wyliczył swoje zastrzeżenia wobec ustawy – m.in. brak trybu odwoławczego. Weto było niespodzianką dla polityków PiS (jak przyznał m.in. szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk), a na prezydenta posypały się oskarżenia i pretensje.

Pierwsze reakcje opisała „Wyborcza”. Po kilku dniach niechęć i wyrzuty wobec prezydenta wcale nie osłabły: przeciwnie, przybrały formę ulubioną dla naszej prawicy, czyli teorii spiskowej.

„Będzie prezydent musiał się ciężko napracować, żeby odzyskać mój głos”

mówił we wtorek 3 kwietnia poseł PiS Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera Morawieckiego.

Suskiemu odpowiadał w Radiu Zet rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński, żartując sobie trochę z rozgoryczenia posła.

„To jednak poważna sytuacja. Nie bagatelizujemy jej. Dwa lata, żeby przekonać pana ministra Suskiego, no chyba że jest taka sytuacja, że się nie uda przekonać pana ministra, bo sam będzie startował”.

Znacznie cięższe armaty wytoczyli przeciwko prezydentowi dwaj politycy, którzy mają powody, żeby go nie lubić – były minister obrony Antoni Macierewicz (który w dużej mierze z powodu konfliktu z Dudą stracił stanowisko) oraz Piotr Bączek, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (w styczniu został zdymisjonowany przez następcę Macierewicza, zastąpił go na stanowisku kolega ze studiów prezydenta Dudy).

3 kwietnia Macierewicz mówił (cytujemy za PAP):

*„W istocie można się zastanowić, czy pan prezydent, który jako polityk nie miał możliwości uczestniczenia w Okrągłym Stole, ale powrócił do tej formuły „grubej kreski”, wynikającej z Okrągłego Stołu, że pewne osoby, pewna formacja polityczna będzie do śmierci chroniona” (jest to nieprawda; żadna taka umowa nie została przy Okrągłym Stole zawarta, o czym mówił np. uczestnik tych rozmów Lech Kaczyński).

* „Sprawa w szczególności dotyczy wojska i jego morale. To morale zostało w ten sposób zakwestionowane można powiedzieć: do samego dna”.

* „Wydaje mi się, że mało kto ze środowiska obozu patriotycznego zdawał sobie sprawę, bardzo długo, że głosując na pana prezydenta Andrzeja Dudę, głosuje za właśnie takim postawieniem sprawy związanej z wojskiem, odpowiedzialnością za okupację sowiecka i sposobem wyjścia z tej okupacji. (…) Oznacza to, że mamy znowu przed sobą lata dochodzenia do tego, by Polska, oczywiście w wymiarze moralnym, etycznym, była niepodległa, że to jest jeszcze przed nami”.

Dla Macierewicza Duda zatem jest człowiekiem, który:

  • chroni „układ postkomunistyczny” powstały przy Okrągłym Stole;
  • obniża morale wojska;
  • utrudnia rozliczenie się z PRL, który Macierewicz nazywa fałszywie „okupacją sowiecką” (PRL był państwem niesuwerennym, ale nie okupowanym).

Jeszcze dalej idzie były szef SKW. Dudzie poświęcił obszerny fragment swojego wystąpienia w programie Doroty Kani „Koniec systemu” w Telewizji Republika 3 kwietnia. Mówił tam o ogromnej – jego zdaniem – skali rosyjskiej agentury w Polsce.

W tym właśnie kontekście w jego wypowiedziach pojawił się prezydent!

Bączek mówił: „Niezależnie od tego jak głęboko służby rosyjskie, służby postsowieckie w Polsce działają to ich skuteczność zależy od atmosfery społecznej. Od możliwości wpływania na nastroje społeczne, na decyzje władz, na decyzje rządu. Wystarczy odpowiednie nastawienie związane z realizmem politycznym czy koniecznością dostosowania się do geopolityki. Również nastawienie związane z koniecznością urealnienia aktów prawnych.

Nawiązuje tutaj do decyzji pana prezydenta sprzed kilku dni ws. tzw. ustawy degradacyjnej. Nie oceniam tego w kategoriach wpływu agentury. Mówię tylko o atmosferze. Ta decyzja wzmacnia środowiska postsowieckie, postkomunistyczne”.

Przełóżmy te zawiłe zdania na polski. Bączek mówi tyle: są w Polsce agenci, ich skuteczność zależy od „atmosfery społecznej”, a prezydent co prawda nie jest agentem, ale blisko – bo jego weto tworzy atmosferę, który tę agenturę wzmacnia.

Bączek cofnął się przed jednoznacznym oskarżeniem Dudy o bycie rosyjskim agentem. Nie zaprzeczył jednak takiej interpretacji: „nie oceniam” to zawieszenie sądu, a nie zaprzeczenie.

Faktycznie więc były szef SKW dopuszcza możliwość, że prezydent RP jest rosyjskim agentem, a twierdzi tylko w odrobinę zawoalowany sposób, że działa w interesie Rosji (nawet jeśli nim nie jest)! W sumie trudno ocenić, który wariant byłby dla Dudy gorszy.

Podkreślmy: mówi to były szef polskiego kontrwywiadu!

Środowisko Macierewicza ma oczywiście dobre powody, żeby Dudy nie znosić. Niechęć wyraża po swojemu – zarzucając prezydentowi brak patriotyzmu. Oskarżenia o agenturalność są już jednak tuż, tuż. Bo przecież tylko agent może wyrzucić ze stanowiska ministra obrony tak doskonałego fachowca, jak Antoni Macierewicz.

Ta Zjednoczona Prawica, która rządzi Polską widać coraz mniej zjednoczona.


Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym