„Władza promuje historię alternatywną, która daje nacjonalizmowi polskiemu legitymizację w historii naszej cywilizacji i w dziejach Polski” – mówi prof. Jan Grabowski. "To dla nas wszystkich bezpośrednie i wielkie zagrożenie. Nacjonalistyczny tryumfalizm, prymitywna i symplistyczna wizja własnych dziejów już dziś są strawą codzienną polskich uczniów"

„Polska coraz dalej odchodzi od kanonu demokratycznego wychowania, coraz bardziej oddala się od tradycji Oświecenia. Tym razem nie dzieje się to w wyniku agresji obcych totalitaryzmów – tym razem są to rany zadane samemu sobie” – mówi OKO.press prof. Jan Grabowski, wybitny historyk i badacz Zagłady Żydów.

Rozmawiamy z nim o budowie alternatywnej historii przez obóz władzy i rosnącym wpływie skrajnej prawicy, która steruje polskimi instytucjami „kontroli pamięci”.

„Ogromną odpowiedzialnością obarczam poprzednie ekipy, które oddały tą całą godnościowo-historyczną sferę na własność nacjonalistom” – mówi Grabowski. „Teraz wszyscy ponosimy konsekwencje tej krótkowzroczności, nieudolności, czy też zaniedbania”.


Adam Leszczyński: Uczestniczy pan w dwóch procesach sądowych z „Redutą Dobrego Imienia”. W obu wypadkach dotyczy to tego, co mówił pan i pisał o historii Polski, zwłaszcza o stosunkach polsko-żydowskich. O co w nich chodzi?

prof. Jan Grabowski*: W obu procesach stawka jest wysoka. Nie chodzi tu ani o mnie, ani o ten czy inny tekst naukowy, który swego czasu opublikowałem. Chodzi o to, czy polskim historykom będzie nadal wolno pisać na tematy trudne i bolesne, czy też będą musieli wtórować autorytarnej władzy w opowiadaniu ładnych, lecz przekłamanych bajek o polskiej historii. Wystarczy zresztą spojrzeć na Rosję, żeby zobaczyć jak szybko i skutecznie można  historyków wystraszyć i zakneblować.

Jeden proces wytoczyłem „Reducie”, ponieważ usiłowała spowodować zwolnienie mnie z pracy na Uniwersytecie w Ottawie, rozpowszechniając kłamstwa i pomówienia na mój temat. Listy przesłane przez Redutę i jej zwolenników do władz mojej uczelni (napisane straszną angielszczyzną) zamierzam niebawem ogłosić drukiem, bo warto, żeby amerykańscy czytelnicy dowiedzieli się, na czym polega polska polityka historyczna.

Drugi proces, inicjowany, inspirowany  i finansowany przez „Redutę” został wytoczony przeciw prof. Barbarze Engelking jako autorce jednego z rozdziałów książki „Dalej jest noc”. Mnie pozwano niejako „dla towarzystwa”, jako współredaktora tej książki. Pozew został złożony przez bratanicę pewnego sołtysa, o którego współpracy z Niemcami prof. Engelking napisała jeden kilkuzdaniowy akapit.  Za pozywającą nas krewną nieżyjącego sołtysa stoi jednak „Reduta” – o czym publicznie i wielokrotnie zapewniał Maciej Świrski, prezes tej organizacji. Jak twierdzi pan Świrski, „ich ludzie” uważnie przestudiowali dwutomową publikację, znaleźli „przekłamania” i przystąpili do dzieła. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, ale w wypadku ataku na zawodowych historyków (a w obu wypadkach właśnie z nim mamy do czynienia), lepiej jest znać dobrze historię. W wypadku „Reduty” i jej akolitów o znajomości historii nie ma jednak mowy.

Przypomnijmy: w drugim procesie chodzi o książkę „Dalej jest noc”,  przełomowe opracowanie pokazujące stosunki polsko-żydowskie na ziemiach okupowanej Polski i zarazem skalę polskiego współudziału w Zagładzie. Książkę atakował mocno rząd PiS.

Istotnie, mnie oraz wszystkich współautorów tej książki (a jest to zbiorowy wysiłek  dziewięciorga badaczy), spotkał wątpliwy zaszczyt znalezienia się na linii strzału najwyższych władz partyjnych i państwowych, jak to mówiono w epoce minionej.  Wracam tu raz jeszcze do podstawowej sprawy: jesteśmy świadkami skoncentrowanego ataku państwa na naukę. Nie chodzi tu o losy takiego czy innego historyka, lecz o władzę nad polską przeszłością. Nie mogę się oprzeć pokusie, by nie zacytować tak bardzo nadużywanego cytatu z Orwella: „who controls the past, controls the present” (kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad teraźniejszością — przyp. red.).

Polscy nacjonaliści, skrajna prawica, chcą dziś w Polsce sprawować rząd dusz, a zakneblowanie niezależnych historyków jest jednym z ważnych  etapów do osiągnięcia tego celu.

Mówimy dziś wiele o zniszczeniu niezależności sądownictwa, o ataku na niezależność prasy. I słusznie, trzeba bić na alarm. Nie mam wątpliwości, że atak na niezależnych historyków jest częścią tego samego planu. Kilka dni temu „Reduta” dostała od polskiego państwa, z pieniędzy podatników, pół miliona złotych na wsparcie swojej działalności. IPN, funkcjonujący w ramach tego samego schematu, pobiera z kasy państwa kilkaset milionów złotych rocznie.

A w dopiero co ogłoszonym programie PiS czytamy, że „jedynymi kryteriami kształtującymi naukę mogą być kryteria merytoryczne oraz etyczne, w uzasadnionych przypadkach także kryterium racji stanu”.  Trudno o bardziej klarowne przedstawienie totalitarnych i zamordystycznych dążeń ekipy rządzącej w sferze nauki.

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, żeby zrozumieć, że w pierwszym rzędzie to właśnie badania nad Zagładą staną się zakładnikami „polskiej racji stanu” – a jak to pojęcie interpretują nacjonaliści, to już świetnie wiemy. Do niedefiniowanych, ale groźnych pojęć dochodzi też coraz częściej przywoływana „wspólnota narodowa”. Nie wiadomo dokładnie co to takiego (dla historyka XX wieku asocjacja w niemiecką „Volksgemeinschaft” wręcz się narzuca), ale wiadomo, że może to być kolejny termin wykluczający. Pół biedy jak senator Grzegorz Bierecki chce: „doprowadzić do oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej”. Można założyć, że senator nie wie, o czym mówi. Gorzej, jak tego rodzaju rzeczy wypowiada Andrzej Nowak, profesor historii na UJ, człowiek, który powinien wiedzieć, że za słowami mogą postępować czyny, a te mogą ranić.

Mówiąc o mnie i o innych badaczach zajmujących się historią Zagłady prof. Nowak raczył zauważyć: „Historia, którą uprawia grupa nazywająca się »Nową Szkołą Holokaustu« jest narracją bardzo silnie motywowaną pewnymi emocjami. Emocjami, które nazwałbym po prostu jednym słowem – nienawiścią do polskiej wspólnoty narodowej”. Jak można tak mówić?! Tego rodzaju słowa, w połączeniu z nagonką prowadzoną na „niewygodnych” historyków w państwowych i prawicowych mediach mogą mieć przykre i bardzo wymierne konsekwencje.

Wracając do nadchodzących procesów. „Reduta Obrony Dobrego Imienia” powołała przeciwko mnie swoich ekspertów. Są to m.in. dr. Marek Chodakiewicz, który ostatnio dał się poznać jako specjalista od walki z homoseksualistami, dr. Piotr Gontarczyk, lepiej znany z wojny podjazdowej przeciwko Lechowi Wałęsie oraz Jakub Kumoch, ambasador RP w Bernie, którego kompetencje w dziedzinie badań nad historią Holokaustu są mi nieznane. Niedawno odbyłem dłuższe spotkanie z Deborą Lipstadt, jedną z najwybitniejszych znawczyń antysemityzmu i osobą głęboko zaangażowaną w obronę niezależności badań historycznych. Profesor Lipstadt obiecała pojawić się w Warszawie na procesie.

Prof. Deborah Lipstadt to sławna na całym świecie amerykańska historyczka, specjalistka od walki z zaprzeczaniem Zagładzie (czyli od tzw. denializmu). Jej obecność na procesie gwarantuje, że napisze o nim międzynarodowa prasa. Spodziewa się pan międzynarodowego oddźwięku?

Jak już wspomniałem, rozprawa z polskimi historykami, atak na wolność badań historycznych, to sprawy, które mają wymiar większy niż nasze polskie podwórko. A wobec tego, że celem ataku stała się wolność  badań nad historią Holokaustu – jedynego fragmentu polskiej historii, który kogokolwiek tak naprawdę zagranicą obchodzi – to oddźwięk procesów w świecie będzie szeroki. Na Zachodzie, w środowisku światowych historyków to, co się dzieje wokół niewielkiej grupy moich kolegów i koleżanek, współautorów książki „Dalej jest noc”, jest widziane jednoznacznie – jako forma brutalnego ataku państwa na niezależność badań naukowych.  Odpowiadając na pana pytanie: to, co się dzieje w Polsce, przejdzie do historii badań nad Zagładą w podobny sposób jak przeszła do nich sprawa Deborah Lipstadt z Davidem Irvingiem [znanym negacjonistą Zagłady]. Nie mam wątpliwości, że tak będzie.

Wszystko więc idzie trybem znanym w naszej ojczyźnie. Kiedy możemy spodziewać się rozprawy?

Pod koniec roku powinny odbyć się rozprawy w obu procesach.

Uważa pan, że proces jest pomyślany jako nauczka albo próba zastraszenia innych polskich badaczy, którzy tą tematyką się zajmują?

Nie muszę się domyślać. Wystarczy sięgnąć do przemówienia  premiera Mateusza Morawieckiego. 27 czerwca 2018 roku powiedział – to było wtedy, kiedy rząd dekryminalizował ustawę o Holokauście i pod naciskiem świata wycofał się z sankcji karnych dla historyków — że, cytuję, „ci, którzy mówią, że polski naród ponosi odpowiedzialność za zbrodnie II wojny światowej, powinni być w więzieniu”. Dodał jednak: „Musimy jednak pamiętać, jakie są realia międzynarodowe”. Dalej premier Morawiecki zapewniał, że ludziom, którzy występują przeciwko polskiej racji stanu, będą grozić rujnujące pozwy cywilne. I to się właśnie dzieje. Nie jest to dziełem przypadku, to fragment polityki państwa. Czy tę politykę robi sama władza, czy blisko z nią powiązane stowarzyszenia – takie jak choćby „Reduta” – to sprawa mniej istotna. Trzeba wykazywać szalenie dużo złej woli, żeby nie widzieć naszego procesu w kontekście polityki, która została niejako zaanonsowana znacznie wcześniej przez premiera.

Jak pan z tej perspektywy ocenia stan polskiej debaty o historii po czterech latach rządów PiS? Mieliśmy huczne obchody powstania warszawskiego, sierpniowy marsz nacjonalistów, wielką międzynarodową imprezę na 1 września.

Mówiąc krótko: to, co było nie do pomyślenia jeszcze cztery lata temu, teraz stało się normą.

Władza promuje historię alternatywną, która daje nacjonalizmowi polskiemu legitymizację w historii naszej cywilizacji i w dziejach Polski.

To było widoczne podczas składania hołdu Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ przez Morawieckiego na wiosnę 2018 roku. Równocześnie władza przejęła etos AK, zmieniając jego wymowę na nacjonalistyczną modłę.

Łatwość z jaką radykalna prawica zawłaszcza symbole narodowe jest rzeczą zatrważającą.  Czy komuś z nas, jeszcze parę lat temu, przyszłoby do głowy, że nasza „pewka” stanie się znakiem rozpoznawczym faszyzujących kiboli?

Apropriacja symboli obecnej władzy jednak nie wystarcza. W miejsce walki podziemnej prowadzonej przez Armię Krajową, w miejsce etosu polskiego państwa podziemnego, promowany jest dziś kult NSZ, Brygady Świętokrzyskiej i „żołnierzy wyklętych”. Jest to próba budowania historii alternatywnej, a towarzyszy temu chęć podważenia autorytetów naukowych i zastąpienia ich ludźmi z PIS-owskiego awansu.

Wszystko to razem stanowi dla nas wszystkich bezpośrednie i wielkie zagrożenie.

Nacjonalistyczny tryumfalizm, prymitywna i symplistyczna wizja własnych dziejów już dziś są strawą codzienną polskich uczniów. A za kilka lat ci właśnie uczniowie będą głosować w wyborach powszechnych.

Polska coraz dalej odchodzi od kanonu demokratycznego wychowania, coraz bardziej oddala się od tradycji Oświecenia. Tym razem nie dzieje się to w wyniku agresji obcych totalitaryzmów – tym razem są to rany zadane samemu sobie.

Czy można się pokusić o próbę opisania zmian w kategoriach instytucjonalnych? PiS stworzył wiele instytucji zajmujących się historią albo uprawiających politykę historyczną.

Jeżeli chodzi o instytucje „kontroli pamięci” – bo o nich mówię – to PiS zrobił bardzo niewiele, jeżeli chodzi o oryginalne, nowe rozwiązania. Nacjonaliści po prostu wyposażyli niektóre instytucje w zęby, dali im wielkie środki oraz przyzwolenie na działania. W pierwszym rzędzie chodzi o IPN, kierowany dziś przez prawicowych radykałów, wyposażonych rzeczywiście w ogromne środki pochodzące z budżetu.

Rozwijają się też inne instytucje, takie jak np. mało komu znany Instytut Pileckiego – który jest klonem IPN, również finansowanym z budżetowych środków i który lojalnie realizuje linię partyjną w dziedzinie historii, a wkrótce otworzy swoją siedzibę w Niemczech.

Nie wspominam już o specjalnych komórkach MSZ, prowadzących nacjonalistyczny „Kulturkampf” poza granicami Polski. Organizacji, które realizują tę nieszczęsną „politykę historyczną” jest zresztą więcej. Niedawno się dowiedziałem, że mojego wyrzucenia z pracy w Ottawie domagała się również niejaka „Polish Media Issues”. Nie miałem pojęcia co to za organizacja, ale dowiedziałem się, że jej założycielowi medal zasługi wręczył kilka lat temu Grzegorz Schetyna, ówczesny szef MSZ.

Dlatego ogromną odpowiedzialnością obarczam poprzednie ekipy, które oddały tą całą godnościowo-historyczną sferę na własność nacjonalistom. Teraz wszyscy ponosimy konsekwencje tej krótkowzroczności, nieudolności, czy też zaniedbania.

Wyobraźmy sobie, że opozycja wygrywa wybory. Co powinna zrobić w tej sferze?

IPN trzeba zamknąć. W obecnym kształcie jest to niereformowalna instytucja, która trwale rani i uszkadza polską świadomość historyczną. Archiwa IPN powinno się zachować, ale całą resztę należy po prostu zamknąć. To stosunkowo najprostszy i najbardziej oczywisty krok.

Potem czeka nas wielka praca u podstaw – należałoby zmienić programy szkolne, położyć wielki nacisk na edukację wielokulturową. Można zamknąć IPN, ale naprawienie strat wyrządzonych w tej dziedzinie przez PiS potrwa lata. To wielki wysiłek. Moim postulatem jest jak najszybsza ewakuacja państwa z uprawiania historii oraz położenie nacisku na edukację służącą tolerancji.

rozmawiał Adam Leszczyński

*Prof. Jan Grabowski (ur. 1962 r.), historyk, pracuje na uniwersytecie w Ottawie oraz w Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN. Badacz Holocaustu, autor lub współautor m.in. książek „»Ja tego Żyda znam!«. Szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943”, Warszawa 2004, „Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945”, Warszawa 2011, „Klucze i kasa. O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych, 1939-1950”, Warszawa 2014

 

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

  1. Andrzej Lisiak

    Panie Profesorze, pozostaje nam już tylko wierzyć, że prawda się jednak obroni i kiedyś znowu powszechnie zapanuje.
    A na wsparcie dedykuję Panu ten wiersz:

    Prawda – 439

    Nie musiała się rodzić bo była od zawsze
    Podstawą wszelkiego bytu
    Fundamentem świata
    Myślą
    W mądrości tkwiącą bez siostry i brata
    Jako jedyna co celem
    Człowieka być wartą

    Potem dopiero podobni do ludzi nieludzie
    Stworzyli dla niej kuzynów
    Wylęgniętych w brudzie
    Dając im nazwy wredne jako one same
    Kłamstwo i oszukaństwo
    Jak zguby testament

    Ona się nie mnożyła bo się nie musiała
    Obejmując w władanie
    Wszystko co istnieje
    Dając tym sprawiedliwym
    Światło i nadzieję
    Na dotarcie do źródła
    Prapoczątku dziejów

    Ale kuzyni za to
    Mnożąc się okropnie
    Rychło świat cały śmieciem wypełnili
    Fałszem w mroku powstałym
    Lud otumanili
    Będąc narzędziem w ręku
    Nieprawej familii

    Teraz ta wielka rodzina fałszem rozmnożona
    Siedząca jako kruki na wiedzy ramionach
    Nie dopuszcza do ludu
    Tego co ogłasza
    Prawda
    Co jak Herakles
    Czyści brud Augiasza

    Czy da radę bez wsparcia już tych oświeconych
    Co się nie poniżają
    Trzymać kłamstwa strony
    Jeśli im pomożemy stając w jej obronie
    To może świat przed kłamstwem będzie ocalony

    Nie bądźmy więc jak ryby
    Co to z prądem płyną
    Bez władzy nad kierunkiem
    Co gdzieś tam je wlecze
    Ale stańmy przeciwko zakłamanym śmieciom
    Bo tylko to pozwala
    Pozostać człowiekiem

    *
    Andrzej Lisiak

  2. Andrzej Maciejewicz

    Co to znaczy "historia alternatywna"? Czy, zby istniało kilka historii. Może ten profesor zapomniał co w języku polskim oznaczają słowa "kłamstwo, oszustwo". Może warto przypomnieć, że to własnie PO broniło IPN-u przed atakami L.Millera.

  3. Damian Kwiatkowski

    "historią Holokaustu – jedynego fragmentu polskiej historii, który kogokolwiek tak naprawdę zagranicą obchodzi" Tylko żydowskie cierpiętnictwo ludzi na Zachodzie interesuje. Taka żydowska alternatywna propaganda historyczna. Nawet na takim portalu, zresztą chyba bez powodu nazywanym utrzymankami Sorosa.

  4. Wanda Kamińska

    nie trzeba zamykać, tylko zrobić z niego muzeum, w którym odwiedzający może wcielić się kata i ofiarę. na zachętę będzie na podstawie jego danych osobowych, które będzie podawał przy zakupie biletów preparowana teczka – z epoki do wyboru – stalinowskiej, nazistowskiej, PRL albo nawet CBA pod światłym kierownictwem mariusza kamińskiego. I na podstawie materiałów, których mu nie będzie się pokazywało do końca jego pobytu w muzeum będzie prowadzony sąd kapturowy z udziałem najsprawniejszych hejterów z ministerstwa sprawiedliwości. Po powrocie do domu, odwiedzający muzeum, dostanie na e-mail cały efekt pracy zespołu do wglądu. resztę otrzyma rodzina oraz pracodawca oraz losowo wybrani sąsiedzi (dane te, IPN sobie sam ściągnie z bazy CBA).
    Wizyty będą przymusowe (wycieczki klasowe, na studiach – punktowane, i z zakładami pracy) i zapewnią fabrykację taczek na nadchodzące lata….

    • Andrzej Maciejewicz

      ad D Kwiatkowski: widocznie zachód ma dosyć polskiego zakłamywania historii. Woli być solidarnym z Izraelem niż wydawać się w dyskusję z polskimi oszustami. Historia Polski przestaje go interesować.

      • Damian Kwiatkowski

        Czy w tych żydowskich publikacjach przeczytałeś kiedyś Żydowskiej Służbie Porządkowej. Każdy ma swoją prawdę, niewygodną przemilcza, uwypukla winy innych, nawet tych polskich biednych szmalcowników, którzy aby przetrwać tak koszmarne czasy byli zmuszeni wydać żydowskich sąsiadów. Gdyby znowu nadeszły takie czasy, większość wydała by właścicieli kebabów, banków i kamienic , aby przetrwać.

  5. Ewa Kaźmierczak

    „IPN trzeba zamknąć. W obecnym kształcie jest to niereformowalna instytucja, która trwale rani i uszkadza polską świadomość historyczną.” – Ditto!
    Trudno mieć pretensje do kiboli, że nie znają historii, ale wykształceni historycy, mający dostęp do materiałów historycznych i mający wiedzę o faktach historycznych? Bez oporów moralnych zdolni, dla dobra partii rządzącej i jej prezesa, a co za tym idzie własnych korzyści finansowych, fałszować i naciągać te fakty? Dlatego dla mnie IPN stał się kolejnym symbolem upadku moralnego w czasach „dobrej” zmianie.

Masz cynk?