"Widzimy, jak autokraci uczą się od siebie nawzajem. Orbán planuje dziś całkowite przejęcie węgierskiego sądownictwa, wzorując się, jak się wydaje, na agresywnej taktyce PiS", mówi OKO.press profesor prawa z Middlesex Laurent Pech. Prof. Pech wystąpi dziś, 16 maja, na 1 Konferencji im. Wiktora Osiatyńskiego w Warszawie. Publikujemy wywiad z profesorem

Laurent Pech, profesor prawa na Uniwersytecie Middlesex w Londynie, jest jednym z najważniejszych europejskich obserwatorów i krytyków sporu Komisji Europejskiej z rządem PiS o praworządność.

Prof. Pech wystąpi w Warszawie 16 maja o godz. 15:00 w ramach 1. Konferencji imienia Wiktora Osiatyńskiego, organizowanej przez Archiwum Osiatyńskiego. Oprócz niego w panelu głos zabiorą prof. Ewa Łętowska, dr Maciej Kisilowski i Agata Gostyńska-Jakubowska.

W drugiej części konferencji, o godzinie 17:00 wykład o europejskim populizmie wygłosi wybitny znawca tego zagadnienia, profesor Jan-Werner Mueller z Uniwersytetu w Princeton. Komentarze wygłoszą: były premier Włodzimierz Cimoszewicz i profesorowie prawa: Monika Płatek, Marcin Matczak, Maciej Kisilowski.


Anna Wójcik: Wielu przeciwników reform wymiaru sprawiedliwości forsowanych przez PiS obawia się, że brak dalszej zdecydowanej aktywności ze strony Komisji Europejskiej doprowadzi do umocnienia niedemokratycznego systemu rządów w Polsce. Jakie błędy popełniła do tej pory Komisja Europejska w sporze z PiS o praworządność?

Laurent Pech: Warto krytycznie przyglądać się wysiłkom Komisji Europejskiej, sam nie powstrzymywałem się od ich, niekiedy surowej, krytyki, ale uważam, że Komisję należy też pochwalić.

Po pierwsze, za uruchomienie procedury kontroli praworządności w styczniu 2016 roku, a następnie za złożenie wniosku o uruchomienie wobec Polski Artykułu 7(1) Traktatu o Unii Europejskiej, co miało miejsce w grudniu 2017 roku. Artykuł 7 umożliwia Radzie Unii Europejskiej wysłanie ostrzegawczych sygnałów – zanim w kraju członkowskim nastąpi poważne naruszenie podstawowych, wspólnych wartości Unii Europejskiej.

Po drugie, Komisję należy pochwalić za jakość czterech rekomendacji dotyczących rządów prawa w Polsce.

Co do krytyki, Komisji stawiam zarzut opieszałości. Artykuł 7 uruchomiono zbyt późno. Sam zalecałem jego uruchomienie już w listopadzie 2016 roku, zanim w grudniu 2016 roku doszło do „przejęcia” Trybunału Konstytucyjnego przez PiS.

Komisja powtórzyła ten sam błąd w 2017 roku. Powinna była wnioskować o uruchomienie Artykułu 7 już w lipcu, a nie pozwolić partii rządzącej na podporządkowanie sobie sądownictwa. Czasem mam wrażenie, że Komisja nie potrafi, czy raczej nie chce się uczyć na swoich błędach. Na jej obronę – przynajmniej usiłuje coś zdziałać. W przeciwieństwie do Rady Unii Europejskiej, której działania zabrakło.

Czym różni się stanowisko Unii Europejskiej wobec Polski dzisiaj, w maju 2018 roku, w porównaniu do okresu po lipcowych protestach w 2017 roku?

W grudniu 2017 roku Komisja w końcu zmierzyła się z rzeczywistością: przyznała, że nie ma sensu jedynie dialogować z rządem państwa członkowskiego, który utrzymuje, że w Polsce nie ma w ogóle problemów z praworządnością. Złożenie wniosku o uruchomienie Artykułu 7, choć nastąpiło co najmniej pięć miesięcy za późno, było właściwym posunięciem. Polski rząd dostał określony termin: trzy miesiące na zastosowanie rekomendacji Komisji. Termin upłynął, polskie władze nie wprowadziły rekomendacji, a zamiast tego, wystosowały do Komisji tak zwaną Białą Księgę – mówiąc oględnie, niezbyt przekonujący dokument, o którym zresztą szybko zapomniano.

W mijających tygodniach polski rząd, pragnąc wyjść z przedłużającego się kryzysu, zaczął wykonywać pewne posunięcia, oferować Komisji kosmetyczne ustępstwa.

Miejmy nadzieję, że Komisja nie zadowoli się kompromisem, aby „zachować twarz”. Byłaby to powtórka błędu, którym był brak zdecydowanego działania wobec Węgier, gdy w latach 2011-2013 wprowadzano tam system autokratyczny, między innymi przez zmianę konstytucji.

Czy Unia Europejska ma dzisiaj spójną strategię wobec Polski – oprócz polityki ustępstw – i jasno postawiony cel?

Laurent Pech: Unia Europejska to nie monolit, ale organizacja, w której jest na porządku dziennym, że różne instytucje, a także różni aktorzy w obrębie tych instytucji, stawiają zróżnicowane diagnozy, decydują się na różne strategie i czasem wybierają odmienne rozwiązania.

Wydaje mi się, że w stosunku do Polski Frans Timmermans na początku wierzył, że już samo uruchomienie procedury kontroli praworządności wywrze wystarczający nacisk i doprowadzi do ograniczenia albo zatrzymania najbardziej autokratycznych zapędów polskiego rządu.

W pewnym stopniu to przekonanie było spowodowane niedostatecznym zrozumieniem, w jaki sposób myślą i działają „nowi autokraci”, których celem jest unicestwienie praworządności. Winne było też mylne przeświadczenie, że Komisja odniosła wcześniej sukces jeśli chodzi o reżim Viktora Orbána na Węgrzech.

Dzisiaj wydaje się, że zarówno PiS w Polsce, jak i sama Komisja, a także rządy wielu państw członkowskich, chcą jak najszybciej zostawić etap Artykułu 7 za sobą.

Dyskusja o konieczności wprowadzenia nowego mechanizmu, który pozwoliłby Komisji na przykład na zawieszenie finansowania w wypadku nie spełniania przez państwo członkowskie wymogów praworządności, to alternatywna próba wywarcia na Polskę nacisku i zmuszenia do pójścia na ustępstwa.

Jeśli polski rząd zdecyduje się na znaczące ustępstwa co do zmian w sądownictwie, Komisja będzie mogła odstąpić od dalszych działań przewidzianych w artykule 7 (w tym od głosowania za ewentualnymi sankcjami).

Pamiętajmy, że Rada może później stonować nowo zaproponowany mechanizm kontroli praworządności.

Niezależnie jednak od tego, co zrobi Komisja i Rada, nie zapominajmy o Trybunale Sprawiedliwości, który ma wydać ważny wyrok dotyczący praworządności w Polsce (o sprawie Celmar pisaliśmy w Oko.press: Irlandzka sędzia odmówiła wydania Polaka ściganego Europejskim Nakazem Aresztowania i wystąpiła do Trybunału Sprawiedliwości o ocenę stanu rządów prawa w Polsce – przyp. red.).

Polski rząd proponuje Komisji ustępstwa odnośnie zmian w sądownictwie, a jednocześnie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy sędzia TK Mariusz Muszyński, nawołuje do odwołania Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Czy Warszawa się nauczyła skutecznie mydlić oczy Brukseli?

To naganne i szkodliwe, aby urzędujący sędzia sądu konstytucyjnego dopuszczał się osobistego ataku na osobę sprawującą chroniony konstytucyjnie urząd państwowy.

Sugeruje to, że PiS nie cofnie się, zanim nie przejmie kontroli nad ostatnią niezależną instytucją. Ataki na Rzecznika Praw Obywatelskich są elementem strategii „konstytucyjnego przejęcia”, o której już wspominałem.

Warto przypomnieć, że Komisja Europejska wyraziła najwyższe zaniepokojenie kwestią zgodności z prawem mianowania obecnej Prezes Trybunału Konstytucyjnego. Komisja Europejska odnotowała również, że Mariusz Muszyński został nominowany przez Sejm bez właściwej podstawy prawnej.

W Warszawie duże zainteresowanie budzi rozwój sytuacji na Węgrzech – nie tylko ze względu na poniedziałkową (14 maja) wizytę Viktora Orbána. Aktywna postawa Komisji Europejskiej wobec Polski dziwi w sytuacji braku podobnej aktywności wobec Węgier – gdzie rząd również podporządkowuje sobie sądownictwo, otwarcie używa retoryki ksenofobicznej i antysemickiej…

W skrócie, Komisja Europejska uważa, że sytuacja w Polsce nie jest porównywalna z sytuacją na Węgrzech. Mocno upraszczając, w przeciwieństwie do rządu PiS w Polsce, rząd Orbána nie naruszał tak jawnie i wielokrotnie konstytucji obowiązującej na Węgrzech; partia Viktora Orbána zmieniła Konstytucję w 2011 roku.

Komisja Europejska stała na stanowisku, że istniejące na Węgrzech instytucjonalne gwarancje praworządności są wystarczające. Parlament Europejski nie zgadzał się z tą diagnozą Komisji i, znużony jej bezczynnością, w maju 2017 roku przyjął rezolucję wobec Węgier, która może doprowadzić do uruchomienia tego samego Artykułu 7, o którego uruchomienie wobec Polski wnioskowano w grudniu 2017 roku.

Czy Polska i Węgry wytworzyły i realizują jeden wspólny model „oporu” wobec Unii Europejskiej?

Skutecznie realizowana przez PiS w Polsce taktyka „konstytucyjnego przejęcia”, w znacznym stopniu powiela to, co Orbán przeprowadził na Węgrzech. Orbán zaś czerpał inspiracje z tego, co różni domorośli autokraci chcieli zrealizować – bądź zrealizowali – w państwach, które nie należą do Unii Europejskiej.

W Polsce rozmontowanie systemu „hamulców i równowagi” nastąpiło w sposób bardziej ostrożny i mniej widowiskowy czy oczywisty niż na Węgrzech. Z kolei węgierskie władze do zeszłego roku, nie były aż tak buntownicze i nie dążyły tak otwarcie do konfliktu, jak Polska w latach 2016-2017.

Widzimy, jak autokraci uczą się od siebie nawzajem.

Orbán planuje dziś całkowite przejęcie węgierskiego sądownictwa, wzorując się, jak się wydaje, na agresywnej taktyce PiS.

Jednak poza kilkoma wspólnymi mianownikami, taktyki obrane przez rządy w Polsce i na Węgrzech do rozprawienia się z praworządnością znacznie się różnią.

Właściwsze jest stwierdzenie, że mamy do czynienia z dwoma modelami ustrojów autokratycznych, wyrastających z odmiennych motywacji, doświadczeń, historii, kultur…

Czy Unia Europejska uważa sytuację w Polsce i na Węgrzech za realne zagrożenie?

Dwa lata temu napisałem, że „konsolidacja nieliberalnych rządów w obrębie Unii Europejskiej może ją bardziej osłabić niż fakt, że wystąpi z niej jakieś państwo”. Dziś nadal tak uważam. Upatruję dobrego znaku w rozpowszechnieniu się w Europie przekonania, że nieliberalne rządy są poważnym zagrożeniem, na które trzeba odpowiedzieć.

Problem w tym, że Unia Europejska musiała zmierzyć się w tym samym czasie z wieloma palącymi i wzajemnie potęgującymi się kryzysami. Ten kontekst powoduje, że aktorom wewnątrz Unii trudno jest skoncentrować się jedynie na osuwaniu się demokracji i praworządności w państwach członkowskich, kiedy jednocześnie musi odpowiedzieć na konkurencyjne i równie trudne problemy.

Jako prawnik uważam, że to, co dzieje się w Polsce i na Węgrzech fundamentalnie zagraża DNA Unii Europejskiej i funkcjonowaniu jej połączonego systemu prawnego, a pośrednio również przyszłości jednolitego rynku.

Czy widzi Pan jakiś jeden powód, dla którego Unia tak ociągała się ze skuteczną odpowiedzią na zagrożenia demokracji płynące z wewnątrz?

Trzeba oddać Komisji Europejskiej, kierowanej przez José Manuela Barroso, że szybko zidentyfikowała ten nowy problem. Sam Barroso już w 2012 roku mówił o nowych zagrożeniach dla demokracji w niektórych państwach członkowskich. Wydaje mi się, że nie zrozumiano jednak samego procesu i faktu, że domorośli autokraci chcą rozmontować system „hamulców i równowagi”. Wielu kluczowych aktorów, zamiast podjąć zdecydowane działania, wolało się łudzić albo uzasadniać niepowodzenia w walce z reżimem Orbána ograniczoną efektywnością dostępnych im instrumentów.

Unia Europejska trwa zaklęta w cyklu wytwarzania coraz to nowych instrumentów. Zamiast tego powinna wykorzystywać już dostępne narzędzia, w skoordynowany i zdecydowany sposób. Pokusa usprawiedliwiania opieszałości czy braku odwagi w posługiwaniu się tymi mechanizmami jest jednak za silna.

Nie jestem przekonany, że Komisja na pewno zdecyduje się na użycie nowego mechanizmu kontroli praworządności, który uzależniałby finansowanie od przestrzegania praworządności.

Zawsze łatwiej jest zrzucić winę na niewłaściwe narzędzia. W ciągu ostatnich lat widziałem zbyt wiele takich przypadków, żeby myśleć, że Komisja postąpi inaczej.

Poza tym spadła efektywność działania Unii Europejskiej. Wynika to z nikłego poparcia dla UE płynącego od rządów kilku kluczowych państw; z krótkowzroczności polityków i tendencji do skupiania się na krótkoterminowych politycznych korzyściach kosztem dbania o standardy demokracji i praworządności; z utraty pamięci instytucjonalnej po końcu kadencji Komisji Barroso, a także z wiary instytucji europejskich, że dialog – nawet pusty dialog – i taktyka odwlekania decyzji w czasie, spowoduje, że problemy same się rozwiążą.

Czy Unia Europejska wciąż ma ambicje bycia wspólnotą wartości? A może państwom członkowskim wystarczy unia gospodarcza i bezpieczeństwa?

To nie jest kwestia samej ambicji, ile zobowiązań prawnych. Unia Europejska i jej państwa członkowskie muszą być zgodne i wspierać zgodność z podstawowymi wartościami zawartymi w Traktatach. Nie chodzi tylko o dobre samopoczucie Europejczyków. Trybunał Sprawiedliwości jasno powiedział, że prawne ramy funkcjonowania Unii Europejskiej są oparte na podstawowym założeniu: każde państwo członkowskie uznaje wspólne wartości, na których zbudowana jest Unia Europejska, a także dzieli te wartości z innymi państwami członkowskimi. Jeśli usuniemy pierwiastek wspólnych wartości z Unii Europejskiej, będzie to oznaczało koniec Unii Europejskiej, jaką teraz znamy. Dobrze ujął to premier Holandii Mark Rutte: „Osłabienie praworządności osłabia jednolity rynek. Osłabienie jednolitego rynku osłabia Unię”.


Profesor Laurent Pech jest profesorem prawa europejskiego, kierownikiem Katedry Europejskiego Prawa Publicznego Jeana Monneta i Wydziału Prawa i Politologii Uniwersytetu Middlesex w Londynie.

Jest autorem dwóch książek i ponad stu publikacji na temat rządów prawa i analiz porównawczych zastosowania europejskich zasad praw człowieka w zakresie wolności słowa. Regularnie pisze w blogach prawniczych, takich jak Verfassungblog (z prof. Kim Lane Scheppele). Obecnie zajmuje się przede wszystkim „osunięciem rządów prawa” („rule of law backsliding”) w Europie.

Zainteresowania i specjalizacja naukowa naturalnie skierowały Profesora na kurs kolizyjny z rządami państw UE, które naruszają trójpodział władzy, zwiększając wpływ władzy wykonawczej i ustawodawczej na sądy, ograniczają niezawisłość sądów i sędziów oraz rolę sądów konstytucyjnych, ignorują wartości europejskie w działaniu wymiaru sprawiedliwości. Profesor Pech został jednym z najaktywniejszych krytyków zmian w sądownictwie w Polsce, wprowadzanych przez rząd PiS.

„Wewnątrz UE umocni się już drugi reżim autorytarny, jeśli Komisja będzie udawać, że naruszenia praworządności zostały naprawione” – tak profesor Laurent Pech ostrzega decydentów UE przed ustępstwami w sprawie zmian w wymiarze sprawiedliwości w Polsce, realizowanymi przez rząd PiS.

Autorytarne ograniczanie rządów prawa w stylu sowieckim prowadzi do rozmontowania demokracji

Pech łączy osunięcie rządów prawa na Węgrzech i w Polsce z degradacją całego systemu politycznego w kierunku rządów autorytarnych i faktycznym wychodzeniem tych krajów z projektu europejskiego. „Jesteśmy świadkami wymuszonego budowania państw jednopartyjnych”.

Tak opisuje ten proces w artykułach Verfassungblog „Czy jest lepsza droga?”, „Czy Komisja słusznie rozpoczęła procedury Artykułu 7(1) przeciwko Polsce?” , „Dlaczego Polska, a Węgry nie?”, w tweetach, w wywiadzie z 16 marca 2017 dla hiszpańskiego think-tanku Real Instituto Elcano, w nagraniu dla #Wolne Sądy.

 

Komisja Europejska i Rada UE powinny użyć wszelkich dostępnych instrumentów, żeby chronić rządy prawa

„Kryzys praworządności zniszczy Unię od wewnątrz, jeśli wszystkie instytucje europejskie nie zrobią co w ich mocy, aby zapobiec dalszemu ograniczaniu rządów prawa przez rządy”.

Profesor Pech jest zwolennikiem twardej, bezkompromisowej reakcji i działań instytucji UE w celu ochrony rządów prawa w Polsce i na Węgrzech. Jednoznacznie potępia ustępstwa UE od początku sporu między rządem PiS a Komisją Europejską.

Przeczytaj tutaj: „Polska i Komisja Europejska, część II Słuchając śpiewu syren dla rzadów prawa , „Czy Komisja może nadzorować przestrzeganie prawa”, „Is There A Better Way Forward?”. 

Działania rządu PiS w sporze z UE o sądownictwo są prowadzone w złej wierze

Profesor Pech w swoich tweetach i artykułach z ostatnich miesięcy, m.in. w ww. artykule „Czy Komisja…”, „Czy sądownictwo krajowe pozostaje w wyłącznej kompetencji kraju?” jednoznacznie negatywnie ocenia działania rządu PiS w sporze z Komisją:

„Nazywanie tego co się dzieje w Polsce reformą sądownictwa jest w najlepszym wypadku niewłaściwe, a w najgorszym otwarcie oszukańcze”.

Wewnątrz UE umocni się już drugi reżim autorytarny, jeśli Komisja będzie udawać, że naruszenia praworządności zostały naprawione

Pech konsekwentnie przestrzega Komisję Europejską przed ustępstwami i rekomenduje kontynuację procedur Artykułu 7: „Szkód spowodowanych zmianami w wymiarze sprawiedliwości nie da się naprawić kosmetycznymi ustępstwami proponowanymi przez Polskę”. „Rząd polski rzucił Komisji kilka kości, oczekując, że ta je przyjmie i przerwie procedurę Artykułu 7. Problem w tym, że to może się udać…”.

Wielokrotnie w swoich tweetach Pech wyraża obawę, że Komisja zaakceptuje pozorne „ustępstwa”, żeby zakończyć spór z Polską, zwłaszcza w perspektywie zbliżającego się końca kadencji przewodniczącego Jean-Claude’a Junckera. Byłoby to powtórzeniem wieloletniego tolerowania przez UE podobnych naruszeń praworządności na Węgrzech.


Wesprzyj projekt naszej Fundacji. Dołącz do zbiórki na Archiwum Osiatyńskiego https://pomagam.pl/archiwum

Prawniczka i socjolożka, asystent w Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie, sekretarz redakcji "Visegrad Insight" (2012-2017). Koordynuje Archiwum Osiatyńskiego.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym