Po pierwsze - brak kontroli, czy stosowanie radykalnych przepisów tej ustawy jest uzasadnione, po drugie - to próba obejścia konstytucji i wprowadzenie stanu nadzwyczajnego „kuchennymi drzwiami”, i po trzecie - wyjątkowo niski poziom techniki legislacyjnej - ostrzega prof. Jerzy Zajadło

Przed czwartkowym posiedzeniem komisji senackiej i piątkowym Senatu w sprawie ustawy o koronawirusie prof. Jerzy Zajadło ostrzega przed pułapkami zastawionymi na demokrację deliberatywną (czyli opartą na komunikacji, w której dominuje dążenie do prawdy, porozumienia i kompromisu).

  • Zobacz więcej o demokracji deliberatywnej

    Jak podaje encyklopedia administracji publicznej demokracja deliberatywna to „publiczny proces porozumiewania się i rozważenia różnych poglądów, polegający na wydobyciu argumentów, które prowadzą do rozwiązania problemu lub ustalenia konsensusu.

    Podstawą jest twierdzenie, że istotą demokracji jest deliberacja, czyli komunikacja oparta na argumentacji, dążeniu do prawdy i porozumienia. Podstawą deliberacji jest dążenie do osiągnięcia kompromisu w przedmiotowych sprawach.

    Prawdziwa deliberacja powinna być: wolna od wpływu politycznego, otwarta, jawna i prowadzona dla dobra ogółu, a nie interesu partykularnego, wolna od przymusu, żaden z jej uczestników nie może być marginalizowany ani faworyzowany – zakłada się równość uczestników procesu deliberacji, każdy ma takie same szanse wypowiedzenia się w konkretnej sprawie, zgłaszania propozycji czy argumentów.

    Podstawową zasadą jest dyskusja, dialog i komunikacja w najważniejszych sprawach publicznych oraz otwartość na tematy poruszane w jej toku. Zwolennicy deliberacji twierdzą, że decyzja polityczna, aby uzyskać legitymizację, nie musi zostać podjęta w wyniku głosowania, ich zdaniem może być ona wynikiem procesu argumentacji wolnej od przemocy i przymusu.

    Do najbardziej popularnych technik deliberacji należą: sondaż deliberatywny, sądy obywatelskie, technika otwartej przestrzeni (spotkania otwarte), warsztaty Charette, panel obywatelski, spacer badawczy, mapa interaktywna”


Na pierwszy rzut oka można by uznać, że dzień 2 marca 2020 roku był w obecnym polskim Sejmie dniem wielkim. Debatując nad ustawą w sprawie koronawirusa posłowie PiS cieszyli się jak dzieci, że prezes pozwolił im na chwilę demokracji deliberatywnej. Radość zrozumiała i w pełni uzasadniona – nie znali do tej pory tego uczucia, a tutaj nagle odkryli, że jednak można.

Ta chwila, gdy jeden z posłów PiS mówi triumfalnie, że „rząd uwzględnił poprawki opozycji”, jest rzeczywiście bezcenna, nawet jeśli na pierwszy rzut oka może się w gruncie rzeczy wydawać nieco tragikomiczna.

Ale cieszyli się nie tylko rządzący, cieszyła się także opozycja – najczęściej przybierało to postać entuzjastycznych stwierdzeń, że wreszcie w procesie legislacyjnym było normalnie. Nie chcę niczego nieskromnie broń Boże sugerować, ale stało się to ledwie dwa dni po opublikowanym na portalu konstytucyjny.pl moim felietonie na temat istoty demokracji.

Trzeba przyznać, że jak na doświadczenia ostatnich pięciu lat uwzględnianie poprawek opozycji skutkujące przebłyskami normalności, to spore osiągnięcie. Teoretycznie powinienem się więc cieszyć, ponieważ sam napisałem, że w tak podzielonym społeczeństwie jak nasze, jak tlenu potrzebujemy demokracji deliberatywnej.

Jest jednak coś, co mnie niepokoi – to wynik tej deliberacji w postaci uchwalonej ustawy o o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych.

Z braku kompetencji nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich postanowień ustawy – np. tych dotyczących prawa budżetowego czy prawa organizacji służby zdrowia, ale jako teoretyk i filozof prawa mogę targany pewnymi wątpliwościami stwierdzić, co następuje.

Po pierwsze, władza bez kontroli

Niestety, proponowana regulacja wpisuje się w pewien specyficzny typ sprawowania władzy, jaki cechuje partie polityczne mające obecnie większość sejmową.

Dosyć wyraźnie widać postępujący prymat bieżącej polityki nad prawem, a ten skutkuje z kolei rozwiązaniami centralizmu oraz dosyć arbitralnego woluntaryzmu i decyzjonizmu.

W proponowanej ustawie widać to z całą ostrością – wiele z przepisów zawiera pojęcia tak otwarte, nieprecyzyjne i niedookreślone, że otwiera to

nieograniczone pole do swobodnego uznania, czy zachodzi, czy też nie zachodzi potrzeba zastosowania przez organy władzy wykonawczej przewidzianych w ustawie, w niektórych przypadkach bardzo radykalnych, środków administracyjnych.

Problem nie polega na tym, że z tych bardzo otwartych kompetencji rzeczywiście skorzystają, lecz na tym, że w każdej chwili dosyć arbitralnie mogą skorzystać. Ewentualna kontrola tych potencjalnych działań jest dosyć iluzoryczna, ponieważ w praktyce ogranicza się do obowiązku składania Sejmowi okresowych sprawozdań. Po drodze nie ma prawie żadnych procedur weryfikujących i kontrolnych.

Po drugie, próba obejścia Konstytucji

Nie można się oprzeć wrażeniu, że proponowana ustawa stanowi próbę obejścia rozwiązań przewidzianych w rozdziale XI Konstytucji RP.

Tak naprawdę

mamy do czynienia z próbą wprowadzenia w drodze specustawy reżimu stanu nadzwyczajnego „kuchennymi drzwiami”

i to jeszcze w sposób, który wykracza poza ograniczenia przewidziane dla stanów nadzwyczajnych w samej Konstytucji.

Wprawdzie recenzowana ustawa czyni z pozoru zadość zasadzie lex necessitatis est lex temporis, ale w praktyce może się okazać, że są to tylko pozory.

Nie wszystkie bowiem przepisy ustawy zostały objęte ograniczonym w czasie obowiązywaniem. Jest też i druga niekonsekwencja – z jednej strony art. 1 ustawy ogranicza jej zastosowanie do zwalczania chorób wywołanym tzw. koronawirusem COVID-19, ale już

tytuł ustawy i odpowiednie przepisy zmieniające inne ustawy rozciągają jej zastosowanie praktycznie na wszelkie choroby zakaźne.

W praktyce może to oznaczać, że będziemy mieli do czynienia z elementami permanentnego stanu wyjątkowego pod pretekstem zwalczania bardzo szeroko pojętych chorób zakaźnych.

Po trzecie – niski poziom legislacji

Pomijam ocenę trybu i tempa, w jakich przyjęta była inkryminowana ustawa – to jednak skutkuje tylko typowym, wyjątkowo niskim poziomem techniki legislacyjnej, jaki cechuje ten akt.

Zakres zmian, jaki wprowadza ustawa w różnych obowiązujących przepisach jest tak daleko idący, że nikt nie jest dzisiaj w stanie dokładnie określić konsekwencji systemowych tych regulacji.

Nigdzie nie znalazłem też odpowiedzi na pytanie, czy i dlaczego istniejące do tej pory regulacje nie zawierają skutecznych środków materialnych, instytucjonalnych, proceduralnych, finansowych etc. zwalczania chorób wywołanych wirusem COVID-19.

Prawdopodobnie dlatego, jeśli słuszne są moje wyżej sformułowane przypuszczenia i wnioski, że w ostatecznej instancji i wbrew deklaracjom nie o to chodzi w tej ustawie. To jednak tylko konsekwencja pewnej specyficznej opisanej wyżej filozofii polityki rządzącej partii.

Ten tekst ukazał się na portalu konstytucyjny.pl

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Prof. dr hab., filozof prawa, kierownik Katedry Teorii Filozofii Państwa i Prawa Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, Laureat nagrody im. Edwarda J. Wende (2017) oraz Nagrody Wydziału I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN im. Leona Petrażyckiego za książkę "Sędziowie i niewolnicy" (2017), członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego. Jest publicystą prawnym „Gazety Wyborczej”.


Komentarze

  1. Lech Słomianowski

    Nie jestem ekspertem od demokracji deliberatywnej ale znakomicie pamiętam moje zdziwienie kiedy solidarnościowa opozycja entuzjastycznie zgodziła się uczestniczyć w "społecznych trójkach" Jaruzelskiego jakie miały pomóc w "zwalczaniu spekulantów"…..Parę kolejnych miesięcy i "stan wojenny" był faktem. Cóż, czego się spodziewać po codziennie śliniącym się na karierę Babolu z Ursusa? Najśmieszniejsze, że jedynie brunatny Bosak nie dał się złapać na czar Pinokia. Pewnie dlatego, że jako lokalny fuerher chciałby sobie zorganizować swoje "narodowe odrodzenie" bez niczyjej konkurencji.

  2. Adam Potoczek

    _ Ponieważ w żadnej ustawie nie da się przewidzieć przebiegu gwałtownego kryzysu lub katastrofy, to nie da się tu napisać precyzyjnego prawa. Może być konieczne podejmowanie decyzji nieszablonowych lub drastycznych. Zatem można by usprawiedliwić działania woluntarystyczne i pewną swobodę w interpretowaniu uprawnień, gdyby wraz z ogłoszeniem „stanu klęski” lub „stanu nadzwyczajnego” oraz użyciem takiej ustawy, znikała „ODPOWIEDZIALNOŚĆ POLITYCZNA” decydentów i była zamieniana na „ODPOWIEDZIALNOŚĆ OSOBISTĄ” imienną. Po zakończeniu „stanu nadzwyczajnego”, koniecznie powinno nastąpić ROZLICZENIE. W razie głupoty i nadużyć – więzienie. Oczywiście wraz z odpowiedzialnością budżetu państwa za wyrządzone szkody.
    _ Czy powyższe rozwiązanie mogłoby powodować unikanie podejmowania decyzji? Owszem mogłoby, ale to także musi podlegać rozliczeniu. W razie głupoty i niekompetencji – więzienie. Skoro chcesz rządzić, to masz prawa i obowiązki, a nie tylko splendory. Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz.
    _ Proste?

    _ Inna sprawa, że prawo i procedury na wypadek klęsk i katastrof, powinny istnieć już od co najmniej 20 lat, a nie być „uzupełniane” na kolanie.

    • Jerzy Zajadło

      Ależ takie procedury już istnieją – najlepszy dowód, że działają, mimo że ustawa jeszcze nie weszła w życie. Innymi słowy – osobna ustawa jest kompletnie zbędna, wystarczy zoptymalizować istniejące. Dlatego twierdzę, że może mieć inny, ukryty cel, dosyć mocno niezgodny z Konstytucją.

      • Mateusz Głazowski

        Szanowny Panie Profesorze, bardzo dziękuję za Pana tekst. Mam nadzieję, że rozjaśni umysły czytających. Nie jestem prawnikiem ale ta spec ustawa budzi we mnie obawy, że ograniczy się, w sposób istotny, nasze wolności obywatelskie. Raz jeszcze dziękuję.

      • Adam Potoczek

        Zakładając, że pełne i profesjonalne procedury istnieją, to:
        1. Czy opozycja o tym nie wiedziała i wykazała się niekompetencją przystępując do gry PiS-u? Jest problem – napiszemy ustawę.
        2. Może te procedury istnieją tylko NA PAPIERZE i nie są znane ani przestrzegane, jak sławetna procedura HEAD dla samolotów rządowych? Skąd się bierze tyle pytań z różnych organów i środowisk „No to co mamy robić”?
        3. Służby medyczne i służby sanitarne działają „mniej więcej” ROZSĄDNIE (chwała im za to!) i raczej ze strachu przed zwierzchnością polityczną, po czym opowiadają o pełnym przygotowaniu i przestrzeganiu „jakichś” procedur.
        4. Czy oczekiwanie przez 88 godzin na wynik testu koronawirusa jest zgodne z taką procedurą? Czy zamawianie maseczek albo respiratorów dopiero NA POLECENIE POLITYCZNE, to też procedura? Czy mierzenie temperatury osób na lotniskach (widowisko medialne!), a nie mierzenie temperatury osób przyjeżdżających autobusami, pociągami lub samochodami prywatnymi, to też procedura?
        5. Najważniejsza procedura – PRZECIWDZIAŁAĆ PANICE. Też jest potrzebna, ale nie zastąpi „mniej ważnych” chroniących zdrowie.

      • Ferdinand Wspanialy

        Ależ wprowadzona specustawa może (bo jeszcze nie wiemy jak będzie działać) wpisać się w demokrację deliberatywną (dążenie do prawdy, porozumienia i kompromisu), skoro zapisy ustawy są nieprecyzyjne.
        1. Władza obecna bez kontroli – puste gadanie pod założoną z góry antypisowską tezę.
        2. Próba obejścia Konstytucji – nawiązuje Pan Panie Zajadło chyba nie tylko do obejścia Konstytucji przez sędziów, ale działań sędziów wbrew jej przepisom.
        3. Niski poziom legislacji – to jest Pana Panie Zajadło subiektywne zdanie głoszone pod antypisowską tezę.
        Jedyne stwierdzenie prawdziwe, jakie Pan wygłosił to to, że nie ma Pan kompetencji.

  3. Jacek Doliński

    Pozwolę sobie powtórzyć w tym miejscu swój komentarz z wtorku:
    »Cud mniemany, czyli PiSowiacy i KOale –
    wydarzył się w poniedziałek w Sejmie! PiS po raz pierwszy od objęcia rządów w Polsce, czyli od prawie 4,5 roku, dopuścił do głosu parlamentarną opozycję i nawet zgodził się z niektórymi jej poprawkami!
    Ale ja w cuda nie wierzę. Jeżeli nie cud, to co? Panika w obozie rządzącym spowodowana widmem przegranej Dudy? Kaczyński traci kontrolę nad swoimi automatami do głosowania?
    Moim zdaniem – czyste wyrachowanie. PiS chce jak najszybciej mieć obowiązującą ustawę, żeby móc po cichu wprowadzić w czasie kampanii prezydenckiej stan quasi-wyjątkowy, utrudniający działania konkurentów Dudy. Dopuścił więc opozycję do głosu w nadziei, że teraz Senat szybko zatwierdzi poprawiony tekst ustawy i za parę dni wejdzie ona w życie.
    Senatorowie, nie dajcie się nabrać!«

  4. Paweł Zając

    Opozycja i PiS to jedno gówno. Tylko Konfederacja głosowała przeciw. Podobne haniebne głosowania miały miejsca przy wycofaniu sie z ustaw o IPN, osiołki z platformy i lewactwo razem z pisem. Ja bym ich osobiście lał batem na rynku do krwii po koleii od rana do wieczora.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!