08 października 2021

Prof. Łętowska dla OKO.press po wyroku TK: "Nie ma żadnego konfliktu między konstytucją a prawem UE"

„To coś absolutnie bezprecedensowego. Mamy wypowiedzenie, kompletne zakwestionowanie samej zasady lojalnej współpracy między państwami UE, zapisanej w art. 4 traktatu. To samo serce Unii" - prof. Ewa Łętowska komentuje czwartkowe orzeczenie TK Julii Przyłębskiej

W długo oczekiwanym orzeczeniu upolityczniony Trybunał Konstytucyjny pod wodzą Julii Przyłębskiej 7 października 2021 postanowił: wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczące polskiego sądownictwa są sprzeczne z konstytucją. Podważył przy tym kluczową zasadę funkcjonowania Unii - prymat prawa unijnego nad prawem krajowym. A rządzącym otworzył furtkę do ignorowania orzeczeń TSUE i, de facto, opuszczenia porządku prawnego UE.

Wyrok i jego konsekwencje dla Polski oraz polskiego systemu prawnego komentuje dla OKO.press Ewa Łętowska, profesor w Instytucie Nauk Prawnych PAN, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, członek korespondent Polskiej Akademii Umiejętności, pierwsza Rzecznik Praw Obywatelskich w Polsce (1988-1992), sędzia NSA (1999-2002) i Trybunału Konstytucyjnego (2002-2011).

Maria Pankowska, OKO.press: Co wyrok TK z 7 października 2021 oznacza dla Polski?

Prof. Ewa Łętowska: Z punktu widzenia Sein, czyli rzeczywistości - bo w tej sprawie wiele jest kłamstw i fałszywych etykiet - ta decyzja oznacza faktyczny polexit, tyle że bez nazwy. Rządzący chcą wybierać sobie elementy systemu prawnego UE jak rodzynki z ciasta. Tak, żeby nikt im się do niczego nie wtrącał.

Dochodzi tutaj szerszy aspekt polityczny. Staliśmy się znów "przedmurzem chrześcijaństwa".

Przez działania Łukaszenki jesteśmy w sytuacji Erdoğana. On bierze pieniądze od Unii i za to nie puszcza dalej uchodźców z Bliskiego Wschodu. My prawdopodobnie też liczymy, że uda się coś utargować.

Że będziemy w Polsce w środku robili, co chcemy, gdy idzie o sądy. W zamian za to, że przytrzymamy trochę ludzi na granicy. I że Unia (po cichu) pójdzie na taki układ.

Profesor Ewa Łętowska / fot. Mikołaj Maluchnik

A dla polskiego porządku prawnego?

Rząd przekreślił przy tym niepisany konsens społeczny - że honorujemy imponderabilia konstytucyjne. Konstytucja, zasady państwa prawa stały się orężem politycznym. W związku z tym mamy każdego dnia inny przekaz na temat tego, co znaczy polska konstytucja. A ona znaczy tyle, ile znaczy decyzja polityczna w danym momencie. W tej sytuacji konstytucja i system prawa tracą swoje znaczenie stabilizujące.

Zakładnikami tej całej historii są oczywiście sędziowie. To oni będą obrywać ustawą kagańcową za stosowanie się do prawa unijnego i za honorowanie rozstrzygnięć TSUE (do czego są prawnie zobowiązani). Zakładnikami będzie też publiczność, która w tej sytuacji traci zupełnie stabilność orzecznictwa.

Mówi pani, że sędziowie są zakładnikami tej sytuacji. Co pani zdaniem powinni zrobić?

Czy mają być herosami? Jeśli tak, to powinni zachować się heroicznie, wykazać posłuszeństwem prawu unijnemu i standardowi unijnemu. Ale wtedy na karku mogą mieć rzeczników dyscyplinarnych, a w przypadku sędziów SN inne środki dyscyplinujące. Jest ustawa kagańcowa, konsekwencje mogą być różne.

Mogą być też przeciętnie dobrymi sędziami - tacy najpewniej będą grali na zwłokę, przerzucali gorący kartofel i uchylali od orzekania. Wtedy to my, opinia publiczna, będziemy zakładnikami.

W ostateczności część sędziów może zasłonić się formalizmem. Posłuchać TK, mimo że jest tam wadliwy skład. Uznać, że w końcu mamy domniemanie konstytucyjności, że Trybunału słuchać jednak należy. Nie mnie oceniać, czy wszyscy powinni być herosami.

Mogę tylko jeszcze podpowiedzieć:

chcąc stosować się do standardu unijnego, można się powoływać nie na wskazany w orzeczeniu TK, wyraźnie zakwestionowany art. 19 Traktatu, a na art. 47 Karty Praw Podstawowych. To jest identyczny standard, identyczne wymagania co do testu niezawisłości sędziów.

Czy konflikt między konstytucją a prawem UE rzeczywiście istnieje?

Nie ma żadnego konfliktu. Sytuacja jest prosta, konstytucja jest najwyższym prawem w systemie polskim. Zakłada się, że Polska honoruje przyjęte na siebie zobowiązania międzynarodowe. Zobowiązaniem międzynarodowym przyjętym w momencie akcesji jest traktat. Jego zgodność z konstytucją na tamten moment była sprawdzona.

Nie jest winą ani konstytucji, ani traktatu, że później konstytucji nadano inne znaczenie, wypełnia się ją treścią polityczną.

I tak jak rząd oskarża, że traktat zmienił swoje znaczenie, tak samo Unia może powiedzieć: "no przepraszam bardzo, Polska zmienia znaczenie swojej konstytucji".

Już kilka lat temu pisałam, że wyjście z Unii jest formalnie łatwe. Za łatwe; wcale nie trzeba referendum, większość parlamentarna wystarczy. A w tej chwili władza polityczna ma rozwiązane ręce. Wszystko zgoni na to, że przecież mamy orzeczenie TK, a orzeczenie TK powinno być wykonywane.

Tylko że orzeczenie TK oznacza, że zarówno rada ministrów, jak i prezydent i parlament powinny wykonać orzeczenie Trybunału. Jeżeli orzeczenie mówi, że jest sprzeczność pomiędzy traktatem i polską konstytucją, no to można zmienić konstytucję, próbować wypowiedzieć traktat albo wyjść z Unii. Czwartej możliwości nie ma.

Rząd podnosi, że podobne wyroki zapadły w wielu innych krajach. Że to nic nadzwyczajnego.

Nieprawda, nieprawda. W żadnym kraju tego nie było.

Wszystkie te sprawy o podziale kompetencji pomiędzy Unią i danym krajem - m.in. w Niemczech i we Francji - dotyczyły bardzo konkretnych kwestii. Czyli: "czy problem x należy do kompetencji tego, czy innego porządku prawnego". I to było rozstrzygane, a nie to, który porządek jest wyżej czy niżej.

My z góry zakładamy, że jak coś nam się nie będzie podobało w rozstrzygnięciach Trybunału Sprawiedliwości, to nie będziemy się temu podporządkowywali. Stawiamy kwestię otwartą i abstrakcyjną.

Profesor Ewa Łętowska / fot. Mikołaj Maluchnik

Jak pani myśli, jak to się dalej rozwinie?

Nie wiem. Oczywiście tej chwili idziemy na czołowe zderzenie z UE i patrzymy, kto pierwszy uskoczy.

Od wielu lat ogląda pani z bliska spory polityczne i prawne. Spotkała się już pani kiedyś z podobną sytuacją?

Nie. To coś absolutnie bezprecedensowego. Mamy wypowiedzenie, kompletne zakwestionowanie samej zasady lojalnej współpracy między państwami UE, zapisanej w art. 4 traktatu. To samo serce Unii. TK mówił o tym już w orzeczeniu z 14 lipca, w sprawie P7/20. Tam powiedziano, że art. 4 nie wiąże. Jeżeli kwestionuje się zasadę lojalnej współpracy między państwami, to precedensu nie ma.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne