Senator PiS i historyk prof. Jan Żaryn bronił w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl decyzji o obniżeniu emerytur byłym pracownikom Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w PRL, także tym, którzy potem wiele lat pracowali na rzecz niepodległej RP. Wyliczamy manipulacje, przekłamania i półprawdy

Przypomnijmy: podczas sławnej sesji Sejmu w Sali Kolumnowej w grudniu 2016 – która wzbudziła później wiele protestów i demonstracji – posłowie PiS uchwalili tzw. „ustawę dezubekizacyjną”. Ustawa obniżyła emerytury i renty wszystkim, którzy pełnili „służbę na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 roku do 31 lipca 1990 roku” (w połowie 1990 roku powołano Urząd Ochrony Państwa w miejsce Służby Bezpieczeństwa).

Kogo obejmie dezubekizacja

Od października 2017 emerytury i renty b. funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie będą wyższe od średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS. Ustawa jednak bardzo szeroko traktuje definicję “służby na rzecz totalitarnego państwa”. Wystarczy jeden dzień pracy w służbach w niewłaściwym czasie i objęci ustawą tracą dużą część emerytury – nawet jeśli po 1990 roku mieli za sobą długą służbę w niepodległej demokratycznej RP. Obejmuje także funkcjonariuszy, którzy zostali w 1990 roku pozytywnie zweryfikowani i podjęli służbę na rzecz niepodległego państwa.

Emerytury zostaną obniżone m.in. kadrze naukowo-dydaktycznej, naukowej, naukowo-technicznej oraz słuchaczom i studentom m.in. Centrum Wyszkolenia MSW i Wyższej Szkoły Oficerskiej MSW w Legionowie. Dotyczy to także osób, które pracowały w Biurze Rejestracji Cudzoziemców, Zarządzie Kontroli Ruchu Granicznego, Inspektoracie Operacyjnym Ochrony Elektrowni Jądrowej w Żarnowcu oraz studentów i słuchaczy Szkoły Chorążych Milicji.

Obniżki emerytur dotkną też pracowników MSW z departamentu PESEL, czyli ok. 300 programistów i informatyków, absolwentów informatyki Uniwersytetu Warszawskiego i Politechniki Warszawskiej, którzy opracowali Powszechny Elektroniczny System Ewidencji Ludności. Ustawa obejmie także lekarzy pracujących w szpitalach resortowych MSW, którzy byli na etacie funkcjonariuszy.

Obniżonej emerytury nie będą natomiast miały osoby służące w Zmotoryzowanych Odwodach Milicji Obywatelskiej (ZOMO).

Emerytury i renty stracą też rodziny zmarłych osób, które podlegałyby ustawie.

RPO informował kilka dni temu, że dostał już ponad tysiąc skarg na ustawę. „Przedstawiają różne sytuacje życiowe osób, które jakoś zaplątały się w wiry tej ustawy w sposób zupełnie niepotrzebny i zbędny, bądź odziedziczyły renty po swoich mężach” – mówił Adam Bodnar w TVN24.

Podkreślał, że „błędem pierwotnym” był sposób przeprowadzenia ustawy przez Sejm 16 grudnia w Sali Kolumnowej. „Później mieliśmy Senat. Nie zapomnę tej sceny, jak senatorowie Rulewski oraz Borusewicz – kto jak kto, ale oni naprawdę byli gnębieni przez Służbę Bezpieczeństwa – mówili: słuchajcie ta ustawa jest zła, tam jest za dużo błędów, za dużo wątpliwości i obejmie za dużą ilość osób. Tylko nikt ich nie chciał wtedy słuchać ” – ubolewał Bodnar.

Sporym echem odbił się w mediach niedawny list 95-letniego powstańca warszawskiego do RPO, który jako lekarz pracował w PRL w przychodni szpitala MSW i teraz grozi mu odebranie renty z mocy ustawy dezubekizacyjnej.



W lipcu IPN, który weryfikuje dane przekazane przez odpowiednie resorty,  poinformował, że ustawa obejmie ok. 50 tys. osób (i ich rodziny) spośród zatrudnionych w MSW oraz ok. 1,5 tys. osób zatrudnionych w Służbie Więziennej,

Skarb państwa ma – według wyliczeń autorów ustawy – zaoszczędzić na obniżeniu emerytur byłym pracownikom MSW 546 mln złotych w ciągu kilku lat.

Żaryn o szantażu esbeków

W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl 24 sierpnia bronił ustawy senator PiS prof. Jan Żaryn, historyk specjalizujący się w historii Kościoła w PRL. Wywiad można przeczytać tutaj.

Rozmowa zaczyna się od bardzo dziwacznego pytania dziennikarza, który mówi, że byli esbecy “grożą politykom PiS” ujawnieniem kompromitujących informacji z dawnych czasów.

Taką informację od anonimowego b. oficera komórki paszportowej MSW podał kilka dni temu portal wp.pl. „Odchodząc ze służby, wielu zabrało sobie jakieś teczki, materiały jako polisę ubezpieczeniową i do użycia w ostateczności. Jeśli nas zmuszą, to po prostu skompromitujemy tę bandę mściwych oszołomów, jaka jest u władzy”.

Co na to prof. Żaryn? „Jedna z tez, która obowiązywała przez długie lata III RP, i którą ja też wygłaszałem wielokrotnie, polegała właśnie na tym, że istniały ekskluzywne środowiska posiadające tajemną wiedzę, uprawniającą je do szantażu politycznego. Stąd, jako naród, byliśmy pozbawieni możliwości definitywnego rozliczenia się z PRL”.

Senator Żaryn nie podaje żadnego przykładu takiego szantażu, który ujrzał kiedykolwiek światło dzienne. Nie ma np. żadnych dowodów, że kiedykolwiek szantażowany był Lech Wałęsa, którego „teczkę” z lat 70. trzymał u siebie w domu b. szef MSW gen. Czesław Kiszczak. Opowiadanie takich historii bez żadnych dowodów – a w rozmowie nie pojawia się nawet ślad dowodu, nawet jedno nazwisko – wydaje nam się, delikatnie rzecz ujmując, niemądre.

Żaryn odwraca kota ogonem

W następnej odpowiedzi Żaryn w sposób skrajnie nieuczciwy przedstawia argumenty krytyków ustawy. Senator PiS mówi:

„Ludzie Platformy Obywatelskiej, którzy się także częściowo wywodzą ze środowiska wielkiego ruchu „Solidarności”, nagle wspierają byłych esbeków, dowodząc, że ich praca w latach PRL, jak rozumiem, była związana ze „służbą” Polsce. Czy internowanie działaczy opozycji i represjonowanie senatora Rulewskiego w 1981 roku też było „służbą” dla Polski? Zacietrzewienie przeczy więc logice”.

Otóż argumentów wytaczanych przez krytyków ustawy jest kilka, a prof. Żaryn podaje tylko jeden – w dodatku przedstawiając go nierzetelnie.

  • Państwo polskie zawarło z ludźmi pracującymi w PRL w różnych instytucjach, w tym w wojsku, w MSW, pewną umowę. RP zachowuje ciągłość prawną i honoruje zobowiązania tamtego państwa. To się może nie podobać, ale podjęta przez państwo obietnica powinna mieć znaczenie. Trzeba mieć dobry powód, żeby zaciągnięte wtedy zobowiązania zrywać. Unieważnienie po 27 latach praw nabytych nie ostanie się przed żadnym sądem. Prawo nie może działać wstecz.
  • Ustawa traktuje w ten sam sposób zarówno faktycznych esbeków, którzy prześladowali opozycję, jak i słuchaczy szkoły oficerskiej MSW, późniejszych lojalnych pracowników służb III RP oraz różnego rodzaju pracowników technicznych.
    2 sierpnia 2017 „Gazeta Wyborcza”opublikowała  historie samobójstw byłych funkcjonariuszy, którym obniżono emerytury. Jednym z nich był niejaki Marek M., 56-letni emerytowany oficer policji z Rypina. 19 czerwca M. dostał decyzję Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA, która obniżała mu emeryturę o dwie trzecie – ponieważ w maju 1988 roku Marek M. skończył kurs podoficerski w Wyższej Szkole Oficerów MSW w Legionowie. M. od 1990 roku pracował w policji. 20 czerwca emeryt powiesił się na zapleczu sklepiku, który prowadził.
    Takich ewidentnie niesprawiedliwych sytuacji w mediach opisywano znacznie więcej.
  • Działacze dawnej opozycji, którzy są przeciwni ustawie, uważają, że PRL było państwem polskim – niedemokratycznym i niesuwerennym – ale funkcjonariusze MSW działali zgodnie z regułami tego państwa (nikt nie broni ludzi łamiących ówczesne prawo, ale złamanie tego prawa trzeba najpierw udowodnić).

Centralny ideologiczny argument Żaryna został wypowiedziany w chwilę później. Senator PiS mówił:

Obniżanie emerytur i lat wysługi za okres PRL jest wynikiem sprawiedliwości i ta wartość jest tutaj chroniona. W latach 1956-1989 MSW i struktury podobne do tego resortu były związkiem przestępczym.

Nie wiemy, co senator ma na myśli. W 2012 roku sąd uznał, że stan wojenny w Polsce wprowadziła „nielegalna grupa przestępcza” – do której należał m.in. gen Wojciech Jaruzelski, ówczesny premier PRL. Wyrok był wówczas powszechnie krytykowany i wyśmiewany.

Nazwanie jednak całego ówczesnego MSW „związkiem przestępczym” to co innego. Jest także zupełnie od rzeczy – była to jednak część polskiego rządu, legalnie działające ministerstwo (z punktu widzenia ówczesnego prawa). Jaki związek przestępczy? Owszem, wielu funkcjonariuszy MSW łamało nawet ówcześnie obowiązujące prawo, np. dopuszczając się mordów politycznych (jak w przypadku ks. Jerzego Popiełuszki). Jak powiedzieliśmy wcześniej, przestępstwo trzeba jednak udowodnić.

Formalnie PRL była legalnie działającym państwem polskim, uznawanym przez przytłaczającą większość rządów świata i zasiadającym w ONZ. Za jej czasów wydawano wyroki sądowe, zaciągano pożyczki międzynarodowe i nadawano stopnie naukowe. W 1984 roku tytuł magistra otrzymał na Uniwersytecie Warszawskim sam Żaryn.

Prof. Żarynowi – i jego radykalnym kolegom z PiS – marzy się oczywiście delegalizacja PRL i uznanie go za element obcej, sowieckiej okupacji, nawet jeśli wykonawcami poleceń z Moskwy byli Polacy. Kłopot z tą ideą polega na tym, że trudno jest państwo zdelegalizować wybiórczo: np. MSW tak, ale już uniwersytety – nie. Stąd niespójne wywody i dziwaczne, pozbawione sensu argumenty.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!