Prokuratura chce ukarania czołowych działaczy Obywateli RP za akcję "Tych klientów nie obsługujemy". Protestowali pod parlamentem przeciwko ograniczaniu praw obywatelskich i łamaniu konstytucji. Według śledczych naruszyli mir domowy Sejmu, bo nie mieli zgody Straży Marszałkowskiej na wejście pod jego budynek

W piątek, 13 października 2017 roku, zaczął się przed stołecznym sądem rejonowym kolejny proces liderów Obywateli RP.

Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście na ławie oskarżonych posadziła: Ewę Błaszczyk, Tadeusza Jakrzewskiego, Pawła Kasprzaka i Wojciecha Kinasiewicza (chcą by podawać ich pełne nazwiska). Wszystkim postawiła zarzut naruszenia artykułu 193 kodeksu karnego.

Zgodnie z nim „Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Chodzi o naruszenie tzw. miru domowego Sejmu. Zdaniem prokuratury, działacze Obywateli RP naruszyli go 30 listopada 2016 roku gdy „wtargnęli na teren Sejmu i wbrew wezwaniu Straży Marszałkowskiej nie opuścili go”.

13 października 2017 r. Proces o naruszenie miru domowego Sejmu. Na ławie oskarżonych od lewej: Ewa Błaszczyk, Wojciech Kinasiewicz, Paweł Kasprzak, Tadeusz Jakrzewski. Fot. OKO.press

Akcja „Tych klientów nie obsługujemy”

Przypomnijmy wydarzenia, których dotyczy ten proces.

Latem 2016 roku Obywatele RP – wtedy jeszcze mało znani i nie kojarzeni z tą nazwą – organizowali pod Sejmem protesty przeciwko łamaniu przez PiS Konstytucji i praw obywatelskich. 22 lipca 2016 roku kilka osób weszło na teren otaczający budynki sejmowe z transparentem „Zdradza Ojczyznę ten, kto łamie jej najwyższe prawo”. Gdy Straż Marszałkowska chciała im go zabrać, a ich wyrzucić – usiedli na ziemi. Był to pierwszy sitting Obywateli RP.

22 lipca 2016 r. Protest Obywateli RP przed wejściem do Sejmu. Fot. screen

Protest pod drzwiami Sejmu zdenerwował polityków PiS.

1 sierpnia 2016 roku marszałek Sejmu, Marek Kuchciński wydał rozporządzenie zmieniające zasady dostępu do parlamentu. Dotąd przepustka była potrzebna tylko wchodzącym do budynków Sejmu i Senatu. Zgodnie z regulacją Kuchcińskiego, jest wymagana również od osób, które chciałyby wejść na otaczający je teren.

Obywatele RP zaczęli wówczas występować o przepustki. Wchodzili na plac przed Sejmem i rozwijali rozmaite flagi i transparenty. Straż Marszałkowska odbierała im je siłą i wynosiła manifestujących (jak wspominają Obywatele „to były pierwsze noszenia” w historii ich działalności). Odbierano im przepustki i obejmowano rocznym zakazem wstępu do parlamentu.

30 listopada 2016 r. Obywatele RP w kolejce po przepustki do Sejmu – pierwszy Paweł Kasprzak, ostatnia Ewa Błaszczyk. Fot. screen

Na ograniczenie dostępu do parlamentu Obywatele odpowiedzieli akcją „Tych klientów nie obsługujemy”. Zorganizowali ją 30 listopada 2016 roku, gdy w Sejmie toczyły się prace nad zmianą ustawy Prawo zgromadzeń (nowelizacja dała pierwszeństwo zgomadzeniom cyklicznym, czyli m.in. miesięcznicom smoleńskim). Kilku Obywateli otrzymało wówczas przepustki i weszło z transparentami na teren przed Sejmem.

Paweł Kasprzak, Wojciech Kinasiewicz, Tadeusz Jakrzewski i Ewa Błaszczyk także wystąpili o wejściówki, ale ich nie dostali, bo za poprzednie akcje zostali ukarani zakazami wstępu (niektórzy już kilkuletnimi).

Weszli więc na teren bez zgody Straży Marszałkowskiej – nie przez biuro przepustek, lecz bokiem. Kancelaria Sejmu powiadomiła wówczas o sprawie prokuraturę, a ta postawiła Obywatelom zarzuty.

Obywatele: weszliśmy, ale nie przyznajemy się do winy

W piątek pierwszy w tej sprawie zeznawał przed sądem Wojciech Kinasiewicz. Potwierdził, że wszedł na teren otaczający budynki Sejmu. Ale nie zgodził się z zarzutem prokuratury. „Działałem w imię dobra publicznego. Nie neguję wejścia. Neguję, że tam wtargnąłem” – wyjaśniał.

Tłumaczył też, dlaczego 30 listopada 2016 wszedł bez pozwolenia na teren Sejmu. „To był protest obywatelski przeciwko permanentnemu deptaniu konstytucyjnych praw obywateli, które odbywa się w parlamencie RP. W tym dniu Sejm procedował nowelizację ustawy o zgromadzeniach, która nam obywatelom odbiera konstytucyjne prawo do wyrażania sprzeciwu wobec zachowania władzy” – mówił. I dodał, że chciał też zaprotestować przeciwko ograniczeniom wstępu obywateli na teren otaczający parlament. Przekonywał, że nie ma przepisu zakazującego wejścia na ten teren, a zarządzenie marszałka Sejmu ma charakter wewnętrzny.

13 października 2017 r. Proces o naruszenie miru domowego Sejmu. Zeznaje Tadeusz Jakrzewski, na ławie oskarżonych: Ewa Błaszczyk, Wojciech Kinasiewicz, Paweł Kasprzak. Fot. OKO.press

Mecenas Jacek Dubois (wnuk Stanisława Dubois, parlamentarzysty II RP i syn adwokata Macieja Dubois, obrońcy w procesach politycznych w PRL), który broni Obywateli RP w tej sprawie, pytał Kinasiewicza, co chciał osiągnąć wchodząc na teren Sejmu, jaki był jego cel. „Wywołanie u parlamentarzystów refleksji nad tym co robią” – odpowiedział oskarżony.

Po nim wyjaśnienia składał Paweł Kasprzak. Również nie przyznał się do winy. Podkreślał, że walczył o prawo do wolności zgromadzeń, dla siebie i wszystkich obywateli. I że celem akcji była obrona „ducha i litery” Konstytucji III RP. Na teren pod Sejmem wszedł świadomie by „przełamać” zakaz marszałka Kuchcińskiego. Był to akt obywatelskiego nieposłuszeństwa.

„Chcę od razu rozwiać wątpliwości prokuratury co do mojej prognozy kryminalistycznej. Dopuściłem się wielokrotnie nieposłuszeństwa obywatelskiego i będę się dopuszczał.

Sądzę, że podobna prognoza zachowań marszałka Sejmu wskaże na notoryczne łamanie przez niego podstawowych praw” – mówił Kasprzak.

Pozostali działacze Obywateli RP też nie przyznali się do czynu zarzucanego im przez prokuraturę.

Sejm ogrodzony czy nie?

Podczas rozprawy prokuratura podniosła argument, że teren Sejmu jest ogrodzony. „Teren ten jest nie tylko chroniony, ale i ogrodzony” – podkreślała prokurator, kończąc odczytywać oskarżenie przeciwko Obywatelom RP.

Według śledczych ogrodzeniem jest mały (20-30 centymetrowy) murek pomiędzy chodnikiem wzdłuż ulicy Wiejskiej, a trawnikiem i klombami z kwiatami przed Sejmem.

Innego zdania są Obywatele RP. Według nich Sejm nie jest faktycznie ogrodzony. A skoro tak – nie mogli na niego wtargnąć. „Trudno nazwać pokonanie murka oporowego i kawałka trawnika wtargnięciem. To zwykły stopień oporowy, jakich jest wiele w mieście np. przed Pałacem Kultury i Nauki” – mówił w sądzie Kinasiewicz.

Ocena, czy murek jest ogrodzeniem czy nie, może być kluczowa dla rozstrzygnięcia sądu w tej sprawie. W sierpniu 2017 roku stołeczny sąd uniewinnił Wojciecha Kinasiewicza i Rafała Suszka z Obywateli RP. Prokuratura oskarżała ich o to, że blokując wjazd do Sejmu w styczniu 2017, naruszyli jego mir domowy. Ale sąd uznał, że nie naruszyli miru, bo Sejm nie jest ogrodzony.

Kolejna rozprawa odbędzie się 20 października 2017. Prawdopodobnie sąd wyda wówczas wyrok.



Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym