W piątek 11 maja na polecenie prokuratury policja weszła na konferencję naukową o Karolu Marksie. Szukali "praktyk totalitarnych". "Jesteśmy w szoku. To próba ingerencji w świat naukowy. Nie przypominamy sobie, żeby po 1989 roku policja sprawdzała treść merytoryczną konferencji naukowej" - mówi OKO.press Tymoteusz Kochan, współorganizator wydarzenia

Konferencja naukowa „Karol Marks: 2018” zaczęła się w środę 9 maja 2018 w ośrodku wypoczynkowym Uniwersytetu Szczecińskiego w Pobierowie. Referaty dotyczyły m.in. inspiracji marksowskich w pedagogice, kobiet-przywódczyń, Ubera i podatków. Brało w niej udział siedmioro profesorów oraz doktorzy, doktoranci i studenci, w większości pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego. 

W piątek przed południem na teren ośrodka weszło trzech funkcjonariuszy (jeden po cywilnemu). Mieli ze sobą pismo z prokuratury. Powołali się na Konstytucję i najprawdopodobniej na ustawę o IPN (organizatorzy nie są tego pewni). 

„Najpierw zaczęli wypytywać panią pracującą na recepcji, czy nie dzieją się tu jakieś praktyki totalitarne. Ona poszła po organizatorów” — relacjonuje OKO.press Tymoteusz Kochan, współorganizator konferencji. „Powiedzieli, że muszą zebrać materiał dowodowy. Sfotografowali numery naszego pisma »Nowa Krytyka«. Leżała tam książka Michała Siermińskiego »Dekada przełomu« o opozycyjnej lewicy w latach 1968-1980 – też zrobili jej zdjęcie.

Nie wysłuchali nawet 5 sekund konferencji. Wylegitymowali nas,

kazali pokazać dowód osobisty prof. Jerzemu Kochanowi, mojemu ojcu i jednemu ze współorganizatorów konferencji. Wszystko to trwało około 40 minut. Funkcjonariusze sprawiali wrażenie, że nie czuli się dobrze z tą interwencją”. 

  • Co ma Konstytucja do Marksa

    Art. 13 Konstytucji RP głosi:

    Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

    Trudno powiedzieć, jakie komunistyczne działania miałyby być praktykowane podczas konferencji naukowej. Konstytucja nie mówi nic na temat Karola Marksa ani marksizmu.

Według PAP interwencja odbyła się na polecenie prokuratury rejonowej Szczecin Zachód. „To nie był donos. Gdyby jakiś narodowiec złożył doniesienie, to byłoby to zrozumiałe. Policja musiałaby to sprawdzić” – mówi Kochan. 

Przemoc symboliczna wobec świata nauki

Konferencja odbywa się cyklicznie od 2010 roku. „To jest długa tradycja. Wśród uczestników są znani profesorowie. Książka każdego z nich jest w bibliotece Kongresu. Wspiera nas Uniwersytet Szczeciński” – wyjaśnia Kochan. Nigdy wcześniej żadne władze nie doszukiwały się nieprawomyślności w dyskusjach uczestników. Kochan uważa, że problem jest poważny – to próba ingerencji władzy publicznej w życie naukowe:

„Naukowcy mają prawo badać różne rzeczy. Jeśli chcieliby się zająć Leninem, to taka konferencja też miałaby prawo się odbyć. W Niemczech są konferencje naukowe o Hitlerze. Jeśli istnieje zła wola, to wszystko można podciągnąć pod antynarodową działalność.

Prokuratura mogłaby poprosić Uniwersytet o wyjaśnienia, jest biuro prawne. Ale zainterweniowano z pominięciem struktur uniwersyteckich. 

Jutro rano idziemy do rektora. Chcemy zadziałać, żeby to nie było niebezpiecznym precedensem. Sprawdzimy, czy policja miała prawo wkroczyć. Nie zostawimy tak tego, bo odczytujemy to jako działanie, które ma nas wygaszać. 

Teraz studenci 10 razy się zastanowią, zanim zaczną czyta Marksa, będą mieli z tyłu głowy, że czeka ich za to konfrontacja z policją. Za czasów Marksa to było praktykowane. To jest przemoc symboliczna”. 

Marksa zna każdy student socjologii

Przy okazji 200. rocznicy urodzin Karola Marksa w mediach prorządowych i wśród polityków PiS zapanowało istne szaleństwo. Dziennikarze i politycy na wyścigi popisywali się brakiem wiedzy na temat tego XIX-wiecznego filozofa. Przypisano mu wszystko: od Holocaustu, przez zbrodnie koreańskich przywódców, po dżenderyzm. Krystyna Pawłowicz pisała, że miał czyraki i zdradzał żonę, a „Wiadomości” TVP, że zainspirował wywołanie wielkiego głodu na Ukrainie. Polskim elitom politycznym nie może się zmieścić w głowie, że na Marksa powołują się tak wywrotowe pisma jak „Forbes” czy „Financial Times”. Pisaliśmy o tym m.in. w tekście „Czy Marks „zachęcał do rewolucyjnego holokaustu”? Anatomia pewnej manipulacji„.

„Wokół Marksa zapanowała histeria” – komentuje Tymoteusz Kochan.

„W każdym podręczniku socjologii Marks jest wymieniany jako jeden z ojców socjologii – obok Comte’a. Marksa poznaje każdy student socjologii na świecie – czy ma poglądy prawicowe czy lewicowe. Czy władza zamierza cenzurować program studiów socjologicznych?

Marks to część dziedzictwa europejskiego. Zajmują się nim różne środowiska – od liberalnych, przez socjaldemokratyczne. To nie jest nieznaczący filozof, którego da się ominąć. Nawet badania robione na zlecenie firm wymagają odwołania do pojęcia »klas«, które wprowadził Marks. W Niemczech Marks jest dziedzictwem narodowym. 

Czy będziemy musieli się przebrać za badaczy myśli młodego Piłsudskiego?”.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni.
W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym