Izba Dyscyplinarna SN zdecyduje czy uchylić immunitet sędziemu Wojciechowi Łączewskiemu, który zasłynął skazując na więzienie b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Sam ma problemy w związku z inną sprawą. W środę obradom Izby chciała przysłuchiwać się publiczność, ale prowadzący obrady były prokurator IPN Jacek Wygoda z krzykiem kazał ją policji wyrzucić

To ważna sprawa, bo dotyczy sędziego, który swoim wyrokiem na Mariusza Kamińskiego podpadł PiS i jest dla tej partii jednym z najbardziej znienawidzonych sędziów.

Od kilku lat sędzia sam ma kłopoty. Według prokuratury, w 2016 roku, posługując się fałszywymi kontami na Twitterze nawiązał kontakt z osobą, która podawała się za Tomasza Lisa i proponował strategię walki z PiS. Gdy sprawę opisały media, Łączewski zaprzeczył kontaktom z fałszywym Tomaszem Lisem i złożył do prokuratury zawiadomienie, że ktoś podszywał się także pod niego.

Według śledczych, sędzia złożył zawiadomienie wiedząc, że przestępstwa nie było i składał w tej sprawie fałszywe zeznania. Prokuratura Regionalna w Krakowie chce postawić mu w tej sprawie zarzuty i domaga się uchylenia chroniącego go immunitetu sędziowskiego.

W środę 13 listopada 2019, Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego miała na posiedzeniu rozpoznać odwołanie prokuratury od decyzji krakowskiego sądu dyscyplinarnego, który odmówił uchylenia immunitetu.

Na sali  pojawiło się kilka osób w charakterze publiczności, w tym dziennikarze. Prowadzący sprawę Jacek Wygoda (były prokurator IPN) po sprawdzeniu obecności kazał jednak publiczności opuścić salę.

Wygoda chce interwencji policji

Ta nie wychodziła, bo liczyła, że obrońcy Łączewskiego złożą wniosek o jawność posiedzenia. Ale Wygoda krzycząc nakazał dwóm policjantom „opróżnienie sali” i zaczęli oni wzywać obywateli i dziennikarzy do wyjścia.

W tym momencie wstał sędzia Łączewski, by zabrać głos. Wygoda nadal podniesionym głosem nie dał mu jednak dojść do słowa, mówiąc, że nie udzielił mu głosu.

Gdy publiczność wyszła z sali, posiedzenie w sprawie immunitetu Łączewskiego dalej toczyło się za zamkniętymi drzwiami.

Policja wyrzuca dziennikarzy z sali. fot. Mariusz Jałoszewski
Policja wyrzuca publiczność i dziennikarzy z sali na polecenie przewodniczącego składu Jacka Wygody. Fot. Mariusz Jałoszewski

Ścigają sędziego za to, że sam złożył zawiadomienie

Jak wspomnieliśmy, Prokuratura Regionalna w Krakowie ściga Łączewskiego, bo chce mu postawić zarzut składania nieprawdziwych zeznań oraz złożenia niezasadnego zawiadomienia do prokuratury.

Łączewski twierdzi, że sprawa ma związek z procesami, w których orzekał. Na początku 2015 roku zasiadał w trzyosobowym składzie sądu, który skazał nieprawomocnie Mariusza Kamińskiego na więzienie za nielegalną operację CBA wymierzoną w ówczesnego wicepremiera i szefa Samoobrony Andrzeja Leppera.

Po wydaniu tego wyroku na prawicy zaczął się hejt wobec sędziego, był on też atakowany przez prawicowych polityków.

Według relacji Łączewskiego, po wyroku zaczęły się też dziać wokół niego dziwne rzeczy. Jedną z nich miała być sprawa z fałszywym Tomaszem Lisem. Biegli nie wykluczyli, że ktoś mógł sfałszować jego korespondencję z fałszywym kontem dziennikarza, by go skompromitować.

Z ofiary podejrzany

Sędzia od początku zaprzeczał, że ma cokolwiek wspólnego z tą sprawą. Zawiadomił prokuraturę, że ktoś podszywał się pod niego. Gdy PiS przejął władzę i kontrolę nad prokuraturą, sprawę przeniesiono z Warszawy do Legnicy, a potem do Krakowa. A tam Łączewski z ofiary stał się podejrzanym.

Prokuratura chce mu stawiać zarzuty, mimo że opinia biegłego, którzy badał telefony i komputer Łączewskiego – sędzia sam je przekazał prokuraturze – nie przesądza i nie pokazała jak było naprawdę w tej sprawie.

Co więcej, biegły nie stwierdził, by sędzia ze swoich urządzeń prowadził korespondencję z fałszywym kontem założonym na Tomasza Lisa. Prokuratura najpierw jednak umorzyła sprawę z zawiadomienia Łączewskiego i wyłączyła z niej materiały do drugiej sprawy, w której chce stawiać mu zarzuty.

Śledczy z Krakowa wątpliwości rozstrzygają jednak na niekorzyść Łączewskiego, co jest wbrew zasadom.

Do sprawy immunitetu wkraczają rzecznicy dyscyplinarni Ziobry

W kwietniu 2019 roku sąd dyscyplinarny w Krakowie działający przy sądzie apelacyjnym odmówił jednak uchylenia immunitetu Łączewskiemu. Uznał, że prokurator Marek Pubrat, który chce stawiać zarzuty, powinien się wyłączyć ze sprawy.

Bo wcześniej prowadził sprawę z zawiadomienia sędziego i ją umorzył. Więc w sprawie dotyczącej zarzutów może nie być bezstronny.

Od tej decyzji do Izby Dyscyplinarnej odwołała się prokuratura i główny rzecznik dyscyplinarny dla sędziów, który przystąpił do sprawy immunitetu.

Rzecznik dyscyplinarny ponadto postawił zarzuty dyscyplinarne Łączewskiemu w większości powielając zarzuty prokuratury i wkraczając w jej rolę. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

W środę 13 listopada po tym, gdy przewodniczący składu Izby Dyscyplinarnej Jacek Wygoda wyrzucił z sali dziennikarzy i obywateli, sprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami.

Prokuratorzy Marek Pubrat i Tomasz Kumor oraz Główny Rzecznik Dyscyplinarny Piotr Schab (stoi). Fot. Mariusz Jałoszewski
Prokuratorzy Marek Pubrat i Tomasz Kumor oraz Główny Rzecznik Dyscyplinarny Piotr Schab (stoi). Fot. Mariusz Jałoszewski

Byli na niej dwaj prokuratorzy z Prokuratury Regionalnej w Krakowie Marek Pubrat i Tomasz Kumor oraz wspierający wniosek o uchylenie immunitetu Łączewskiego główny rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab i jego dwaj zastępcy Michał Lasota i Przemysław Radzik.

Rzecznik i jego zastępcy są z nominacji ministra Zbigniewa Ziobry. Zajmują się ściganiem niezależnych sędziów broniących wolnych sądów.

Wchodzą do SN rzecznicy dyscyplinarni - Michał Lasota, z lewej Piotr Schab, z tyłu Przemysław Radzik. Fot. Mariusz Jałoszewski
Wchodzą do SN rzecznicy dyscyplinarni – Michał Lasota, z lewej Piotr Schab, z tyłu Przemysław Radzik. Fot. Mariusz Jałoszewski

Przewodniczący składu orzekającego Izby Dyscyplinarnej Jacek Wygoda zapytał, po co Radzik i Lasota przyszli do sądu, wszak był na sali ich główny przełożony Piotr Schab. – „Dajecie wsparcie?” – pytał Wygoda. Odpowiedzieli, że są „służbowo”.

Sprawę Łączewskiego oprócz Wygody, byłego prokuratora IPN, rozpoznaje też Adam Roch, także były prokurator, oraz jako ławnik Łukasz Kotynia.

Łączewski przyszedł zaś na posiedzenie z trzema obrońcami. To sędzia Dariusz Mazur z Krakowa i adwokaci Beata Czechowicz i Artur Pietryka.

Wojciech Łączewski (drugi z lewej) i jego obrońcy. Fot. Mariusz Jałoszewski
Wojciech Łączewski (drugi z lewej) i jego obrońcy. Fot. Mariusz Jałoszewski

Izba Dyscyplinarna przez cały dzień zdążyła rozpoznać tylko jeden wniosek sędziego i jego obrońców dotyczący wyłączenia z tej sprawy Rocha i Wygody. Łączewski kwestionuje ich obiektywizm – bo obaj byli wcześniej prokuratorami, którzy współpracowali z ekipą Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry.

Ponadto podważa legalność ich wyboru do Izby przez powołaną w niekonstytucyjny sposób nową KRS.

Izba Dyscyplinarna wniosek o wyłączenie rozpoznała negatywnie i odroczyła posiedzenie do 17 grudnia. Wtedy sędzia planuje zgłosić kolejne wnioski formalne.

Jacek Wygoda raz przyjmuje wniosek o jawność, a potem jednak wyrzuca dziennikarzy

Posiedzenia sądu są co do zasady niejawne. Ale kodeks postępowania karnego daje możliwość wprowadzenia jawności. Ostateczna decyzja należy do sądu.

Sprawy o immunitet sędziowski, gdy zajmował się nimi „stary” Sąd Najwyższy, były jawne. To się zmieniło, gdy PiS powołał „swoją” Izbę Dyscyplinarną obsadzoną głównie prokuratorami współpracującymi z ekipą Ziobry.

To ta Izba ma pomóc wyrzucać z zawodu niepokornych prawników, sędziów i prokuratorów. Od początku działalności sprawy o immunitet chce prowadzić za zamkniętymi drzwiami, choć PiS tyle mówił o potrzebie jawności w wymiarze sprawiedliwości.

Po raz pierwszy jednak doszło do wyrzucenia publiczność z sali przy pomocy policji. I po raz pierwszy tak gwałtownie zachowywał się przewodniczący składu, który odmówił nawet prawa do wypowiedzi Łączewskiemu, który ma prawo do obrony. A realizacją tego prawa, jest prawo do składania różnych wniosków.

Sprawa jawności takich spraw pojawiła się w Izbie Dyscyplinarnej już wcześniej na kanwie immunitetu sędzi Ireny Majcher z Opola. W tej sprawie obrońcy sędzi złożyli wnioski o jawność posiedzenia i Izba przyjęła je do rozpoznania. Na tamtym posiedzeniu publiczności nie wyrzucono. Nie odbierano też głosu obrońcom. Co ciekawe tamtą sprawę prowadził ten sam Jacek Wygoda, który teraz na widok publiczności gwałtownie zareagował. Pisaliśmy o tym w OKO.press.

Łączewski pozwał ministra sprawiedliwości i odchodzi z zawodu

Wojciech Łączewski ma jednak dość hejtu i obelg. Pozwał do sądu o przeprosiny ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, który dezawuował go jako sędziego na konferencjach. Pisaliśmy o tym w OKO.press.

Miesiąc temu złożył też rezygnację z urzędu sędziego. Napisał w niej, że chce odejść z zawodu 15 listopada, czyli za dwa dni. Ale minister sprawiedliwości, który często mówił, że Łączewski nie powinien być sędzią, do rezygnacji się nie ustosunkował. Jeśli nadal się nie wypowie, to Łączewski z zawodu będzie mógł odejść po upływie trzech miesięcy od daty złożenia rezygnacji. Czyli na początku stycznia 2020 roku.

PS. Po opublikowaniu tego tekstu dowiedzieliśmy się, że minister sprawiedliwości zgodził się na odejście Łączewskiego z zawodu od 16 listopada. To oznacza, że prokuratura będzie mogła postawić mu zarzuty już w najbliższą sobotę, zaś Izba Dyscyplinarna umorzy sprawę o uchylenie immunitetu. Łączewski mówił OKO.press, że procesu karnego się nie boi, bo będzie mógł w jego trakcie się bronić.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

  1. Zenon Nowak

    Boliwijski Kaczyński, Evo Morales, który właśnie dał drapaka i porzucił boliwijską dobrą zmianę na pastwę wrogów narodu, nie zdążył, niestety, dla siebie, dokończyć reformy sądownictwa. Choć zrobił coś, co właściwie powinno go doprowadzić do zwycięstwa. Tak jak w Polsce, urządził po swojemu ichni trybunał konstytucyjny i przy pomocy tegoż trybunału wyciął numer zapierający oddech w piersi swoją brawurą. Otóż ni mniej ni więcej prawilny TK orzekł, że trzy artykuły konstytucji są….NIEZGODNE Z KONSTYTUCJĄ! Między innymi art. zakazujący powtórnej reelekcji prezydenta. Dlatego Evo wystartował sobie po raz czwarty. Licząc, że dzięki 500+ sutener znowu odda mu władzę, tak jak w poprzednich wyborach. Okazało się jednak, że trzeba było wynik wyborów sfałszować by uniknąć drugiej tury.I się miarka przebrała… Ale numer z niekonstytucyjną konstytucją jest godny wiecznej chwały. Ani Szalony Kapelusznik, ani baron Münchhausen by tego nie wymyślili. Pytanie czy Balbina sięgnie po ten wynalazek. TK czeka na rozkazy…

  2. Jerzy Dereń

    Teraz jest czas układania listy prawników, którzy z wszelkich zawodów prawniczych będą wykluczeni. Żadnemu z prawników dobrej zmiany nie przysługuje zwolnienie z odpowiedzialności za skutki jego czynów przez powołania się na "prawo" tworzone przez sejm PiS. Bo każdy prawnik powinien umieć rozpoznać prawo nielegalne i odmawiać jego stosowania. Tak więc każdy członek ziobrowych przystawek wymiaru sprawiedliwości wiedząc że działa nielegalnie powinien zrekompensować wszelkie skutki nielegalnych działań. W tym zwrócić cały zarobek jaki uzyskał w ziobrowych przystawkach. Pytanie jak to zrobić?

Masz cynk?